Bańka AI rozgrzewa rynek

Bańka AI rozgrzewa rynek do czerwoności

Bańka AI rozgrzewa rynek szybciej niż internetowa. Niewykluczone, że historia powtórzy się ponownie, być może już w nadchodzącym roku.

Wzrost wycen spółek związanych ze sztuczną inteligencją przypomina analitykom i inwestorom giełdowym atmosferę końca lat 90., gdy rynek internetowy kipiał od entuzjazmu. Wówczas inwestorzy mierzyli sukces kliknięciami i liczbą użytkowników. Dziś ich miejsce zajęły tokeny i zapytania do modeli.

Idea pozostała ta sama. Im więcej ruchu wygenerowanego przez użytkowników, tym większy potencjał zysków. W praktyce jednak wiele firm AI od start-upów po gigantów jak OpenAI, wciąż nie potrafi przekształcić przychodów w realne zyski. Według danych „The Information”, OpenAI w 2024 roku miało przychody sięgające 3,4 mld. USD, ale nadal ponosiło straty, które w ubiegłym roku sięgnęły 5 mld. USD. To echo dawnych czasów, gdy takie firmy jak eToys czy Pets.com wydawały miliony na marketing, licząc, że rozmiar sam w sobie przyniesie sukces.

Podczas bańki internetowej pieniądze płynęły szerokim strumieniem do agencji reklamowych i kampanii promocyjnych. Dziś kapitał przesunął się do centrów danych i infrastruktury obliczeniowej. Giganci technologiczni inwestują miliardy w chipy Nvidii i moce obliczeniowe, które mają napędzać rozwój generatywnej AI. Sama Nvidia osiągnęła w 2025 roku kapitalizację przekraczającą 3 biliony USD. Poziom, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nieosiągalny. Jednak podobnie jak 25 lat temu, skala wydatków nie zawsze przekłada się na trwałą wartość. Wysokie koszty energii, danych i sprzętu mogą sprawić, że ekspansja AI stanie się finansowo nie do utrzymania bez faktycznego wzrostu produktywności.

Historia dotcomów pokazuje, że szybkie skalowanie działalności bez jasnej drogi do rentowności prowadzi do katastrofy. W 2000 roku z rynku zniknęło ponad 80% spółek internetowych, a indeks Nasdaq stracił trzy czwarte swojej wartości. Dziś rynek AI może uniknąć podobnej katastrofy, ponieważ liderzy tacy jak Microsoft, Amazon czy Google mają ogromne rezerwy finansowe i dywersyfikację źródeł przychodów. Jednak nawet oni nie są odporni na spadek zaufania inwestorów. Wystarczy kilka słabszych kwartałów lub spowolnienie adopcji technologii, by kapitał zaczął odpływać równie gwałtownie, jak napłynął.

Sztuczna inteligencja sięga głębiej niż internet. Wpływa nie tylko na handel i komunikację, ale też na sposób, w jaki myślimy, uczymy się i podejmujemy decyzje. Jej potencjał transformacyjny jest realny, jednak oczekiwania wobec niej często przekraczają granice ekonomicznego realizmu. Jak zauważa wielu ekonomistów, wartość aktywów niematerialnych w postaci: danych, modeli i algorytmów  istnieje tylko wtedy, gdy prowadzi do trwałego wzrostu wydajności lub zysków. Jeśli tego zabraknie, obecna bańka AI pęknie tak samo jak dotcomowa, choć skutki mogą być jeszcze głębsze, bo AI kształtuje nie tylko rynek, lecz także społeczne zaufanie do technologii.

Historia nie powtarza się dosłownie, ale bańka AI może być naprawdę realna. Pokazuje również, że nawet najbardziej przełomowa technologia nie jest w stanie unieważnić podstawowych praw ekonomii. Skalowanie, narracja i entuzjazm inwestorów to za mało. Realna wartość powstaje dopiero wtedy, gdy technologia rozwiązuje konkretne problemy i generuje trwałe korzyści.

Szymon Ślubowski

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2025.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się