Delhi i Waszyngton wciąż potrzebują siebie nawzajem
Marco Rubio przyjechał do Indii w momencie, gdy relacje Delhi i Waszyngtonu są jednocześnie bliskie i napięte. Z jednej strony oba państwa nadal mówią o strategicznym partnerstwie. Z drugiej – w tle są spory handlowe, nieufność wokół Pakistanu, wojna z Iranem i pytanie, czy Indie dadzą się mocniej wciągnąć w amerykańską logikę bezpieczeństwa.
Najpilniejszym tematem tej wizyty jest kryzys energetyczny. Kryzys wokół Cieśniny Ormuz szczególnie mocno uderzył w Indie, bo kraj sprowadza z zagranicy ponad 80 proc. potrzebnej energii, a znaczna część importowanej ropy tradycyjnie płynie właśnie przez ten szlak. Reuters podawał, że Marco Rubio rozmawiał z Narendrą Modim i z ministrem spraw zagranicznych Subrahmanyamem Jaishankarem właśnie o sytuacji na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwie morskim i dostawach energii.
Waszyngton próbuje wykorzystać ten moment. Marco Rubio dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone są gotowe sprzedać Indiom tyle energii, ile Delhi będzie gotowe kupić. Z amerykańskiego punktu widzenia to ruch podwójnie korzystny: pozwala częściowo zastąpić niestabilne dostawy z regionu Zatoki i jednocześnie pomaga zmniejszyć amerykański deficyt handlowy z Indiami, który według danych USTR sięgnął w 2025 roku 58,2 mld dolarów.
Dla Indii to jednak nie jest proste rozwiązanie. Surowce z USA są logistycznie trudniejsze i droższe niż dostawy z bliższych kierunków. Do tego Delhi od dawna stara się nie uzależniać od jednego dostawcy i raczej dywersyfikować niż gwałtownie zmieniać cały model importu. W praktyce więc India może kupować więcej amerykańskiej energii, ale raczej nie po to, by w krótkim czasie wypełnić całą lukę po Ormuzie.
W tym sensie energia łączy się od razu z handlem. Marco Rubio przyjechał do kraju, z którym USA wciąż negocjują szerszą umowę gospodarczą. W ostatnich miesiącach napięcie częściowo spadło: Donald Trump najpierw obniżył taryfy wzajemne nałożone na Indie, a potem zostały one dodatkowo zmniejszone po wyroku amerykańskiego Sądu Najwyższego. To dało Delhi oddech i poprawiło nastroje wśród eksporterów. Indyjski eksport do USA utrzymywał się przy tym stosunkowo stabilnie, mimo wcześniejszych ceł.
Jednocześnie wielkie liczby, które pojawiają się w politycznych deklaracjach, wciąż wyglądają bardziej jak polityczny sygnał niż gotowy plan gospodarczy. Mówi się o zakupach amerykańskich towarów przez Indie na setki miliardów dolarów – energii, samolotów, technologii czy produktów rolnych – ale twarde inwestycyjne zobowiązania nadal nie zostały szeroko pokazane. To samo dotyczy głośnych zapowiedzi wokół wielkich projektów przemysłowych w USA, które wciąż bardziej funkcjonują w politycznym przekazie niż w realnych harmonogramach biznesowych.
Dlatego ta podróż nie jest tylko wizytą handlową. Równie ważne jest odbudowanie zaufania. AP pisała wprost, że Marco Rubio przyjechał do kraju, gdzie relacje z USA zeszły do najniższego poziomu od ponad dwóch dekad. Źródeł tego chłodu jest kilka: polityka celna Donald Trumpa, amerykańska presja wokół rosyjskiej ropy, a także drażliwe w Delhi sygnały z Waszyngtonu dotyczące Pakistanu. Indie odrzucają też amerykańską narrację, wedle której Donald Trump miał odegrać decydującą rolę w wygaszeniu zeszłorocznego kryzysu indyjsko-pakistańskiego.
Na tym tle szczególnie istotne jest to, czego Marco Rubio publicznie raczej nie powie. Pakistan niemal na pewno będzie obecny w rozmowach, ale za zamkniętymi drzwiami. Dla Delhi jest to temat bardzo wrażliwy, zwłaszcza po tym, jak Donald Trump otwarcie okazywał sympatię szefowi pakistańskiej armii Asimowi Munirowi. Z punktu widzenia Indii każde zbliżenie Waszyngtonu z Islamabadem budzi podejrzenie, że USA znów będą chciały prowadzić politykę regionalną ponad głowami samych zainteresowanych.
Jest jeszcze jedna warstwa tej wizyty: Chiny. Marco Rubio przyjechał do Indii także przed spotkaniem ministrów spraw zagranicznych Quad, czyli formatu skupiającego USA, Indie, Japonię i Australię. To właśnie tu najpełniej widać strategiczny sens tej podróży. Waszyngton nadal chce, by Quad pozostał jednym z głównych instrumentów równoważenia chińskich wpływów w Indo-Pacyfiku. Delhi też tego potrzebuje, ale na własnych warunkach. Indie chcą wzmacniać swoją pozycję w regionie, a jednocześnie nie chcą wyglądać jak państwo ustawione wyłącznie w amerykańskim szeregu.
To dlatego wynik tej wizyty nie będzie oceniany tylko po tym, czy Narendra Modi dostał zaproszenie do Białego Domu – choć takie zaproszenie rzeczywiście padło. Ważniejsze będzie to, czy obie strony wyjdą z tych rozmów z poczuciem, że da się jeszcze budować relację, która nie będzie ani czystą transakcją, ani pustym sloganem o partnerstwie. Reuters odnotował, że Marco Rubio rozmawiał z Narendrą Modim nie tylko o energii i handlu, ale też o szerszym układzie sił w Azji i poza nią.
Marco Rubio przyjechał do Indii w chwili, gdy wszystkie najważniejsze tematy relacji z USA zbiegły się w jednym miejscu. Wszystko wskazuje na to, że Delhi i Waszyngton wciąż się potrzebują, ale każdy z krajów chce współpracy na swoich warunkach.
Wojciech T. Madeja
