Ekrany zajęły miejsce tego, co porzuciliśmy, a zwłaszcza wychowania i silnych więzi rodzinnych i społecznych
Marie-Estelle Dupont jest francuską psycholog, publicystką, autorką książek z zakresu psychologii i relacji w rodzinie. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje skutki zaniku we współczesnym społeczeństwie więzi rodzinnych i społecznych.
„Człowiek jest przede wszystkim istotą relacyjną, istnienie od początku jest oparte na relacjach. Nasze społeczeństwo zdeprecjonowało więzi i pozbawiło je wyraźnych różnic (wszystko stało się wymienne, role zostały zatarte), a ta ideologia w oczywisty sposób pociąga za sobą określony typ zaburzeń, zwłaszcza depresję i uzależnienia. Sposób, w jaki chorujemy, wiele mówi o środowisku, w którym żyjemy” – stwierdza Marie-Estelle Dupont w „Le Figaro”.
„Żyjemy w złudzeniu, że technologia i medycyna położą kres cierpieniu. Tymczasem cierpienie jest częścią życia i nie zawsze oznacza zaburzenie. W rezultacie człowiek nowoczesny, który uważa się za bardzo racjonalnego, okazuje się bezradny wobec próby i w rzeczywistości okazuje pewną formę iluzorycznego myślenia, polegającą na wierze w to, że zawsze znajdzie się lek, który stłumi jego dyskomfort. Niekiedy zgodzi się na to, by zadowolić się tabletką, podczas gdy potrzebuje solidnych więzi emocjonalnych i społecznych oraz uwagi. (…) Lek powinien być czasową podporą, a nie sposobem na znoszenie samego istnienia” – ocenia.
Zdaniem psycholog, „wszechobecność ekranów jest konsekwencją tego, co porzuciliśmy”. „Technologia stała się religią, ukojeniem dla współczesnego człowieka, który ma trudności z tworzeniem więzi, zarówno interpersonalnych, emocjonalnych, jak i wewnętrznych. (…) Deprecjonowanie rodziny, wiedzy, nauki, sacrum, wielkich symboli, wielkich opowieści, idea że szczęście tkwi w komforcie a nie w zaangażowaniu, że wolność jest w braku przeciwności a nie w autonomii, zubożyły nasze zasoby wyobraźni, intelektu i duchowości. Młode pokolenia, wychowane na narracji kryzysu, odczuwają głębokie poczucie absurdalności. Potrzebują tego, by przywrócić im kontrolę nad ich własnym życiem, punkty odniesienia i nadzieję, czyli możliwość dokonywania wyborów na podstawie swoich marzeń a nie swoich lęków. Ekrany potęgują ubóstwo debat, upraszczające, radykalne podejście, zamykając człowieka w algorytmach, przypisujących go do wspólnoty poglądów i podają w nieskończoność potwierdzenie jego przekonań. Przyczyniają się do pozbawiania realności relacji, a tym samym do osłabiania empatii, znoszenia wszelkich form wstrzemięźliwości czy poczucia winy, ale nie są przyczyną wszystkich naszych problemów. Zajęły miejsce tego, co porzuciliśmy, a zwłaszcza wychowania i silnych więzi rodzinnych i społecznych” – tłumaczy.
oprac.JD
