Unia Europejska przygotowuje cyfrowe euro. Co to oznacza dla mieszkańców?
Unia Europejska chce wprowadzić cyfrowe euro. Ma ono być nową formą wspólnej waluty, z której będzie można korzystać za pomocą telefonu lub komputera. Zwolennicy projektu przekonują, że Europa stanie się dzięki temu bardziej niezależna od zagranicznych firm obsługujących płatności. Krytycy odpowiadają jednak, że przedsięwzięcie będzie bardzo kosztowne i może wywołać nowe pytania o ochronę prywatności.
Parlament Europejski poparł projekt utworzenia cyfrowego euro. Za jego dalszym rozwijaniem zagłosowało 416 europosłów, przeciw było 169, a 22 wstrzymało się od głosu. Teraz rozpoczną się rozmowy z państwami członkowskimi, które zdecydują o ostatecznym kształcie nowych przepisów.
Pierwsze testy mają rozpocząć się we wrześniu 2027 roku. Weźmie w nich udział 36 banków z różnych krajów Unii Europejskiej. Jeżeli zakończą się powodzeniem, cyfrowe euro mogłoby zostać udostępnione mieszkańcom od 2029 roku.
Czym będzie cyfrowe euro?
Cyfrowe euro ma być elektroniczną wersją obecnej wspólnej waluty. Nie będzie kryptowalutą podobną do bitcoina, ponieważ za jego emisję odpowiadać będzie Europejski Bank Centralny.
Nowa forma pieniądza będzie miała dokładnie taką samą wartość jak banknoty i monety euro. Będzie można nią płacić w internecie, a w niektórych sytuacjach również bez dostępu do sieci.
Europejski Bank Centralny zapewnia jednocześnie, że gotówka nie zniknie z obiegu. Według Christine Lagarde banknoty i monety pozostaną dostępne tak długo, jak długo będą chcieli z nich korzystać mieszkańcy Europy.
Po co Unii Europejskiej cyfrowe euro?
Zdaniem zwolenników projektu Europa powinna mieć własny nowoczesny system płatności. Dziś wiele transakcji elektronicznych odbywa się za pośrednictwem amerykańskich firm, takich jak Visa, Mastercard czy American Express.
Według Aurore Lalucq cyfrowe euro ma zmniejszyć tę zależność i wzmocnić bezpieczeństwo gospodarcze Unii Europejskiej.
Zwolennicy projektu zwracają także uwagę na szybki rozwój prywatnych walut cyfrowych, czyli tzw. stablecoinów. Większość z nich opiera się na dolarze amerykańskim, dlatego Unia Europejska chce rozwijać własne rozwiązania.
Pojawiają się pytania o prywatność
Nie wszyscy popierają ten projekt. Część polityków obawia się, że cyfrowe euro może ułatwić kontrolowanie przepływu pieniędzy.
Sarah Knafo ostrzega, że w przyszłości może powstać system pozwalający łatwiej śledzić transakcje lub zmieniać zasady korzystania z cyfrowej waluty.
Inni eksperci odpowiadają jednak, że już dziś większość płatności wykonywanych kartą lub telefonem pozostawia ślad elektroniczny. Ich zdaniem cyfrowe euro nie oznacza więc całkowicie nowej sytuacji.
Wysokie koszty budzą wątpliwości
Dyskusję wywołują również koszty całego przedsięwzięcia. Według szacunków przygotowanie cyfrowego euro może kosztować od 18 do 30 miliardów euro.
Charles-Henri Gallois uważa, że rzeczywiste wydatki mogą być jeszcze większe. Jego zdaniem zwykli użytkownicy nie odczują dużej różnicy, ponieważ już dziś mogą płacić telefonem za pomocą takich usług jak Apple Pay czy Wero.
Przed Europą jeszcze długa droga
Cyfrowe euro nie trafi do mieszkańców Unii Europejskiej wcześniej niż za kilka lat. Zanim to nastąpi, konieczne będzie zakończenie prac nad przepisami oraz przeprowadzenie testów.
Już dziś wiadomo jednak, że projekt wywołuje szeroką debatę. Dla jednych jest szansą na większą niezależność Europy i rozwój nowoczesnych płatności. Dla innych oznacza wysokie koszty i rodzi pytania o zakres kontroli państwa nad finansami obywateli.
Sebastian Nizio
