elektorat Marine Le Pen

Marine Le Pen zdobywa wyborców umiarkowanej prawicy

Marine Le Pen pozyskuje dziś Francuzów, którzy przez lata głosowali na umiarkowaną prawicę i trzymali się z dala od Zjednoczenia Narodowego. Analiza prof. Pascala Perrineau pokazuje, że 57 proc. nowych wyborców RN ma wyższe wykształcenie, 71 proc. identyfikuje się z prawicą, a 40 proc. poparło w 2017 r. François Fillona. Przepływ tego elektoratu może przesądzić o układzie sił przed wyborami prezydenckimi w 2027 r., choć nadal nie gwarantuje Marine Le Pen zwycięstwa w drugiej turze.

Francuz, który dopiero niedawno zdecydował się poprzeć Zjednoczenie Narodowe, coraz rzadziej przypomina stereotypowego wyborcę dawnego Frontu Narodowego. Może mieć dyplom wyższej uczelni, należeć do klasy średniej, interesować się polityką i przez lata głosować na Republikanów. Zmiana tego profilu wyjaśnia, dlaczego Marine Le Pen przystępuje do kampanii przed 2027 r. z zapleczem szerszym niż podczas trzech poprzednich prób zdobycia Pałacu Elizejskiego.

Na znaczenie tej przemiany zwrócił uwagę „Le Figaro”, omawiając najnowszą pracę prof. Pascala Perrineau dla Fondation pour l’innovation politique. Autor opracowania o dynamice wyborczej RN w latach 2017–2026 jest politologiem związanym z CEVIPOF w Sciences Po oraz członkiem rady naukowej Fondapol. Zamiast pytać wyłącznie o aktualne notowania, Perrineau sprawdza, jakie środowiska przesunęły się w stronę partii Marine Le Pen i Jordana Bardelli.

Wniosek z badania nie sprowadza się do znanej obserwacji, że RN umocnił się wśród pracowników fizycznych, mieszkańców prowincji i ludzi rozczarowanych elitami. Największe polityczne znaczenie ma bowiem osłabienie oporu w grupach, które przez dziesięciolecia trzymały się od tego ugrupowania z daleka. Seniorzy, absolwenci uczelni oraz część pracowników umysłowych nie tylko rozważają dziś głosowanie na RN, ale w wyborach 2024 r. rzeczywiście zaczęli przekraczać dawną granicę.

Skąd przybyło dziesięć punktów poparcia dla RN

W pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2022 r. Marine Le Pen otrzymała 23,2 proc. głosów. Dwa lata później lista kierowana przez Jordana Bardellę osiągnęła 31,4 proc. w wyborach europejskich, a kandydaci RN wraz z UDR zebrali 33,2 proc. w pierwszej turze wyborów do Zgromadzenia Narodowego. Skok z przedziału 21–23 proc. do poziomu przekraczającego 30 proc. był zbyt duży, aby tłumaczyć go samą większą mobilizacją tradycyjnego zaplecza.

Także liczba głosujących pokazuje, że partia wyszła poza wcześniejsze granice. W 2012 r., kiedy Marine Le Pen po raz pierwszy startowała w wyborach prezydenckich, poparło ją 6 421 426 osób, w 2022 r. było ich 8 113 828, natomiast kandydaci RN i UDR zgromadzili w 2024 r. 10 647 914 głosów. W ciągu dwunastu lat przybyło więc ponad 4,2 mln wyborców, a wzrost udziału w głosach wyniósł 15,3 punktu procentowego.

Rezultaty wyborów samorządowych w marcu 2026 r. dostarczyły kolejnego argumentu, choć jednocześnie ujawniły granice rozwoju partii. RN i jego partnerzy objęli władzę w 74 gminach, czyli w 52 więcej niż sześć lat wcześniej, a liczba radnych tego obozu zwiększyła się niemal czterokrotnie, z 827 do 3121. Ugrupowanie pozostało jednak poza ratuszami Marsylii, Tulonu i Nîmes, co przypomina, że jego marka jest znacznie mocniejsza w wyborach krajowych niż w rywalizacji o największe miasta.

Co można zobaczyć dzięki obserwowaniu tych samych wyborców

Perrineau oparł analizę na 2444 uczestnikach panelu, do których badacze wracali w kwietniu 2017 r., kwietniu 2022 r. oraz czerwcu 2024 r. Zestawienie trzech fal Francuskiego Badania Wyborczego CEVIPOF pozwoliło prześledzić indywidualne decyzje, zamiast porównywać anonimowe próbki z kolejnych sondaży. Taka metoda umożliwia odróżnienie stałego zaplecza od osób wahających się oraz od tych, które dopiero w ostatnim badanym głosowaniu zmieniły obóz.

