Dyplomatyczna ofensywa Kremla
Wojna w Ukrainie ma globalny wymiar. Toczy się nie tylko w płaszczyźnie NATO–Rosja. Wpływ na jej przebieg ma postawa Globalnego Południa, swego czasu określanego jako Trzeci Świat.
Najważniejszym państwem wśród członków tego ugrupowania są Indie. Jej zakupy rosyjskiej ropy naftowej stanowią dla Moskwy bezpośrednie wsparcie. Niemniej polityczna neutralność, jeśli nie ciche poparcie, udzielane na scenie międzynarodowej przez inne wielkie państwa, np. Brazylię, pozwala Rosji unikać izolacji i powszechnego potępienia z powodu najazdu na Ukrainę. Do tej to właśnie publiczności 15 stycznia Władimir Putin skierował ważne przesłanie z okazji złożenia listów uwierzytelniających przez nowych ambasadorów z 35 państw. Jak zwykle było ono pełne przeinaczeń i kłamstw, ale też zawierało istotne sygnały skierowane do sojuszników i przeciwników.
Krokodyle łzy
Kremlowski satrapa wylewał krokodyle łzy z powodu rosnących międzynarodowych napięć i toczących się wojen, tak jakby w tej chwili wojna z Ukrainą nie była najpoważniejszym konfliktem. Winę za nią zrzucił na przeciwników, których oskarżył o działanie na szkodę bezpieczeństwa Rosji i złamanie publicznie składanych obietnic, że NATO nie będzie rozszerzać się na wschód. Długo rozwodził się nad rolą Narodów Zjednoczonych i znaczeniem ram prawnych zawartych w Karcie ONZ. W obecnym kontekście jego narzekanie na łamanie zawartych tam zapewnień o poszanowaniu suwerenności państw członkowskich brzmiały odrobinę mniej cynicznie. Dla Polski Stany Zjednoczone są najważniejszym partnerem i gwarantem niepodległości, stąd to, co wzmacnia potęgę USA, jest słusznie uważane za leżące w naszym interesie narodowym. Ale niejeden członek Globalnego Południa stawia znak równości, gdy jedni mówią, że dla ich bezpieczeństwa narodowego konieczny jest taki, a nie inny stan rzeczy w Ukrainie, a dla drugich – na Grenlandii. Podobnie Karta ONZ nie rozróżnia między dyktaturą i demokracją, każde państwo jest suwerenne i nie ma przyzwolenia dla interwencji zbrojnych, tym bardziej dla zawłaszczania kluczowego surowca ościennego kraju, np. jego zasobów ropy naftowej. Stąd Putin domagał się pełnego poszanowania suwerenności państw Ameryki Łacińskiej, co stanowiło aluzję do ostatnich wydarzeń w Wenezueli. Prezydent także uwypuklił braterskie stosunki z Kubą, czym rzucił wyzwanie USA, które najwyraźniej przygotowują się do obalenia tamtejszych władz. Z punktu widzenia odświeżonej doktryny Monroe’a bardzo istotny będzie dalszy rozwój sytuacji na tym odcinku. Skuteczna obrona reżimu kubańskiego przez Moskwę byłaby niesłychanie ważnym sygnałem dla sceptycznie nastawionych do amerykańskiej hegemonii innych państw Ameryki Łacińskiej.
Wiele biegunów
Putin nie omieszkał wyrazić poparcia dla idei wielobiegunowego świata. Rzecz jasna, widzi on Rosję jako jeden z nich. Nie są to mrzonki, bo Rosja ma inicjatywę w walkach w Ukrainie, a te zmagania są powszechnie postrzegane jako wojna zastępcza pomiędzy nią i NATO. Pakt Północnoatlantycki jest bez wątpienia najsilniejszym wojskowym sojuszem na świecie i to, że Moskwa nie uległa w tych bojach, dla wielu obserwatorów stanowi zaskoczenie i jest traktowane jako oznaka jej potęgi i znaczenia. Trudno nie ulec wrażeniu, że administracja Joego Bidena popełniła błąd, dopuszczając do wybuchu tego konfliktu. Ponad cztery lata temu w Waszyngtonie zlekceważono przeciwnika i przeceniono zdolność NATO do wygrania tego zwarcia. Zamiast słabości Rosji obnażono słabość Europy i niedociągnięcia po drugiej stronie Atlantyku.
Słowa o wielobiegunowym świecie zapewne były mile przyjęte przez inne potencjalne bieguny, szczególnie przez Brazylię, której nowy ambasador był obecny podczas uroczystości. Putin podkreślił, że właśnie poprzedniego dnia odbył długą rozmowę telefoniczną z prezydentem Lulą, której przebieg wykazał daleko idącą zbieżność, jeśli nie całkowitą zgodność poglądów w najważniejszych sprawach międzynarodowych. Bliskie związki polityczne i gospodarcze łączą Rosję także z najważniejszymi państwami Bliskiego Wschodu. W Egipcie Rosja buduje elektrownię atomową i wielki ośrodek przemysłowy nad Kanałem Sueskim. Wiele ciepłych słów padło pod adresem Arabii Saudyjskiej, z którą Rosja koordynuje działania na rynku ropy naftowej, a także rozwija współpracę gospodarczą na innych polach, włącznie z kulturą.
