Cyryl i Metody, czyli prorocy Europy dwóch płuc [Prof. Dariusz KOWALCZYK SJ]
Kultura i wiara słowiańskich narodów opiera się w znacznej mierze na dziedzictwie Świętych Cyryla i Metodego, patronów Europy. To wszakże Cyryl i Metody stworzyli głagolicę, pierwszy alfabet słowiański, czym otworzyli ludom słowiańskim dostęp do tradycji chrześcijańskiej – pisze ks. prof. Dariusz KOWALCZYK SJ
Trochę mnie zaskoczył, a jednocześnie zmartwił, pewien włoski jezuita, który mówił coś o walentynkach, a na moją uwagę, że 14 lutego wspominamy św. Walentego, ale przede wszystkim Świętych Cyryla (zm. 869) i Metodego (zm. 885), patronów Europy, odparł: „Ach tak! Wy w Europie wschodniej ich świętujecie…”. Po pierwsze, także we włoskim kalendarzu liturgicznym 14 lutego mamy święto Cyryla i Metodego, a po drugie, są to postaci ważne dla całej Europy, nie tylko dla jej środkowo-wschodniej części. No cóż! Wypadałoby częściej przypominać nauczanie Jana Pawła II o dwóch płucach Europy, wschodnim i zachodnim. I to zarówno z kościelno-kulturowego, jak i z polityczno-społecznego punktu widzenia.
Na barkach olbrzymów
„Jesteśmy karłami stojącymi na barkach olbrzymów” (łac. nani gigantum humeris insidentes) – to powiedzenie przypisywane jest Bernardowi z Chartres (zm. 1125). Widzimy więcej i dalej niż nasi wielcy poprzednicy nie dlatego, że jesteśmy od nich bardziej wybitni, ale dlatego, że korzystamy z ich dokonań i dzięki temu możemy mieć szersze horyzonty. Cyryl i Metody, dwaj bracia, urodzili się w chrześcijańskiej rodzinie wysokiego urzędnika bizantyńskiego w Salonikach (Sołuniu). Byli Grekami, ale mieli kontakty z łacińskim Zachodem, a ponadto znali języki słowiańskie, gdyż Sołuń i jego okolice były wówczas zamieszkane przez liczną populację słowiańską. Doskonale wykształceni, szczególnie Cyryl, mocni w chrześcijańskiej wierze, stali się misjonarzami Słowian i twórcami Europy.
Odwołując się do przytoczonej metafory, można by powiedzieć, że zanim stali się „olbrzymami” dla innych, najpierw stanęli na barkach Platona, Arystotelesa, Ojców kapadockich, św. Jana Chryzostoma i całej greckiej tradycji teologicznej. A kiedy sami zaczęli stawać się „olbrzymami”? Ano wtedy, kiedy stworzyli głagolicę, pierwszy alfabet słowiański, oparty na grece, ale dostosowany do fonetyki słowiańskiego dialektu sołuńskiego. Stojąc na fundamencie greckiego języka spostrzegli, że można stworzyć nowe znaki, dostosowane do mowy słowiańskiej. Głagolica stała się istotnym elementem ewangelizacji Słowian. Dzięki niej można było przetłumaczyć na języki słowiańskie Pismo Święte i teksty liturgiczne. Miało to ogromne znaczenie religijne i kulturalne. Cyryl i Metody otworzyli ludom słowiańskim dostęp do tradycji chrześcijańskiej.
W 867 r. bracia przybyli do Rzymu, gdzie papież Hadrian II zatwierdził ich działania. Oznaczało to, że liturgia może być sprawowana w języku zrozumiałym dla ludów słowiańskich, że Ewangelia nie musi pozostać monopolem tych, którzy znają grecki lub łacinę. To był przełomowy krok w zrozumieniu, że Ewangelia może zakorzenić się w każdej kulturze, wykorzystując jej własny język. Co więcej, może dzięki temu wzrastać, rozwijać się, włączać nowe elementy, bez osłabienia swej istoty. Kultura i wiara słowiańskich narodów opiera się w znacznej mierze na barkach dwóch „olbrzymów”: Cyryla i Metodego.
Europa słowiańska
Znaczenie Cyryla i Metodego ukazał na nowo Jan Paweł II. Przed jego pontyfikatem Bracia Sołuńscy byli na Zachodzie zapomniani. Słowa i działania papieża Polaka w tym względzie wykraczały daleko poza zwykłe przypomnienie historycznych postaci, ale stanowiły głęboką reinterpretację tożsamości Europy, strategię ekumeniczną oraz przesłanie polityczne w czasach zimnej wojny.
