kryzys politycznej alternatywy w Europie

Europa wyczerpała polityczną alternatywę. AfD korzysta z bezsilności centrum

AfD odniosła w Saksonii-Anhalt historyczny sukces, ale niemiecki wynik jest tylko najbardziej wyrazistym objawem szerszego kryzysu. Europa zachowuje stabilne procedury i regularnie wymienia gabinety, jednak coraz mniej obywateli wierzy, że głosowanie może jeszcze skierować państwo na inną drogę.

Sukces Alternatywy dla Niemiec w Saksonii-Anhalt można opisać jako kolejne przesunięcie europejskiego elektoratu ku radykalnej prawicy, ale taka interpretacja obejmuje zaledwie powierzchnię zjawiska. Znacznie ostrzejsze rozpoznanie przedstawił 8 września 2026 r. Jean-Sébastien Ferjou w serwisie „Atlantico”. Jego zdaniem zachodnia część kontynentu weszła w stan, w którym wyborcy zachowują możliwość wymiany ekip, tracąc wiarę w możliwość skorygowania państwowego kursu.

Francuski publicysta łączy kryzysy obserwowane w Niemczech, Francji, Danii, Szwecji i Włoszech, choć każde z tych państw ma inny ustrój oraz odmienny system wyborczy. Wspólny mianownik nie tkwi w jednej ordynacji, lecz w rosnącym dystansie między obietnicą kampanii a zakresem decyzji dostępnych po objęciu urzędu. Partie tradycyjne coraz sprawniej opisują ograniczenia, natomiast ich konkurenci wygrywają jasnością zapewnienia, że ograniczenia można odrzucić.

Niemiecka zapora daje AfD paliwo

Oficjalne wyniki landowe pozostawiają niewiele miejsca na spór o skalę wydarzenia. AfD uzyskała 43,8 proc., podwajając poparcie w porównaniu z poprzednim głosowaniem, CDU zatrzymała się na 17,2 proc., a zwycięzcom przypadło 39 mandatów w 83-osobowym landtagu. Relację między arytmetyką parlamentarną a polityką kordonu sanitarnego szczegółowo opisuje również Associated Press.

Trzy brakujące miejsca oddzielają AfD od bezwzględnej przewagi, toteż powstanie większości złożonej z jej przeciwników pozostaje formalnie wykonalne. Taki układ nie odpowiada jednak na pytanie, jaki wspólny projekt mieliby przedstawić chadecy, socjaldemokraci, Zieloni, Lewica i BSW. Jeżeli spoiwem przyszłego gabinetu okaże się wyłącznie sprzeciw wobec pierwszej partii landu, jej liderzy z łatwością zamienią izolację w dowód istnienia jednolitego establishmentu.

Nie wynika z tego obowiązek normalizowania programu AfD ani pomijania ocen niemieckich służb dotyczących jej radykalizmu. Demokratyczna ostrożność wymaga badania konkretnych zamiarów, szacowania zagrożeń dla państwa prawa i wyznaczania nieprzekraczalnych granic. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ostrzeżenie historyczne staje się jedyną odpowiedzią na współczesne niezadowolenie, ponieważ moralna delegitymizacja przeciwnika nie zastępuje oferty rządzenia.

Rozdrobnienie nie zna jednej ordynacji

Duński system uchodzi za zdolny do wytwarzania pragmatycznych porozumień, lecz tegoroczne doświadczenie odsłoniło cenę tej sprawności. Folketing podał, że w wyborach uczestniczyło niemal 84 proc. uprawnionych, a mandaty przypadły wielu ugrupowaniom. Dopiero po długich rozmowach Mette Frederiksen uzgodniła czteropartyjny gabinet mniejszościowy, zapewniając sobie trzecią kadencję, o czym informował Reuters.

Szwedzki przykład wprowadza do tej układanki ocenę skuteczności. Urząd Wyborczy Szwecji potwierdza termin głosowania 13 września, a kampania rozgrywa się po okresie poprawy kilku wskaźników ważnych dla rządu. Liczba podań o azyl spadła do poziomu niewidzianego od 1985 r., jednak Reuters odnotował, że nawet ten rezultat nie usunął wszystkich politycznych napięć.

