Francuskie centrum może nie wejść do drugiej tury
Nowe badanie OpinionWay potwierdza dominującą pozycję Marine Le Pen przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 r. Kandydatka Zjednoczenia Narodowego może liczyć na 33–35 proc. głosów, podczas gdy jej konkurenci pozostają podzieleni. Największym zaskoczeniem jest pozycja Jean-Luca Mélenchona, który w większości badanych wariantów zajmuje miejsce dające udział w drugiej turze.
Francuska kampania prezydencka coraz wyraźniej przypomina wyścig o możliwość stanięcia naprzeciwko Marine Le Pen. Badanie OpinionWay przeprowadzone dla „Le Journal du Dimanche” wskazuje, że przedstawicielka Zjednoczenia Narodowego dysponuje obecnie przewagą, której nie jest w stanie zakwestionować żaden pojedynczy konkurent. W zależności od przyjętego zestawu kandydatów otrzymuje od 33 do 35 proc. deklarowanych głosów.
O wiele mniej stabilna jest kolejność pozostałych uczestników wyborów. Jean-Luc Mélenchon może zająć drugie miejsce, jeżeli politycy wywodzący się z obozu Emmanuela Macrona oraz umiarkowanej prawicy wystartują przeciwko sobie. Tylko po ograniczeniu liczby centrowych kandydatur wyprzedza go Édouard Philippe.
Badanie opisuje więc paradoks francuskiej polityki przed wyborami w 2027 r. Kandydatów przedstawiających się jako zapora przed starciem Le Pen z Mélenchonem jest tak wielu, że ich rywalizacja może doprowadzić właśnie do takiego finału.
Czy Marine Le Pen ma już zapewnioną drugą turę?
Żaden sondaż przeprowadzony na wiele miesięcy przed głosowaniem nie daje kandydatowi pewności awansu. Skala przewagi Marine Le Pen powoduje jednak, że jej brak w drugiej turze należałoby dzisiaj uznać za scenariusz znacznie mniej prawdopodobny niż jej udział w finale. Kandydatka RN wyraźnie prowadzi w każdej analizowanej konfiguracji.
Jej poparcie nie pochodzi już wyłącznie od grup, które przez lata tworzyły tradycyjne zaplecze francuskiej prawicy narodowej. Le Pen utrzymuje bardzo mocną pozycję wśród klas ludowych, a jednocześnie dociera do wyborców z wyższych kategorii społeczno-zawodowych. W zależności od wariantu popiera ją 34 lub 35 proc. przedstawicieli tej drugiej grupy.
Przewodniczka RN zajmuje pierwsze miejsce niemal we wszystkich przedziałach wiekowych. Jedynym wyjątkiem są osoby w wieku od 18 do 24 lat, wśród których wygrywa Jean-Luc Mélenchon. Szczególnie widoczna zmiana dokonała się natomiast wśród najstarszych Francuzów.
W 2017 r. Emmanuel Macron otrzymał w drugiej turze głosy 80 proc. wyborców mających co najmniej 65 lat. Pięć lat później poparło go 65 proc. tej grupy. Obecne badanie sugeruje, że seniorzy, którzy wcześniej należeli do najskuteczniejszych przeciwników RN, mogą w 2027 r. w znacznej części wybrać Marine Le Pen.
Wśród starszych respondentów Le Pen uzyskałaby 78 proc. w pojedynku z Mélenchonem, 60 proc. w starciu z Gabrielem Attalem oraz 55 proc. przeciwko Édouardowi Philippe’owi. Są to rezultaty odnoszące się do konkretnej kategorii wiekowej, a nie do ogółu francuskich wyborców. Pokazują jednak rozmiar przesunięcia, które nastąpiło w elektoracie senioralnym.
Dlaczego Mélenchon może znaleźć się w finale?
Jean-Luc Mélenchon otrzymuje od 17 do 20 proc. głosów, zależnie od składu pierwszej tury. W dwóch spośród trzech wariantów zajmuje pozycję premiowaną awansem do decydującego głosowania. Jego wynik opiera się na stosunkowo trwałym i zmobilizowanym elektoracie Francji Nieujarzmionej.
