Tsundoku. Dlaczego wciąż kupujemy książki, których nie czytamy?
Dlaczego kupujemy kolejne książki, chociaż poprzednie nadal czekają na półkach? Japończycy określają ten zwyczaj słowem tsundoku, a prof. Michelle Spear z University of Bristol tłumaczy go zdolnością mózgu do przeżywania przyszłej nagrody, zanim ta rzeczywiście nadejdzie. Nieprzeczytany tom może być więc czymś więcej niż zaległością, ponieważ przechowuje obietnicę czasu, wiedzy i przyjemności, które chcemy kiedyś ofiarować samym sobie.
Są ludzie, którzy kupują następną książkę dopiero po zamknięciu poprzedniej. Reszta zna ten nieco krępujący moment, kiedy wraca z księgarni z kolejną torbą, chociaż na nocnym stoliku utworzyła się już mała formacja geologiczna z powieści, esejów i biografii. Rozum podpowiada, że doba nadal ma 24 godziny, lecz ręka stawia nowy tom na szczycie i przez chwilę wszystko wydaje się być na swoim miejscu.
Ten zwyczaj łatwo uznać za niekonsekwencję. Skoro książki służą do czytania, nieprzeczytany egzemplarz mógłby wyglądać jak bilet na koncert, na który dobrowolnie się nie poszło. Tyle że książka nie traci ważności w sobotę o godzinie 19.00, a jej obecność potrafi cieszyć długo przed pierwszą stroną, właśnie dlatego pytanie o stosy zalegających lektur okazuje się ciekawsze, niż sugerowałby zwykły spór o porządek w mieszkaniu.
Język japoński podsunął na to zjawisko słowo tsundoku. Obejmuje ono kupowanie materiałów do czytania, odkładanie ich z myślą o późniejszej lekturze oraz powstający w ten sposób zbiór książek oczekujących na swój czas. Nie jest nazwą choroby ani uczoną diagnozą, lecz celnym opisem czynności, którą miliony czytelników wykonywały na długo przed pojawieniem się dostaw następnego dnia i cyfrowych promocji.
Kupując książkę, wybieramy także przyszłość
Prof. Michelle Spear, wykładająca anatomię na University of Bristol, przyjrzała się temu nawykowi w artykule opublikowanym przez „The Conversation”. Przyznaje, że podczas szczególnie zajętych tygodni sama nie czyta tyle, ile by chciała, a mimo to w księgarni znajduje pocieszenie w zakupie następnego tytułu. Zamiast widzieć w tym wyłącznie kapitulację samokontroli, proponuje zapytać, co właściwie otrzymujemy w chwili, gdy płacimy za książkę.
Odpowiedź nie mieści się całkowicie między okładkami. Nowy tom może oznaczać weekend poza miastem, poranek bez telefonu, podróż, podczas której nikt niczego od nas nie potrzebuje, albo powrót do dziedziny kiedyś porzuconej z braku czasu. Książka ma cenę wyrażoną na paragonie, ale niesie również projekt kilku przyszłych godzin i obraz człowieka, którym chcielibyśmy wtedy być.
Właśnie dlatego rozsądna wiedza o własnym kalendarzu przegrywa czasem z zakupem. Nie wybieramy jedynie reportażu, powieści czy albumu, lecz głosujemy za przyszłością, w której będziemy mieli dość spokoju i ciekawości, aby z nich skorzystać. Nawet jeśli ta przyszłość się opóźnia, jej zapowiedź zostaje z nami na półce.
Nazwa tego obyczaju pochodzi z gry językowej. Japońskie tsunde oku odnosi się do układania czegoś i pozostawiania na później, natomiast doku wiąże się z czytaniem; współczesny zapis 積ん読 splata oba znaczenia. Termin wyrósł w epoce Meiji, w latach 1868–1912, kiedy modernizacja Japonii, rozwój szkolnictwa i większy obieg druku uczyniły książkę znacznie powszechniejszym elementem życia.
Najstarsze przywoływane użycia prowadzą do żartobliwego określenia tsundoku sensei z 1879 roku, odnoszonego do nauczyciela posiadającego książki, do których nie zaglądał. Od początku pobrzmiewała tu więc łagodna ironia, dobrze znana każdemu, kto ustawił tom na półce z zapewnieniem, że zajmie się nim zaraz po wakacjach. Cambridge Dictionarydefiniuje dziś to słowo jako kupowanie wielu książek i przechowywanie ich z intencją lektury, która dotąd nie nastąpiła.
Mózg lubi nagrodę, zanim ją dostanie
Wyjaśnienie prof. Michelle Spear zaczyna się od układu nagrody, lecz nie sprowadza do popularnego hasła o „hormonie szczęścia”. Dopamina uczestniczy między innymi w rozpoznawaniu bodźców wartych uwagi, przewidywaniu wartości oraz podtrzymywaniu zachowań prowadzących do pożądanego rezultatu. Jedna z ważnych tras dopaminergicznych łączy pole brzuszne nakrywki, położone w śródmózgowiu, z jądrem półleżącym, które bierze udział w motywacji i uczeniu się na podstawie nagród.
