CoinPlex kolejną upadającą piramidą finansową
Upadek CoinPlex stał się jednym z najnowszych przykładów tego, jak łatwo marzenia o szybkim zysku mogą obrócić się w koszmar.
Tysiące osób w Polsce i poza jej granicami straciło dostęp do swoich oszczędności, a cała sprawa nosi znamiona klasycznej piramidy finansowej, ubranej w nowoczesne hasła o kryptowalutach i innowacyjnych inwestycjach.
CoinPlex kusił inwestorów obietnicą ponadprzeciętnych zysków, stabilnością i rzekomą „technologią przyszłości”, które miały przedstawiać zawrotną stopę zwrotu na poziomie 2% dziennie. W praktyce mechanizm wyglądał znajomo: zyski starszych uczestników były wypłacane z wpłat nowych. Im wcześniej ktoś dołączył do pociągu tym wyższych stóp zwrotu mógł sie spodziewać, szczególnie jeżeli poprzez afiliacje promował platformę. Gdy dopływ świeżego kapitału się skończył, cała konstrukcja runęła, pozostawiając tysiące osób z pustymi portfelami. Obecnie straty szacowane są w okolicach 20 milionów złotych, ale ta kwota na obecnym stanie postępowania jest mocno szacunkowa.
Piramidy finansowe nie są niczym nowym, schemat Ponziego znany jest od ponad stu lat. Nowością jest jednak ich „opakowanie”. CoinPlex opierał się na narracji o kryptowalutach i nowoczesnych technologiach, co wzbudzało poczucie, że inwestycja jest czymś wyjątkowym i przyszłościowym. Podobnie działali organizatorzy innych międzynarodowych afer, jak OneCoin, reklamowany swego czasu jako „Bitcoin killer”. W obu przypadkach obietnice innowacji skutecznie odciągały uwagę od zdroworozsądkowych pytań o to, skąd naprawdę biorą się zyski.
W tego rodzaju schematach kluczowy jest zdrowy rozsądek, który często jest ograniczony jeżeli widzimy przed sobą widmo ogromnych zysków i wolności finansowej w absurdalnie krótkim czasie bez nadmiarowego wysiłku. Organizatorzy budują społeczność, tworzą poczucie przynależności i wywołują presję, by „nie zostać w tyle”. To właśnie presja powoduje, że ludzie inwestują coraz większe kwoty, nie dostrzegając sygnałów ostrzegawczych, jak brak przejrzystych raportów finansowych, czy nieweryfikowalne źródła zysków.
Podobne mechanizmy widzieliśmy przy upadku amerykańskiej firmy FTX, choć w jej przypadku skala była gigantyczna, miliardy dolarów inwestorów z całego świata rozpłynęły się w powietrzu. Choć FTX formalnie nie była klasyczną piramidą, to chaos i brak nadzoru doprowadziły do podobnych konsekwencji: dramatycznych strat i utraty zaufania do branży.
Psychologowie finansowi tłumaczą to prostym mechanizmem: chciwość połączona z nadzieją. Gdy inflacja zjada oszczędności, a tradycyjne lokaty nie dają zauważalnego zwrotu, obietnica szybkiego i wysokiego zysku staje się niezwykle kusząca. Właśnie wtedy ludzie są najbardziej podatni na ryzykowne propozycje, szczególnie kiedy widzą początkowo, że mechanizm się sprawdza.
Afera CoinPlex wpisuje się w szerszy kontekst międzynarodowej debaty o potrzebie lepszego nadzoru nad rynkiem kryptowalut i alternatywnych inwestycji. W Wielkiej Brytanii Financial Conduct Authority (FCA) regularnie publikuje ostrzeżenia o fałszywych platformach tradingowych. W USA Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) w ostatnich latach zaostrzyła walkę z projektami, które podszywają się pod legalne inwestycje, a w rzeczywistości są pułapką.
Historia CoinPlex nie jest niestety wyjątkowa. To raczej kolejna w długiej serii podobnych zdarzeń. Najważniejszą lekcją dla inwestorów jest prosta zasada: jeśli coś brzmi zbyt dobrze, by było prawdziwe, to najpewniej takie właśnie jest.
Rynki finansowe przechodzą transformację, a technologia otwiera coraz więcej drzwi. To jednak nie oznacza, że stara zasada ostrożności traci na aktualności. Wręcz przeciwnie, w świecie, w którym nowe projekty powstają i znikają w mgnieniu oka, sceptycyzm i dokładna weryfikacja są bardziej potrzebne niż kiedykolwiek.
Szymon Ślubowski