W 1980 r. Jan Paweł II wydał List apostolski Egregiae virtutis, w którym ogłosił Świętych Cyryla i Metodego współpatronami Europy, obok św. Benedykta z Nursji. W ten sposób wskazał na dwa fundamentalne punkty odniesienia dla tożsamości Europy: Rzym i Konstantynopol. Pięć lat później, 1985 r., papież ogłosił encyklikę Slavorum apostoli(„Apostołowie Słowian”). Jest to najmniejsza objętościowo encyklika Jana Pawła II, ale jednocześnie jedna z najbardziej doniosłych ze względu na swoje przesłanie ekumeniczne, kulturowe i teologiczne. W 27 numerze encykliki czytamy:„Cyryl i Metody stanowią jakby ogniwo łączące, jakby duchowy pomost pomiędzy nurtem tradycji wschodniej i zachodniej, które łączą się razem w jedną wielką Tradycję Kościoła powszechnego”. To zdanie pokazuje, że dwaj wielcy bracia byli nie tylko geniuszami filologicznymi, ale przede wszystkim misjonarzami i wizjonerami, którzy pokazali, że w Chrystusie jest możliwa jedność w różnorodności, co więcej – stanowi ona istotę Europy. Trzeba to dziś przypominać bardziej niż kiedykolwiek, bo przecież odrzucenie chrześcijaństwa w imię liberalno-lewicowych ideologii to prosta droga do skarłowacenia, a nawet śmierci tego, co – nie tylko w sensie geograficznym – nazywamy Europą.
Jan Paweł II nie ograniczał znaczenia Cyryla i Metodego do sfery religijnej. Podkreślał ich rolę w budowaniu Europy w szeroko rozumianym wymiarze cywilizacyjnym: „Realizując własny charyzmat, Cyryl i Metody wnieśli decydujący wkład w budowę Europy nie tylko jako wspólnoty wiary chrześcijańskiej, ale także jako organizmu państwowego i kulturowego” (Slavorum apostoli, nr 27). Papież wskazywał, że wszystkie kultury narodów słowiańskich zawdzięczają swój początek Braciom Sołuńskim. Bez ich dzieła mapa polityczna i kulturalna Europy wyglądałaby zupełnie inaczej. Karol Wojtyła, sam będąc Słowianinem, czuł szczególną odpowiedzialność za przywrócenie pamięci o dziedzictwie słowiańskim w Europie zdominowanej przez narrację zachodnio-łacińską. Podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski, 3 czerwca 1979 r., w homilii na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie, zadał retoryczne pytanie: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?”. Te słowa były programowe: Europa nie jest tylko łacińska i germańska, ale ma również korzenie słowiańskie, greckie, bizantyjskie.
Wzór ewangelizacji
Dziś wiele się mówi o potrzebie nowej ewangelizacji. Niekiedy robi się w to taki sposób, jak gdyby to od nas zaczynała się ewangelizacja. To dosyć irytujący przejaw megalomanii niektórych środowisk w Kościele. Tymczasem, kiedy patrzymy na misjonarzy minionych wieków, poczynając od Pawła Apostoła, to rzeczywiście powinniśmy poczuć się w porównaniu z nimi karłami. Cyryl i Metody z jednej strony wierzyli głęboko, że mają do dania nie jakieś swoje opinie, ale Słowo Boże niosące zbawienie. Byli zdeterminowani i gorliwi. Z drugiej strony byli pokorni i pamiętali, że Chrystusowa prawda ma iść w parze z miłością. We wspomnianej encyklice Jan Paweł II napisał: „Obok wielkiego poszanowania dla osób i bezinteresownej troski o ich prawdziwe dobro, obaj święci Bracia posiadali odpowiedni zasób energii, rozwagi, gorliwości i miłości, konieczny do niesienia przyszłym wierzącym światła, do ukazywania im dobra i jednoczesnego udzielania pomocy w jego osiągnięciu. W tym celu pragnęli upodobnić się pod każdym względem do tych, którym nieśli Ewangelię; należeć do nich i dzielić we wszystkim ich los”.
W IX w. dominowała w Zachodnim Kościele tzw. teoria trzech języków, czyli przekonanie, że tylko hebrajski, grecki i łaciński mogą być językami liturgii i teologii. Święci Bracia pokazali, że ta teoria jest fałszywa. Jednak ich wielkość polegała nie na pewności siebie lub władzy, ale na szacunku dla kultury ewangelizowanych ludów, na rozumieniu ich potrzeb, a jednocześnie na zdolności oczyszczania i pogłębiania napotkanych kultur nauką Ewangelii. W tym wszystkim potrafili łączyć elastyczność z wiernością.
Cyryl i Metody nie czekali na jakieś idealne okoliczności, by podjąć pracę ewangelizacyjną. Konfrontowali się twórczo z zastaną rzeczywistością, wykazując się sprawnością dyplomatyczną i odwagą intelektualną, ale zawsze w posłuszeństwie Kościołowi hierarchicznemu. Szukali zgody i porozumienia, ale nie na siłę. Nie unikali konfrontacji, kiedy trzeba było bronić dobrej sprawy, w tym przede wszystkim czystości wiary.

To wzór dla współczesnego Kościoła, w którym czasem wiara jest rozmywana w imię dialogu i dobrej atmosfery, a z drugiej strony wierność bywa mylona z zacietrzewionym dogmatyzmem w sprawach drugorzędnych.
Dariusz Kowalczyk SJ
Tekst pierwotnie ukazał się w 1052 numerze tygodnika „Idziemy” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.
