Czy polskie muzea diecezjalne i regionalne są bezpieczne? Francuska seria napadów skłania do pytań
Jeszcze niedawno największym zagrożeniem dla muzeów wydawały się kradzieże obrazów. Ostatnie miesiące we Francji pokazały jednak, że zorganizowane grupy przestępcze zmieniły strategię. Ich celem stały się złote precjoza, historyczna biżuteria, relikwiarze i kolekcje monet, które można wynieść w ciągu kilku minut, przetopić lub rozebrać na pojedyncze kamienie szlachetne. Seria napadów – od Luwru w Paryżu po niewielkie muzea w Langres, Châtillon-sur-Seine, Paray-le-Monial, Limoges i Wingen-sur-Moder – rodzi pytanie, czy podobny scenariusz mógłby wydarzyć się również w Polsce, gdzie tysiące bezcennych zabytków przechowywane są nie tylko w muzeach narodowych, ale także w muzeach regionalnych, diecezjalnych, skarbcach katedralnych i kościołach.
Dlaczego to właśnie Francja stała się miejscem serii napadów na muzea?
Francja posiada jedne z najbogatszych zbiorów muzealnych na świecie. To tam znajdują się nie tylko największe kolekcje malarstwa, lecz także królewskie klejnoty, zabytki złotnictwa, kolekcje numizmatyczne oraz skarbce archeologiczne o znaczeniu światowym. Wydawało się, że właśnie takie instytucje dysponują najlepiej rozwiniętymi systemami bezpieczeństwa. Tym większym zaskoczeniem okazało się, że w ciągu kilkunastu miesięcy doszło do serii napadów obejmujących zarówno najsłynniejsze muzea narodowe, jak i niewielkie placówki regionalne rozsiane po całym kraju.
Największym echem odbiło się włamanie do Luwru w Paryżu, gdzie z Galerii Apollina skradziono osiem klejnotów koronnych o wartości szacowanej na około 88 milionów euro. Niedługo później przestępcy uderzyli jednak nie do kolejnego wielkiego muzeum, lecz do znacznie mniejszych instytucji. W Langres okradziono Maison des Lumières Denis Diderot, skąd zniknęło około dwóch tysięcy złotych i srebrnych monet z lat 1790–1840. W Paray-le-Monialcelem napadu stało się Musée du Hiéron, gdzie uszkodzono słynne dzieło złotnicze Via Vitae. W Limoges z Musée national Adrien Dubouché zniknęły trzy niezwykle cenne wyroby porcelanowe warte około 6,5 miliona euro, natomiast w Wingen-sur-Moder skradziono z Musée Lalique biżuterię René Lalique’a o wartości około 4 milionów euro.
Kulminacją tej serii stał się napad na Musée du Pays Châtillonnais w Châtillon-sur-Seine. Dwóch sprawców weszło do muzeum w godzinach otwarcia jako zwykli zwiedzający, rozbiło gablotę i zabrało liczący około 2500 lat złoty naszyjnik tzw. księżniczki z Vix, wykonany z około 480 gramów złota. Cała operacja trwała zaledwie kilka minut i pokazała, że nowoczesne zagrożenie nie polega już na nocnym włamaniu do pustego budynku, lecz na błyskawicznym napadzie dokonanym w obecności pracowników i zwiedzających.
Dlaczego przestępcy coraz częściej wybierają złoto, a nie obrazy?
Zmiana charakteru przestępczości przeciwko dziedzictwu kulturowemu nie jest przypadkowa. Obrazy wielkich mistrzów są niemal niemożliwe do legalnego sprzedania. Każde dzieło posiada dokumentację fotograficzną, opisy konserwatorskie i znajduje się w międzynarodowych bazach danych. Próba wprowadzenia takiego obrazu do legalnego obrotu oznacza dla przestępców ogromne ryzyko.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku złotych precjozów, historycznej biżuterii czy kolekcji monet. Złoto można przetopić, pozbawiając przedmiot jego historycznej tożsamości. Diamenty, rubiny, szafiry i szmaragdy można wyjąć z opraw i sprzedać oddzielnie. Z punktu widzenia rynku przestępczego nie liczy się już historia przedmiotu, lecz masa kruszcu i wartość kamieni. Dla archeologów, historyków sztuki i muzealników oznacza to stratę znacznie większą niż wartość finansowa zabytku. W chwili przetopienia złota lub rozdzielenia kamieni szlachetnych bezpowrotnie znika źródło wiedzy o przeszłości, którego nie da się odtworzyć nawet wtedy, gdy odzyskano by cały wykorzystany metal.
