Coraz więcej dojrzałych kobiet sięga po testosteron. Po co?
W mediach społecznościowych, szczególnie wśród amerykańskich influencerów, coraz częściej pojawia się informacja o korzyściach ze stosowania testosteronu przez kobiety w trakcie lub po menopauzie. Ma on im podnosić libido, poprawiać nastrój a nawet zmniejszać tkankę tłuszczową i poprawiać mięśnie. Lekarze jednak przestrzegają.
Testosteron – choć kojarzony jako hormon męski – niezbędny jest również w organizmach kobiet. Produkowany jest przede wszystkim w jajnikach i nadnerczach, w mniejszych jednak dawkach niż u mężczyzn. Ponieważ działa jako prekursor estrogenów, czyli element niezbędny do produkcji tych hormonów, jest niezbędny do prawidłowej pracy wielu układów. Odpowiada również za libido i satysfakcję seksualną, wspiera poziom energii, nastrój oraz ogólne samopoczucie. Pomaga utrzymać masę mięśniową i siłę,chroni kości przed utratą gęstości, zmniejszając ryzyko osteoporozy, uczestniczy w regulacji metabolizmu, wpływając m.in. na gospodarkę lipidową i glukozową, oraz decyduje o rozmieszczeniu tkanki tłuszczowej.
Gdy w związku z okresem menopauzy poziom testosteronu spada, kobiety często odczuwają konsekwencje natychmiast: obniżone libido, przewlekłe zmęczenie, słabszą koncentrację, utratę masy mięśniowej czy pogorszenie nastroju – od drażliwości po stany depresyjne. Niedobór zwiększa również ryzyko problemów kostnych i sprzyja przyrostowi tkanki tłuszczowej. Dlatego, choć rzadko o tym głośno mówiono, testosteron okazuje się jednym z kluczowych hormonów dla zdrowia seksualnego, fizycznego i psychicznego kobiet.
Testosteron u kobiet – fenomen kulturowy?
Ponieważ w starzejących się społeczeństwach zachodnich wzrasta odsetek kobiet wchodzących w okres menopauzy – temat wrócił w ostatnich tygodniach szczególnie w prasie amerykańskiej i brytyjskiej. W ostatnich dniach tematem numeru uczyniło go internetowe wydanie New York Timesa, gdzie o problemie jako wręcz „fenomenie kulturowym” napisała Susan Dominus – dziennikarka i wykładowca, laureatka nagrody Pulitzera.
W USA tego typu zastępcza terapia hormonalna jest bowiem ciągle niewystarczająco uregulowana. Preparaty są, ale w oficjalnych zaleceniach nie ma zgody na przepisywanie testosteronu kobietom, którym dokuczają objawy menopauzy. Wiele z nich zatem namawia swoich lekarzy, aby przepisali go im półlegalnie, eksperymentując przy tym z dawkami.
Okazuje się, że na część pacjentek testosteron zadziałał bardzo dobrze: nie tylko zmniejszył uciążliwe objawy menopauzy, ale również poprawił jakość ich związków, znacząco poprawiając libido. U innych jednak raczej zaszkodził, niż pomógł: część kobiet zaczęła tracić włosy, inne zaczęły być agresywne wobec domowników czy koleżanek.
Głównym problemem jest trudność w oszacowaniu najlepszej dla danej kobiety dawki tego hormonu oraz to, że ciągle nie ma wystarczającej liczby wiarygodnych badań naukowych dotyczących wpływu testosteronu na organizm kobiet w okresie po menopauzie.
Unia Europejska dopuszcza od 2006 r. stosowanie u kobiet preparatu z testosteronem (uwalnianym z plastra), ale tylko w przypadku, gdy wcześniej stosowana terapia estrogenami nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Istnieją również badania opublikowane w 2013 r. na łamach branżowego portalu lekarskiego „Przegląd Menopauzalny” dowodzące, że to nie brak testosteronu po menopauzie jest problemem, ale niedobór innych androgenów takich jak androstendion, DHEA i DHEAS. Właśnie ich poziom obniża się w tym czasie u kobiet najbardziej, mogąc powodować nieprzyjemne objawy.
Anna Druś