Najliczniejszą kategorię tworzyli ludzie konsekwentnie odrzucający RN, których było 67,3 proc. całej próby. Nieregularni sympatycy partii stanowili 13 proc., jej niezmienne zaplecze 9,2 proc., a osoby głosujące na RN lub UDR po raz pierwszy dopiero w 2024 r. 10,5 proc. Ta ostatnia część panelu może wydawać się niewielka, ale odpowiada niemal dokładnie różnicy między dawnym pułapem Zjednoczenia Narodowego a rezultatami osiągniętymi w 2024 r.

Jeszcze więcej mówi zestawienie ograniczone do ludzi, którzy w wyborach parlamentarnych poparli RN i UDR. Tylko 28 proc. z nich należało do wyborców zawsze pozostających przy partii, 40 proc. głosowało na nią wcześniej z przerwami, natomiast 32 proc. dołączyło po raz pierwszy. Sukces nie był zatem dziełem jednorodnej armii politycznej, lecz wynikiem połączenia trwałego rdzenia, powracających sympatyków i bardzo licznego świeżego naboru.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie dla przewidywania zachowań w 2027 r. Najbardziej lojalna część elektoratu zapewnia Marine Le Pen wysoki punkt wyjścia, ale sama nie wystarczyłaby nawet do odtworzenia wyniku z pierwszych tur w 2017 i 2022 r. O końcowym rezultacie zdecyduje zdolność zatrzymania tych, którzy nie uznają głosu na RN za stały element własnej tożsamości politycznej.

Dlaczego dawni zwolennicy François Fillona są kluczowi

Biografie wyborcze nowych sympatyków pokazują, że największy rezerwuar poparcia znajduje się na umiarkowanej prawicy. W pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2017 r. 40 proc. osób, które siedem lat później zasiliły RN, wybrało François Fillona. Kolejne 18 proc. poparło któregoś z mniejszych kandydatów, 18 proc. głosowało na lewicę, 14 proc. na Emmanuela Macrona, a pozostałe 10 proc. nie wzięło wówczas udziału w głosowaniu.

Przepływy można przedstawić jeszcze bardziej obrazowo. Na każde sto osób głosujących w 2017 r. na Fillona aż 22 znalazły się w 2024 r. po stronie RN, podczas gdy wśród wyborców Jean-Luca Mélenchona podobną decyzję podjęło dziewięć osób, a wśród zwolenników Macrona sześć. Partia przyciąga więc także obywateli wywodzących się z centrum i lewicy, jednak jej główna ekspansja odbywa się wewnątrz szeroko rozumianego obozu prawicowego.

Potwierdzają to deklaracje ideowe. Wśród nowo przybyłych do RN 71 proc. określało własne poglądy jako prawicowe, lecz tylko 16 proc. umieszczało się na skrajnej prawicy, podczas gdy 55 proc. wskazywało prawicę klasyczną. Dla porównania 40 proc. stałych wyborców ugrupowania sytuowało się bardzo daleko na prawo, co ujawnia istotny dystans pomiędzy starym rdzeniem a grupą decydującą o najnowszych sukcesach.

Głos oddany na RN nie musi zatem oznaczać pełnego przejęcia jego tożsamości. Część nowych sympatyków nadal czuje związek z Republikanami, ale doszła do przekonania, że właśnie formacja Bardelli i Marine Le Pen ma większe szanse na zmianę władzy. W tym sensie kryzys tradycyjnej centroprawicy stał się dla Zjednoczenia Narodowego równie ważny jak skuteczność jego własnej kampanii.

Jak zmienił się społeczny profil elektoratu Marine Le Pen

Grupa pozyskana w 2024 r. jest wyraźnie lepiej wykształcona od wieloletniego zaplecza RN. Dyplom ukończenia studiów miało 57 proc. nowych sympatyków wobec 36 proc. wyborców konsekwentnie wspierających partię i 42 proc. popierających ją nieregularnie. Zarazem 56 proc. nowo przybyłych należało do średniego albo wyższego szczebla pracowników umysłowych, podczas gdy w stałym elektoracie udział ten sięgał 38 proc.

Widoczna jest również różnica wieku. Co najmniej 65 lat miało 56 proc. osób, które po raz pierwszy przeszły do RN, a wśród wiernych i nieregularnych sympatyków wskaźnik wynosił po 47 proc. Zjednoczenie Narodowe naruszyło w ten sposób trzy bariery jednocześnie, docierając do ludzi starszych, legitymujących się wyższym wykształceniem i wykonujących pracę umysłową.

Poszerzenie społeczne nie oznacza jednak porzucenia grup o trudniejszej sytuacji. Wśród wyborców nieregularnych 45 proc. było robotnikami lub pracownikami niższego szczebla, a 59 proc. mówiło, że z trudem wystarcza im dochód gospodarstwa domowego. RN dokłada więc nowe warstwy do dotychczasowego zaplecza, zamiast zastępować jeden typ wyborcy innym.