Polityk radykalnej lewicy rozpoczął faktyczną kampanię wcześniej niż większość konkurentów. Przyciąga uwagę ostrymi wystąpieniami i propozycjami, które natychmiast wywołują ogólnokrajową debatę. Jednym z takich pomysłów jest postulat radykalnego zakwestionowania francuskiego długu publicznego.
Mélenchon ma również doświadczenie w finiszowaniu kampanii z wynikiem lepszym, niż wskazywały wcześniejsze pomiary. W wyborach w 2017 r. zdobył 19,58 proc. głosów, natomiast w 2022 r. osiągnął 21,95 proc. i zajął trzecie miejsce. Do wyprzedzenia Marine Le Pen zabrakło mu wtedy niespełna 422 tys. głosów.
Sondażowa pozycja Mélenchona może więc być jeszcze silniejsza, jeżeli zdoła ponownie skupić wokół siebie dużą część lewicowego elektoratu. Na jego korzyść działa nie tylko mobilizacja zwolenników LFI, lecz także brak rozstrzygnięć w pozostałej części lewicy.
Kto może zatrzymać Mélenchona?
Najlepiej przygotowanym kandydatem centrum pozostaje obecnie Édouard Philippe. Były premier wyprzedza Mélenchona o trzy punkty w wariancie, w którym o prezydenturę nie ubiega się Gabriel Attal. Kiedy jednak obaj przedstawiciele obozu macronistycznego znajdują się w tym samym układzie, głosy centrum ulegają rozproszeniu.
Philippe ma zdecydowaną przewagę nad Attalem wśród osób, które w pierwszej turze wyborów w 2022 r. poparły Emmanuela Macrona. Gdy badani oceniają osobne konfiguracje, mer Hawru przejmuje 52 proc. tego elektoratu, a były szef rządu 35 proc. Jeszcze większa różnica pojawia się wtedy, gdy obaj są testowani jednocześnie: Philippe otrzymuje 39 proc. dawnych wyborców Macrona, Attal zaś 18 proc.
Słabsza pozycja Attala wpływa również na notowania pozostałych kandydatów. Jeżeli to on reprezentuje obóz prezydencki, Bruno Retailleau osiąga 11 proc. Philippe ogranicza wynik lidera Republikanów do 8 proc., co wskazuje na większą zdolność mera Hawru do konsolidowania umiarkowanej prawicy.
Raphaël Glucksmann może liczyć na 11–13 proc. poparcia. W konfiguracji z Attalem osiąga rezultat zbliżony do wyniku byłego premiera, natomiast Philippe wyprzedza go o osiem punktów. Różnica ta wzmacnia argumenty tych polityków centrum, którzy uważają mera Hawru za kandydata mającego największe szanse na wejście do drugiej tury.
Czy kandydaci centrum wycofają się przed wyborami?
Gabriel Attal zamierza prowadzić swoją kampanię co najmniej do stycznia, a niewykluczone, że pozostanie w rywalizacji również w lutym. Bruno Retailleau także nie daje sygnału, że szybko porzuci własne ambicje. Édouard Philippe od dawna przygotowuje się natomiast do udziału w wyborach i nie zamierza ustępować młodszym konkurentom.
Do tego układu trzeba dodać Davida Lisnarda. Mer Cannes nie został objęty badaniem OpinionWay, lecz w innych sondażach uzyskuje około 3–3,5 proc. Taki wynik nie daje mu obecnie perspektywy udziału w finale, może jednak odebrać część głosów kandydatowi mającemu szansę na zajęcie drugiego miejsca.
Presja na osiągnięcie porozumienia będzie rosła wraz ze zbliżaniem się terminu głosowania. Jeżeli notowania pozostaną zbliżone do obecnych, deputowani, senatorowie i lokalni działacze centrum mogą zacząć domagać się wycofania słabszych uczestników wyścigu. Problem polega na tym, że każdy z nich może liczyć na zmianę sytuacji w trakcie kampanii.