To właśnie dlatego francuscy specjaliści coraz częściej podkreślają, że współczesne napady nie są wyłącznie kradzieżami. W wielu przypadkach prowadzą one do fizycznego unicestwienia zabytku jako świadectwa historii. Ta zmiana sposobu myślenia przestępców wymusza również zmianę sposobu projektowania ochrony muzeów.
Czego nauczyły Francję napady na Luwr oraz muzea w Langres, Limoges i Châtillon-sur-Seine?
Francuskie Ministerstwo Kultury zareagowało na serię napadów uruchomieniem szerokiego programu przeglądu bezpieczeństwa muzeów. Zapowiedziano realizację 33 działań obejmujących analizę zagrożeń, ponowną ocenę zabezpieczeń oraz przygotowanie nowych procedur dla instytucji przechowujących najcenniejsze zabytki. Jednocześnie przeznaczono środki na 482 inwestycje związane z poprawą bezpieczeństwa muzeów i miejsc przechowywania dziedzictwa kulturowego.
Najważniejszy wniosek z francuskich doświadczeń nie dotyczy jednak samych urządzeń technicznych. Napady pokazały, że wiele systemów bezpieczeństwa projektowano z myślą o klasycznym nocnym włamaniu, podczas gdy współczesny scenariusz wygląda zupełnie inaczej. Sprawcy przychodzą jako zwykli zwiedzający, wcześniej dokładnie rozpoznają ekspozycję, wybierają jeden konkretny przedmiot i opuszczają budynek, zanim możliwa stanie się skuteczna interwencja. W przypadku Châtillon-sur-Seine muzeum posiadało monitoring i wcześniej inwestowało w poprawę zabezpieczeń, jednak nie zapobiegło to napadowi przeprowadzonemu w godzinach otwarcia.
Francuskie doświadczenie pokazuje również, że zagrożenie nie ogranicza się do największych muzeów narodowych. W praktyce równie atrakcyjnym celem mogą być niewielkie placówki regionalne, których zbiory są mniej znane opinii publicznej, ale zawierają pojedyncze obiekty o ogromnej wartości historycznej i materialnej.
Czy podobne zagrożenie dotyczy także polskich muzeów regionalnych?
Polska posiada niezwykle bogate zbiory archeologiczne, numizmatyczne i złotnicze. Muzea narodowe w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu przechowują kolekcje o znaczeniu międzynarodowym, jednak równie interesujące dla przestępców mogą okazać się zbiory znajdujące się poza największymi ośrodkami miejskimi. W muzeach regionalnych przechowywane są skarby monet, średniowieczne ozdoby, złote fibule, biżuteria grobowa oraz zabytki odkrywane podczas badań archeologicznych, których wartość naukowa znacznie przekracza wartość samego kruszcu.
Nie oznacza to, że polskie muzea regionalne są słabo chronione. Oznacza natomiast, że podobnie jak we Francji różnią się skalą działalności, liczbą pracowników, możliwościami finansowymi oraz możliwościami modernizacji historycznych budynków. W wielu przypadkach zabezpieczenia muszą być dostosowywane do obiektów powstałych kilkaset lat temu, co samo w sobie stanowi duże wyzwanie techniczne.
Francuskie wydarzenia pokazują, że to właśnie takie instytucje mogą stać się atrakcyjnym celem dla grup przestępczych. Nie dlatego, że przechowują największe kolekcje Europy, lecz dlatego, że posiadają pojedyncze przedmioty wykonane ze złota i ozdobione kamieniami szlachetnymi, których wyniesienie może zająć zaledwie kilka minut.