Ostatnie badanie Novusa wskazywało zmniejszenie przewagi opozycji, ale blok premiera Ulfa Kristerssona nadal nie odzyskał pierwszego miejsca; sondaż omówiła agencja Reuters. Poprawa inflacji, wzrostu czy statystyk migracyjnych nie tworzy automatycznie poczucia dobrego rządzenia, gdy obywatele inaczej ważą kondycję ochrony zdrowia, szkół, dochodów oraz bezpieczeństwa. Władza może spełnić własne kryteria sukcesu, a mimo to przegrać konkurencję o społeczną definicję najważniejszych problemów.

Trwanie nie jest równoznaczne z przełomem

Giorgia Meloni dowiodła, że w państwie kojarzonym z krótkotrwałymi gabinetami da się zachować jedność koalicji przez niemal cztery lata. Reuters opisał ustanowiony przez jej ekipę rekord długości nieprzerwanych rządów w republice. Ten niewątpliwy sukces organizacyjny zderza się jednak z prognozą Komisji Europejskiej, zakładającą jedynie 0,5 proc. wzrostu włoskiego PKB w 2026 r.

Przypadek Rzymu pokazuje, że gabinet może być odporny na parlamentarne wstrząsy, a jednocześnie nie dysponować tempem przemian odpowiadającym społecznym oczekiwaniom. Długi okres sprawowania funkcji jest zasobem, nie gotowym rezultatem. Jakość rządzenia zależy od tego, czy polityczna trwałość zostaje zamieniona na reformy podnoszące produktywność, sprawność administracji i jakość usług.

Demokratyczne zabezpieczenie czy polityczny rygiel

Najbardziej niepokojące liczby nie pochodzą jednak z urn, tylko z badania społecznego. Barometr CEVIPOF pokazuje wyjątkowo głębokie załamanie zaufania Francuzów do polityki, przy czym odsetek przekonanych o dobrym funkcjonowaniu demokracji spadł do 23 proc. Jednocześnie szeroka większość nadal uznaje samą demokrację za właściwy ustrój, co oznacza bunt przeciw praktyce, a nie masowe odrzucenie zasady.

Powojenna Europa świadomie ograniczyła swobodę chwilowych większości poprzez konstytucje, sądy, traktaty i katalogi praw. Ochrona jednostki przed arbitralnością stanowi fundament liberalnego państwa, ale zastosowanie tej samej logiki do niemal każdego wyboru gospodarczego lub społecznego rodzi poczucie politycznego zamknięcia. Gdy władza utrzymuje, że wszystkie zasadnicze decyzje wynikają z konieczności, kampania zostaje sprowadzona do konkursu na administratora wcześniej ustalonego porządku.

Ramy nie są przecież całkowicie nieruchome, co widać w unijnym podejściu do finansowania obronności. Rada Unii Europejskiej zaakceptowała stosowanie krajowych klauzul wyjścia dających państwom dodatkową przestrzeń budżetową. Skoro negocjacje umożliwiają zmianę reguł w jednej dziedzinie, politycy nie powinni przedstawiać innych ograniczeń jako praw natury, których nie wolno poddawać debacie.

Obywatele również unikają rachunku

Ferjou nie tworzy prostego aktu oskarżenia przeciw elitom, ponieważ wskazuje na sprzeczność obecną po stronie społeczeństw. Ludzie chętnie popierają redukcję długu, dopóki nie zostanie wskazany program do ograniczenia, oraz transformację energetyczną, dopóki jej infrastruktura i koszty nie pojawią się w pobliżu ich domu. Zgodność dotycząca odległego celu rozpada się przy podziale bardzo konkretnych strat.

Najważniejszym zadaniem ugrupowań pozostaje więc przekształcenie rozproszonych preferencji w większość gotową przyjąć określony pakiet korzyści i wyrzeczeń. Jeżeli przed głosowaniem ukrywa się cenę reform, a później tłumaczy brak działania oporem obywateli albo zewnętrznym przymusem, zaufanie znika po obu stronach. Formacje antysystemowe mogą wtedy reklamować czystą zmianę, gdyż odpowiedzialność za jej finansowanie nadal jest dla nich wyłącznie przyszłym problemem.

Obecny kryzys nie sprowadza się zatem do wzrostu skrajności. Jego sednem jest erozja wiary, że demokratyczne rozstrzygnięcie przekłada się na wybór kierunku, a nie jedynie obsady urzędów. Dopóki centrum nie odzyska zdolności nazywania kosztów, hierarchizowania celów i uzyskiwania zgody na trudne decyzje, AfD oraz podobne ugrupowania będą korzystać z monopolu na słowo „zmiana”.

Arkadiusz Jordan

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się