Zanim nastąpi przyjemność z czytania, może więc pojawić się impuls związany z możliwością jej uzyskania. Okładka, opis wydawcy, nazwisko cenionego autora i kilka zdań przeczytanych na stojąco wystarczają, aby książka została rozpoznana jako obiecująca okazja. Mózg nie potrzebuje ukończonej lektury, by zacząć kierować nas w jej stronę, podobnie jak sama zapowiedź podróży potrafi poprawić nastrój wiele tygodni przed wyjazdem.
Trzeba przy tym zachować właściwą miarę naukowej pewności. Nie przeprowadzono badania, w którym skanowano by mózgi osób budujących domowe stosy lektur i na tej podstawie ustanowiono „neurobiologię tsundoku”. Prof. Michelle Spear odnosi ogólną wiedzę o oczekiwaniu nagrody do dobrze znanego zachowania czytelników, tworząc przekonujące objaśnienie, które nie powinno być przedstawiane jako kliniczny test każdego zakupu dokonanego w księgarni.
Do układu nagrody dochodzi zdolność mentalnego podróżowania w czasie. Hipokamp pozwala nie tylko porządkować wspomnienia, lecz pomaga także składać wyobrażenia o tym, co może się wydarzyć, wykorzystując elementy wcześniejszych doświadczeń. Dzięki temu widok książki może przywołać miękki fotel, deszcz za oknem, zapach kawy i ciszę, choć żadnego z tych elementów nie ma w chwili, gdy stoimy przy kasie.
Przeszłość dostarcza dekoracji, z których umysł buduje scenę przyszłej lektury. Jeśli czytanie było wcześniej związane ze spokojem, odkryciem lub poczuciem zanurzenia w innym świecie, nowy tytuł uruchamia echo tych doznań. Można powiedzieć, że książka staje się rekwizytem w krótkim filmie o przyszłości, odtwarzanym prywatnie przez jej nabywcę.
Oczekiwanie też jest częścią przyjemności
Psychologia odróżnia przyjemność spodziewaną w przyszłości od dobrego odczucia pojawiającego się już teraz, gdy o przyszłym wydarzeniu myślimy. David J. Hallford, Hayley Farrell i Emilia Lynch zbadali, czy kierowane, szczegółowe wyobrażanie pozytywnych zdarzeń wpływa na oba te wymiary. W dwóch eksperymentach opisanych na łamach czasopisma „Emotion” uczestnicy po takim ćwiczeniu oceniali przyszłe doświadczenia jako bardziej wyraziste, a myślenie o nich przynosiło im więcej przyjemności antycypacyjnej.
Z kolei Yue Luo wraz ze współpracownikami analizował, jak oczekiwanie pozytywnych wydarzeń łączy się z dobrostanem i aktywnością mózgu. Wyniki opublikowane w „Frontiers in Psychology” wskazały na związek pomiędzy dobrostanem a neuronalnym przetwarzaniem przyszłych, pożądanych zdarzeń. Nie było to badanie zakupów książkowych, ale dostarcza podstaw dla szerszej tezy, że radosne oczekiwanie nie jest pustą imitacją szczęścia, tylko jednym ze składników jego przeżywania.
Tu kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego książki czekające na przeczytanie i wiadomości czekające na odpowiedź wywołują tak odmienne reakcje. Na ekranie komputera widzimy listę przyszłych powinności, zaś na regale układa się katalog przyszłych możliwości. Jedno przypomina, że ktoś przejął część naszego czasu, drugie daje nadzieję, że kiedyś odzyskamy go dla siebie.
Oczywiście stos lektur może także oskarżać, szczególnie gdy każda okładka przypomina ambitny plan porzucony po zakupie. Najczęściej jednak książka nie stawia terminu ani nie żąda raportu z wykonania zadania, dzięki czemu zachowuje charakter dobrowolnej obietnicy. Właśnie ta swoboda pozwala cieszyć się możliwością lektury, nawet kiedy nie wiadomo jeszcze, w którym miesiącu do niej dojdzie.
Znaczenie ma również fizyczna obecność egzemplarza. Plik zapisany na czytniku jest dostępny, ale znika za ekranem urządzenia, podczas gdy papierowa książka pozostaje w polu widzenia, zmienia wygląd pokoju i co pewien czas ponownie zgłasza swoją propozycję. Księgarnia dodatkowo zamienia wybór w mały rytuał, pełen dotykania okładek, ważenia tomów w dłoni i niespiesznego poruszania się między półkami.