Dlaczego szczególnej uwagi wymagają muzea diecezjalne, skarbce katedralne i kościoły?
Osobną kategorię stanowią muzea diecezjalne, skarbce katedralne, klasztory oraz kościoły. To właśnie tam znajdują się złote kielichy, monstrancje, relikwiarze, krzyże procesyjne, korony nakładane na cudowne obrazy, pierścienie biskupie, wota oraz liczne przedmioty zdobione diamentami, perłami, rubinami i szafirami. Część z nich powstała jeszcze w średniowieczu, a wiele pozostaje nie tylko eksponatami muzealnymi, lecz również przedmiotami używanymi podczas uroczystości liturgicznych.
Specyfika takich obiektów polega na konieczności pogodzenia bezpieczeństwa z ich podstawową funkcją. Kościoły pozostają miejscami kultu, do których każdego dnia wchodzą wierni, pielgrzymi i turyści. Skarbce katedralne oraz muzea diecezjalne mieszczą się często w zabytkowych budynkach, których modernizacja wymaga zachowania rygorystycznych zasad ochrony konserwatorskiej. Nie oznacza to automatycznie niższego poziomu bezpieczeństwa, jednak sprawia, że organizacja ochrony jest znacznie bardziej skomplikowana niż w nowoczesnym budynku muzealnym.
Francuskie doświadczenia pokazują, że właśnie takie miejsca mogą wymagać regularnych audytów uwzględniających nowy model zagrożenia. Jeżeli celem przestępców stają się niewielkie złote przedmioty o ogromnej wartości historycznej, równie istotne jak monitoring czy alarmy stają się odporność gablot, procedury reagowania personelu oraz aktualna dokumentacja każdego zabytku pozwalająca na jego identyfikację w przypadku kradzieży.
Czy raport Najwyższej Izby Kontroli daje powody do niepokoju?
Raport Najwyższej Izby Kontroli nie zawiera tezy, że polskie muzea nie potrafią chronić swoich zbiorów. Wskazuje jednak na problemy, których nie należy lekceważyć. Kontrolerzy stwierdzili między innymi przypadki nieaktualnych planów ochrony, dokumentacji przygotowanej wiele lat wcześniej, uchybień dotyczących ewidencji części zbiorów oraz niepełnego wykonywania przeglądów systemów bezpieczeństwa. Są to kwestie organizacyjne, które w czasie codziennej pracy mogą pozostawać niewidoczne, jednak w sytuacji kryzysowej nabierają zasadniczego znaczenia.
Francja również dysponowała rozbudowanymi procedurami i nowoczesnymi zabezpieczeniami. Dopiero seria napadów ujawniła, że system był przygotowany na zagrożenia znane z przeszłości, natomiast gorzej radził sobie z nowym sposobem działania zorganizowanych grup przestępczych. Właśnie dlatego raport NIK warto czytać nie jako krytykę polskich muzeów, lecz jako zachętę do systematycznego aktualizowania planów ochrony oraz dostosowywania ich do zmieniających się zagrożeń.
Najważniejsza lekcja płynąca z Francji jest bowiem wyjątkowo prosta. O wartości zabytku nie decyduje wyłącznie ilość zawartego w nim złota ani liczba kamieni szlachetnych. Najcenniejsza jest historia zapisana w konkretnym przedmiocie. Gdy złoto zostanie przetopione, a kamienie oddzielone od oprawy, odzyskanie tej historii staje się niemożliwe. Dlatego seria napadów w Paryżu, Langres, Paray-le-Monial, Limoges, Wingen-sur-Moder i Châtillon-sur-Seine powinna być dla Polski przede wszystkim impulsem do zadawania pytań o gotowość muzeów regionalnych, diecezjalnych i kościelnych na zagrożenia, które jeszcze kilka lat temu wydawały się mało prawdopodobne.
Arkadiusz Jordan
Paryż