Wspólnym doświadczeniem okazuje się przede wszystkim obawa przed degradacją. Pogorszenie warunków życia dostrzegało 89 proc. nowych wyborców, 87 proc. wiernych i 86 proc. głosujących nieregularnie, przy wyniku 71 proc. dla całej próby. Poczucie braku należnego szacunku wyrażało odpowiednio 74, 81 i 67 proc., podczas gdy średnia w panelu wynosiła 56 proc.

Te dane pozwalają lepiej zrozumieć, jak jeden przekaz może docierać do ludzi znajdujących się na różnych szczeblach drabiny społecznej. Dla jednych problemem jest bieżąca sytuacja materialna, dla innych lęk przed utratą pozycji, stabilności lub wpływu na życie publiczne. RN czerpie korzyści z połączenia niepokoju ekonomicznego z przekonaniem, że dotychczasowe elity nie słuchają części obywateli.

Czy Zjednoczenie Narodowe stało się partią dla wszystkich

Perrineau odnosi przemianę RN do koncepcji partii typu catch-all, opisanej przez niemieckiego politologa Ottona Kirchheimera. W klasycznym ujęciu takie ugrupowanie poszerza bazę przez osłabienie ideologicznego profilu i przyciągnięcie ludzi mniej związanych z polityką. Przypadek francuski różni się od tego modelu, ponieważ nowi zwolennicy RN nie są ani obojętni, ani szczególnie słabo zorientowani w sprawach publicznych.

Duże zainteresowanie polityką deklarowało 84 proc. osób świeżo pozyskanych, więcej niż wśród stałych sympatyków, gdzie wynik wynosił 72 proc. Ich przejście nie świadczy więc o zaniku podziałów, lecz o świadomym wyborze ugrupowania postrzeganego jako narzędzie zerwania z dotychczasowym układem. Zmienia się społeczny zasięg gniewu, a niekoniecznie jego polityczna intensywność.

Do pozyskiwania bardziej umiarkowanych wyborców przyczynia się także sposób prezentowania partii w instytucjach. Parlamentarna dyscyplina, spokojniejszy język i symboliczna „strategia krawata” mają oswoić obecność RN w roli potencjalnej siły rządzącej. Nie rozstrzyga to sporu o program, kompetencje ani ideowe dziedzictwo ugrupowania, lecz może ograniczać opór ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu wykluczali głosowanie na Marine Le Pen.

Nie wszyscy nowi wyborcy zostali jednak przekonani, że RN poradziłby sobie lepiej po objęciu władzy. Pozytywną odpowiedź dawało 72 proc. tej grupy, 26 proc. nie spodziewało się ani poprawy, ani pogorszenia, a 2 proc. przewidywało gorsze rządy. Oznacza to, że ponad jedna czwarta świeżego elektoratu zachowuje dystans, którego prawie nie widać wśród najbardziej lojalnych sympatyków.

Co może jeszcze zatrzymać Marine Le Pen

Najpoważniejszym ograniczeniem pozostaje skala trwałego sprzeciwu. Ponad dwie trzecie uczestników panelu, dokładnie 67,3 proc., nie zagłosowało na RN ani razu w badanym okresie, choć mieli ku temu trzy okazje. W tej grupie lewica stanowiła 41 proc., ale znaczący był również udział prawicy wynoszący 34 proc., co dowodzi, że przełamanie oporu po tej stronie sceny politycznej nie jest pełne.

Wyniki lokalne także wymagają ostrożnej interpretacji. Tam, gdzie RN wystawił listy w 2026 r., zdobywał przeciętnie 24,1 proc. głosów, jednak po uwzględnieniu liczby mieszkańców poszczególnych miejscowości wskaźnik obniżał się do 17,1 proc. Krajowa popularność szyldu nie przełożyła się jeszcze na równie silną sieć samorządową ani powszechne zaufanie do kandydatów mających bezpośrednio zarządzać miastami.

Najważniejszy test będzie miał miejsce pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich. Poparcie przekraczające jedną trzecią może wystarczyć do zdecydowanego zwycięstwa w pierwszym głosowaniu, ale objęcie urzędu wymaga większości w bezpośrednim pojedynku z jednym rywalem. Wówczas o wyniku zdecydują nie tylko nowi sympatycy RN, lecz również zachowanie wyborców centrum i lewicy oraz skuteczność ewentualnej mobilizacji przeciw Marine Le Pen.

Badanie Perrineau nie jest zatem prognozą wskazującą zwycięzcę, tylko diagnozą zmienionego pola rywalizacji. Marine Le Pen dysponuje szerszą drogą do Pałacu Elizejskiego, ponieważ głos na jej obóz przestał być nie do pomyślenia dla części umiarkowanej prawicy, seniorów i ludzi z wyższym wykształceniem. Jej przeciwnicy nie mogą już liczyć wyłącznie na odtworzenie dawnej bariery, ale sama kandydatka nadal musi zamienić niejednorodną koalicję niezadowolonych w stabilną większość drugiej tury.

Arkadiusz Jordan

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się