Amerykańskie szkoły coraz częściej uczą, jak korzystać z AI
Amerykańskie szkoły coraz częściej odchodzą od prób całkowitego zakazywania sztucznej inteligencji. Zamiast tego chcą uczyć, jak korzystać z niej świadomie, sprawdzać odpowiedzi i rozpoznawać błędy. W Charleston nauczyciele przygotowują się do nowego roku szkolnego z założeniem, że AI i tak będzie obecne w klasach.
Podczas szkolenia dla nauczycieli jeden z prowadzących poprosił narzędzie AI o stworzenie mapy świata. Efekt był pełen absurdalnych pomyłek: nazwy państw były przekręcone, część pojawiła się w niewłaściwych miejscach, a niektóre podpisy nie miały żadnego sensu. Takie przykłady mają pokazywać uczniom, że generatywna sztuczna inteligencja potrafi odpowiadać bardzo pewnie nawet wtedy, gdy podaje fałszywe informacje.
Jeszcze niedawno wiele szkół próbowało blokować chatboty w obawie przed ściąganiem i pisaniem prac przez AI. Teraz coraz częściej pojawia się inne podejście. W Stanach Zjednoczonych 37 stanów opublikowało już oficjalne zalecenia dotyczące korzystania ze sztucznej inteligencji w edukacji. Tam, gdzie takich wytycznych nie ma, część okręgów szkolnych tworzy własne zasady.
Okręg edukacyjny Charleston, obejmujący około 50 tys. uczniów, opracował własną politykę po konsultacjach z nauczycielami, rodzicami i uczniami. Okazało się, że młodzież już powszechnie korzysta z chatbotów, ale robi to najczęściej bez żadnego przygotowania. Podobnie wygląda sytuacja wśród nauczycieli. Badania wskazują, że większość z nich zetknęła się z AI w pracy, ale niewielu otrzymało formalne szkolenie techniczne. Szkoły chcą uniknąć sytuacji podobnej do tej z mediami społecznościowymi, kiedy dzieci przez lata korzystały z nowych platform bez większej wiedzy o ich mechanizmach, uzależniających algorytmach czy wpływie na uwagę i zdrowie psychiczne.
Nowym hasłem w amerykańskiej edukacji stało się „AI literacy”, czyli kompetencje związane ze sztuczną inteligencją. Nie chodzi tylko o umiejętność wpisania dobrego polecenia do chatbota. Uczeń powinien rozumieć, że model może wymyślać źródła, podawać błędne dane i przedstawiać je jako pewne. W Charleston uczniowie będą między innymi analizować sytuacje związane z pisaniem prac naukowych. Chatbot może na przykład stworzyć nieistniejące badania albo podać fałszywy tytuł publikacji. Podstawową zasadą ma więc być sprawdzanie każdej informacji, która ma trafić do pracy szkolnej.
Coraz częściej nauczyciele podkreślają też, że ważną kompetencją jest wiedza, kiedy z AI nie korzystać. Chatbot może pomóc w znalezieniu pomysłów, wyjaśnieniu trudnego pojęcia albo poprawieniu struktury tekstu. Jeśli jednak uczeń oddaje mu całe zadanie, łatwo traci właśnie tę część pracy, która miała rozwijać jego własne myślenie.
Szkoły próbują więc znaleźć równowagę między zakazem a bezkrytycznym przyjęciem nowych narzędzi. Sztuczna inteligencja ma pojawić się w edukacji, ale razem z zasadą, która brzmi znacznie mniej efektownie niż technologiczne obietnice: nie ufaj jej bez sprawdzenia.
Maciej Bzura
