Dezinformacja w sieci i nowa rola edukacji medialnej
Dezinformacja w sieci rośnie w siłę, a fałszywe treści i brak zaufania do mediów stają się globalnym zagrożeniem.
Najnowszy raport World Economic Forum Global Risks Report 2025 nie pozostawia złudzeń – dezinformacja i fake newsy to według ekspertów największe zagrożenia dla światowej stabilności w ciągu najbliższych dwóch lat. I nie chodzi tu jedynie o sztuczne wideo z politykami mówiącymi słowa, których nigdy nie wypowiedzieli, czy o zmanipulowane zdjęcia. To także – a może przede wszystkim – potok treści, które mają jeden cel: zasiać niepewność, podważyć zaufanie i spolaryzować społeczeństwa.
Badanie cytowane w artykule pokazuje, że nie ma jednego winnego. W Stanach Zjednoczonych głównym źródłem niepokoju są politycy – z Donaldem Trumpem na czele, którego strategia „flooding the zone” polegała na zalewaniu przestrzeni publicznej informacjami, z których część była jawnie fałszywa (jak twierdzenie, że to Ukraina rozpoczęła wojnę z Rosją). Z kolei w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej na cenzurowanym są influencerzy – często wynajmowani przez partie polityczne, by rozprzestrzeniali spreparowane narracje.
Media społecznościowe, zwłaszcza Facebook i TikTok, są postrzegane jako główne kanały, przez które fake newsy się rozprzestrzeniają. Facebook od lat stoi w ogniu krytyki, ale w ostatnim czasie TikTok przejął palmę pierwszeństwa – szczególnie w Europie. W Indiach, które są największym rynkiem WhatsAppa, zamknięte grupy na komunikatorach stały się z kolei narzędziem, przez które krążą niebezpieczne fake newsy, prowadzące nawet do przemocy tłumów.
Choć ponad połowa respondentów globalnie deklaruje, że obawia się o prawdziwość informacji w sieci, to zaufanie do mediów nie znika całkowicie. Co ciekawe, aż 38% osób w pierwszej kolejności weryfikuje wątpliwe treści w źródłach, które uznają za rzetelne, takich jak znane marki medialne czy publiczni nadawcy. To wciąż ważny sygnał dla tradycyjnych mediów – pomimo spadającej oglądalności czy czytelnictwa, w kryzysowych momentach stają się kotwicą w morzu informacji.
Nieco inaczej wygląda to w Stanach Zjednoczonych, gdzie, jak pokazują dane, odbiorcy zwracają się do tych mediów, które potwierdzają ich polityczne poglądy. Lewicowi wybierają CNN, konserwatywni – Fox News. To dowód na rosnącą polaryzację informacyjną i potrzebę, by edukacja medialna wyposażała odbiorców w kompetencje pozwalające oddzielić fakt od interpretacji.
Raport podkreśla, że młodsze pokolenia mają zupełnie inną strategię weryfikacji informacji. Dla nich media społecznościowe to źródło dezinformacji, ale narzędzie do sprawdzania faktów – przez komentarze, grupowe dyskusje czy… AI. Ten bardziej „płaski” model zaufania, gdzie autorytet redakcji ustępuje miejsca zbiorowej inteligencji online, to trend, który zmienia sposób, w jaki konsumujemy wiadomości. Dla dziennikarzy to wyzwanie: jak pokazać, że ich praca ma wartość, gdy rzesze użytkowników wolą zaufać internetowym dyskusjom?
Niektóre kraje starają się reagować. W Wielkiej Brytanii BBC rozwija usługę BBC Verify, w USA od lat działają Snopes czy Politifact. W Afryce powstała sieć Africa Check. Ale nawet najlepsze fact-checkingowe mechanizmy nie wystarczą, jeśli odbiorcy nie będą wiedzieli, jak z nich korzystać. Dlatego eksperci podkreślają, że kluczowa jest edukacja medialna. Uczenie krytycznego myślenia, rozumienia, jak działa algorytm czy jakie mechanizmy manipulacji stosują twórcy fake newsów.
Paradoksalnie to, co jest dziś źródłem problemu – sztuczna inteligencja – może stać się także jego rozwiązaniem. Już teraz powstają algorytmy wykrywające deepfake’i czy systemy automatycznej weryfikacji faktów. Jednak na koniec dnia to od ludzi będzie zależało, czy klikną w sensacyjną bzdurę, czy sprawdzą, co na ten temat mówi rzetelne źródło.
W świecie, w którym fake newsy rozprzestrzeniają się szybciej niż kiedykolwiek, nie wystarczy tylko lepsza technologia. Potrzebna jest świadomość, że każdy z nas, udostępniając link czy komentarz, może być częścią problemu albo częścią rozwiązania.
Szymon Ślubowski