Ewentualne porozumienie nie musi także oznaczać prostego przekazania wszystkich głosów jednemu politykowi. Część sympatyków Retailleau mogłaby wybrać Le Pen zamiast Philippe’a, a niektórzy wyborcy Attala mogliby przenieść poparcie na Glucksmanna. Arytmetyczne dodawanie obecnych wyników nie pozwala więc przewidzieć rezultatu wspólnej kandydatury.
Co dzieje się po lewej stronie sceny politycznej?
Raphaël Glucksmann czeka na rozstrzygnięcie rozmów między Place publique a Partią Socjalistyczną. Jeżeli zostanie kandydatem wspieranym przez szerszą koalicję, będzie próbował stworzyć alternatywę wobec Mélenchona. Nie wiadomo jednak, jak w takiej sytuacji zachowają się Zieloni i Francuska Partia Komunistyczna.
Osobne kandydatury kilku ugrupowań lewicowych sprzyjałyby liderowi LFI, który ma najbardziej rozpoznawalną markę polityczną i najbardziej zdyscyplinowane zaplecze. Jednocześnie Glucksmann mógłby odebrać część głosów nie tylko Mélenchonowi, lecz również kandydatom centrowym. Szczególnie podatni na taki przepływ mogą być wyborcy rozczarowani rywalizacją wewnątrz obozu Macrona.
Ostateczny skład pierwszej tury będzie zatem miał kluczowe znaczenie dla wyniku całych wyborów. Le Pen korzysta z konsolidacji swojej części sceny politycznej, Mélenchon ze słabości konkurentów na lewicy, a Philippe z przekonania, że ma największą zdolność skupienia centrum. Attal, Retailleau, Glucksmann i Lisnard muszą jeszcze wykazać, że ich obecność zwiększa szanse reprezentowanych przez nich obozów.
Czy Marine Le Pen może wygrać wybory prezydenckie?
W analizowanych przez OpinionWay pojedynkach drugiej tury Marine Le Pen pokonuje wszystkich uwzględnionych rywali. To zasadnicza zmiana w porównaniu z wcześniejszymi kampaniami, w których jej awans do finału nie oznaczał jeszcze pozycji faworyta. Obecnie musi być traktowana jako kandydatka mająca realną możliwość zdobycia prezydentury.
Najmocniejsze zwycięstwo odniosłaby prawdopodobnie nad Mélenchonem, przeciwko któremu mogliby zmobilizować się wyborcy centrum i umiarkowanej prawicy. Pojedynek z Philippe’em byłby bardziej wyrównany, ponieważ były premier może zabiegać o poparcie znacznie szerszej grupy wyborców. Z punktu widzenia Le Pen zwycięstwo nad kandydatem reprezentującym umiarkowany nurt francuskiej polityki dawałoby jednak mocniejszą podstawę do twierdzenia, że społeczeństwo poparło program RN.
Marine Le Pen musi myśleć również o wyborach parlamentarnych, które zdecydują o możliwości utworzenia stabilnego rządu. Samo zdobycie Pałacu Elizejskiego nie gwarantuje większości w Zgromadzeniu Narodowym. Dlatego jej kampania będzie coraz częściej kierowana do wyborców spoza tradycyjnego zaplecza Zjednoczenia Narodowego.
Badanie nie stanowi prognozy końcowego wyniku. Do pierwszej tury pozostało wiele miesięcy, kandydaci nie zostali ostatecznie wyłonieni, a kampanię mogą zmienić wydarzenia gospodarcze, społeczne i międzynarodowe. Sondaż pokazuje jednak punkt wyjścia, w którym Le Pen ma największy margines bezpieczeństwa, Mélenchon dysponuje najkorzystniejszą dynamiką, a centrum traci czas na rozstrzygnięcie własnego przywództwa.
Arkadiusz Jordan