Obecnym podczas uroczystości ambasadorom państw afrykańskich przypomniano o roli, jaką odegrała Rosja w procesie dekolonizacji tego kontynentu. Dla polskiego czytelnika wielkim zaskoczeniem musiała być obecność ambasadora Afganistanu, bo Rosja należy do nielicznych państw, które uznały władzę talibów. Ułożenie dobrych stosunków z obiektem sowieckiego najazdu z okresu zimnej wojny leży w żywotnym interesie Rosji. Także z tego powodu, że kraj ten może stanowić ważną zaporę dla amerykańskich prób poszerzenia wpływów w dawnych republikach sowieckich w Azji Środkowej oraz może osłaniać Iran, który jest bliskim sojusznikiem Moskwy.
Różny punkt widzenia
Pod koniec przemówienia Władimir Władimirowicz zwrócił się do obecnych tam przedstawicieli Europy. Nie ukrywał, że stan dwustronnych stosunków jest godny pożałowania, ale nie omieszkał dać do zrozumienia, że Moskwa jest gotowa do ponownego otwarcia. Od wielu lat Kreml mówi o konieczności stworzenia nowej „architektury bezpieczeństwa” w Europie. Biorąc pod uwagę kryzys, w jakim znalazło się NATO w związku ze sprawą Grenlandii, pomysł ten na pewno zostanie ponownie rozpatrzony w niejednej europejskiej stolicy, szczególnie w tych, które leżą daleko od rosyjskich granic. Żadne narzekania nic tu nie pomogą. Państwa dbają o własny interes narodowy i jest oczywiste, że np. Hiszpania zupełnie inaczej postrzega moskiewskie zagrożenie niż Polska czy kraje nadbałtyckie. Nas mało obchodzą kłopoty związane z nielegalnym przerzutem migrantów przez Morze Śródziemne, polska marynarka wojenna nie patroluje hiszpańskiego wybrzeża, więc Madryt nie poczuwa się do wzajemności w kwestiach nas interesujących. Zamiast rozdzierać szaty nad tym, jak to inne narody ulegają propagandzie Kremla, należy dokonać analizy tego, jak obecnie szybko zmieniający się obraz świata dotyka naszych żywotnych interesów, i wypracować rozwiązania, jak przezwyciężyć piętrzące się przed nami przeciwności.
Kłopoty satrapy
Wypada podkreślić, że wbrew wypowiadanym słowom Putin nie robił wrażenia pewnego siebie. Mówił szybko, jak ktoś, kto ma wielką tremę i pragnie jak najszybciej zejść ze sceny. Ostatnie tygodnie obfitowały w napięcia i porażki. Jego sojusznik Nicolas Maduro jest za kratkami, a Donald Trump ogłosił, że pełni obowiązki prezydenta Wenezueli. Amerykańskie służby przejęły dwa tankowce płynące pod rosyjską banderą i dalsze kroki w tym kierunku postawią Moskwę wobec trudnego wyboru: utracić poważną część wpływów z wywozu ropy naftowej czy podjąć rzuconą przez Waszyngton rękawicę i stosownie odpowiedzieć. W tym drugim przypadku Rosja mocnych kart nie ma. Jej najważniejszy atut bowiem to broń atomowa, a sięgnięcie do tego argumentu z powodu przejęcia statków jest mało prawdopodobne.
Kłopoty rysują się także w Iranie, gdzie władza ajatollahów drży w posadach. Dziennik „The Jerusalem Post” 29 grudnia 2025 r. podał, że na platformie X izraelski wywiad Mossad w języku perskim zachęcał demonstrantów w Teheranie do dalszych działań i zapewniał ich, że jego agenci są wśród nich. Podobną zachętę wyraził Mike Pompeo, szef CIA i sekretarz stanu w okresie pierwszej prezydentury Trumpa. Oczywiście nie chodziło tu o obywateli Izraela, ale o osoby zwerbowane na miejscu. Irańskie siły bezpieczeństwa zdołały opanować sytuację, ale w stronę Morza Arabskiego zmierza amerykański lotniskowiec i zapewne niebawem będzie mieć miejsce kolejna odsłona w tych zmaganiach.
Na dzień dzisiejszy Putin ma podstawy do zadowolenia. Wojna w Ukrainie przebiega po jego myśli, Globalne Południe jest neutralne albo stoi po jego stronie. Ale ogólnie rzecz biorąc, Rosja to kolos na glinianych nogach. Dyplomatyczna ofensywa ma za zadanie wykorzystać chwilową korzystną koniunkturę, która w wielkiej mierze wynika z poczynań Waszyngtonu, a w dużo mniejszej – z własnej siły Rosji.
Tekst pierwotnie ukazał się w 1051 numerze tygodnika „Idziemy”. Przedruk za zgodą redakcji.
Prof. Kazimierz DADAK
Emerytowany profesor ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia w USA.