Nieprzeczytane książki uczą intelektualnej skromności
Podobne zjawisko, lecz oglądane od strony wiedzy, opisuje pojęcie antybiblioteki spopularyzowane przez Nassima Nicholasa Taleba w „Czarnym łabędziu”. Punktem wyjścia była imponująca biblioteka Umberta Eco, licząca dziesiątki tysięcy woluminów, której właściciel siłą rzeczy nie mógł przeczytać w całości. Taleb odwrócił zwyczajową hierarchię i uznał, że to tomy nadal niepoznane najdobitniej pokazują granice wiedzy właściciela.
Książka ukończona staje się częścią tego, co już wiemy, natomiast nieotwarta zachowuje zdolność zaskoczenia i skorygowania naszych przekonań. Dobrze zbudowany księgozbiór nie musi więc być kolekcją zaliczonych pozycji, może pełnić funkcję magazynu pytań i podręcznego zaplecza badawczego. Im więcej człowiek rozumie, tym wyraźniej widzi obszary, do których jeszcze nie dotarł, a półka potrafi przypominać o tym skuteczniej niż deklaracja skromności.
Antybiblioteka i tsundoku spotykają się przy nieprzeczytanych książkach, ale opisują je z innych stron. Japoński termin mówi przede wszystkim o praktyce odkładania lektury, podczas gdy koncepcja Taleba pyta o poznawczą użyteczność posiadania źródeł, których jeszcze nie wykorzystaliśmy. W jednym przypadku dominuje oczekiwanie przyszłej przyjemności, w drugim świadomość przyszłej pracy i obecnej niewiedzy.
Nie znaczy to, że same grzbiety ustawione pod ścianą czynią człowieka mądrzejszym. Ważny jest raczej klimat domu, w którym książka pozostaje dostępnym narzędziem, a czytanie jest widoczną, zwyczajną czynnością. Zespół Joanny Sikory, M.D.R. Evansa i Jonathana Kelleya wykorzystał dane programu PIAAC z 31 społeczeństw, aby sprawdzić długofalowe związki między liczbą książek w domu rodzinnym a kompetencjami osiąganymi wiele lat później.
Analiza opublikowana w „Social Science Research” wykazała, że osoby dorastające w otoczeniu domowej biblioteki osiągały w dorosłości lepsze wyniki w zakresie czytania, liczenia i rozwiązywania problemów przy użyciu technologii. Zależność utrzymywała się również po statystycznym uwzględnieniu wykształcenia rodziców, własnej edukacji oraz pozycji zawodowej. Badanie pokazuje znaczenie socjalizacji skupionej wokół książek, nie dowodzi natomiast, że nieczytane tomy działają na domowników przez samą obecność.
Między pięknym nawykiem a kosztownym usprawiedliwieniem
Miłośnicy książek chętnie przyjmą wiadomość, że ich zakupy wspierają dobrostan, ciekawość i skromność poznawczą. Byłoby jednak zbyt wygodne uznać każde przepełnione mieszkanie za świątynię przyszłej wiedzy. Tsundoku pozostaje uroczym nawykiem tak długo, jak długo nie rujnuje budżetu, nie niszczy relacji i nie odbiera pomieszczeniom ich zwykłych funkcji.
Granica z zaburzeniem zbieractwa nie przebiega przy określonej liczbie egzemplarzy. American Psychiatric Associationzwraca uwagę na uporczywą niemożność rozstania się z rzeczami, silny dyskomfort związany z ich usuwaniem oraz nagromadzenie, które utrudnia korzystanie z przestrzeni i wyraźnie pogarsza codzienne funkcjonowanie. W dobrze prowadzonej kolekcji przedmioty są wybierane, porządkowane i dostępne, w zaburzeniu zaś narastający chaos zaczyna podporządkowywać sobie życie właściciela.
Jest również problem mniej dramatyczny, za to znacznie częstszy. Zakup potrafi dać natychmiastowe poczucie, że zbliżyliśmy się do ambitnego celu, choć nie wykonaliśmy jeszcze żadnej wymagającej pracy. Możemy nabyć podręcznik języka i przez moment czuć się niemal jak osoba ucząca się tego języka, podobnie jak kupno poradnika o bieganiu bywa łatwiejsze od pierwszego treningu.
Nie trzeba jednak zamieniać biblioteki w system kontroli jakości własnego życia. Nie wszystkie książki należy czytać od deski do deski, niektóre przydają się po latach, inne otwieramy tylko dla jednego rozdziału, a kilka okaże się zwyczajnie nietrafionych. Dojrzała relacja z księgozbiorem dopuszcza zarówno cierpliwość, jak i rezygnację, ponieważ czytanie ma sens tylko wtedy, gdy zachowuje element wolnego wyboru.
Być może najlepsze wyjaśnienie tsundoku jest zarazem najprostsze. Kupujemy zbyt wiele książek, ponieważ wierzymy, że przed nami wciąż znajduje się więcej czasu, uwagi i ciekawości, niż potrafimy zmieścić w dzisiejszym dniu. Stos przy łóżku jest zatem jednocześnie świadectwem błędu w planowaniu oraz całkiem wzruszającym dowodem zaufania do własnej przyszłości.
Karolina Jaszowiecka
