PBS

Do pogrążonego w chaosie Haiti wraca ponad 200 tys. osób. Dlaczego?

Haiti pozostaje jednym z najbardziej niestabilnych państw obu Ameryk. Gangi kontrolują dużą część stolicy i rozszerzają wpływy poza Port-au-Prince, liczba ofiar rośnie, a ponad milion ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia domów. Mimo tego do kraju przymusowo odesłano niemal 200 tys. osób.

Sytuacja bezpieczeństwa w Haiti w 2026 roku nadal się pogarsza. Od 2022 roku w konflikcie zginęło ponad 21 tys. osób, a tylko w pierwszej połowie tego roku liczba zabitych przekroczyła 3 tys. Gangi, w tym sojusz Viv Ansanm, zachowują silną pozycję w Port-au-Prince i coraz częściej atakują także miejscowości położone poza stolicą. Skala kryzysu humanitarnego jest równie poważna. Około 1,47 mln ludzi pozostaje wewnętrznie przesiedlonych, a 5,8 mln doświadcza poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego. ONZ szacuje, że w całym 2026 roku pomocy humanitarnej może potrzebować 6,4 mln mieszkańców, czyli ponad połowa populacji kraju.

Władze próbują jednocześnie przygotować pierwsze wybory od dekady. Głosowanie prezydenckie i parlamentarne zaplanowano na 13 grudnia 2026 roku, a ewentualną drugą turę na luty 2027. Problemem pozostaje jednak bezpieczeństwo: ONZ ostrzega, że bez wyraźnej poprawy sytuacji przygotowania wyborcze mogą zostać łatwo sparaliżowane. Na tym tle szczególnie kontrowersyjnie wygląda gwałtowny wzrost liczby osób odsyłanych do Haiti.

Według ONZ w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2026 roku przymusowo zawrócono tam niemal 200 tys. osób. To co najmniej 20 tys. więcej niż w tym samym okresie 2025 roku. Część deportacji pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. W lipcu administracja Donalda Trumpa wygrała spór prawny umożliwiający zakończenie programu Temporary Protected Status dla około 350 tys. Haitańczyków. Program chronił ich przed deportacją ze względu na wyjątkowo niebezpieczną sytuację w kraju pochodzenia.

W sierpniu do Haiti dotarły już kolejne loty deportacyjne z USA i Bahamów. Powroty odbywają się w momencie, gdy państwo ma problemy z zapewnieniem podstawowego bezpieczeństwa nawet własnym mieszkańcom. Kilka dni przed nadzwyczajnym posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa ONZ doszło do kolejnego dużego ataku gangów.

W nocy z 23 na 24 sierpnia uzbrojeni napastnicy zaatakowali Kenscoff, górską miejscowość położoną na obrzeżach Port-au-Prince. Zginęło co najmniej 47 osób, w tym pięcioro dzieci. Domy zostały podpalone, a część ludzi próbujących uciekać zaatakowano nawet wewnątrz kościoła. Kenscoff ma duże znaczenie strategiczne, ponieważ leży przy trasach prowadzących do stolicy. Od początku 2025 roku okolica była atakowana już wielokrotnie, a tysiące mieszkańców zostały zmuszone do ucieczki.

Przedstawiciele ONZ ostrzegają, że podobne ataki pokazują zdolność gangów do rozszerzania działalności poza tradycyjne bastiony w Port-au-Prince. Między kwietniem a czerwcem 2026 roku misja BINUH odnotowała 1408 zabitych i 656 rannych. Jednym z najważniejszych czynników podtrzymujących konflikt pozostaje stały dopływ broni. Według ONZ większość broni używanej przez haitańskie gangi pochodzi z południowo-wschodnich Stanów Zjednoczonych. Część trafia na Haiti drogą morską, część przez granicę z Dominikaną.

Dobrze uzbrojone grupy przestępcze zarabiają na wymuszeniach, porwaniach, przemycie narkotyków i broni oraz kontroli nad lokalnym transportem i handlem. W niektórych częściach kraju zaczęły pełnić funkcje, które normalnie należałyby do państwa, jednocześnie używając przemocy do utrzymania kontroli nad mieszkańcami. Szczególnie szybko rośnie liczba porwań dla okupu. W drugim kwartale 2026 roku odnotowano ich o 47 proc. więcej niż wcześniej. ONZ informuje także o ponad tysiącu przypadków przemocy seksualnej od początku roku.

Międzynarodowe siły wspierające Haiti nadal nie osiągnęły skali, która pozwoliłaby szybko zmienić sytuację. Wspierana przez ONZ Gang Suppression Force ma docelowo liczyć około 5,5 tys. funkcjonariuszy, ale jej pełne rozwinięcie dopiero trwa. Haiti znajduje się więc w szczególnie trudnym położeniu. Państwo próbuje przygotować wybory, odbudować kontrolę nad stolicą i powstrzymać gangi, podczas gdy jednocześnie rośnie liczba przesiedlonych i deportowanych osób. Masakra w Kenscoff pokazała, że nawet okolice uznawane jeszcze niedawno za względnie bezpieczne mogą szybko stać się kolejnym frontem konfliktu.

Maciej Bzura

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się