sondaż we Francji

Francuzi wystawiają rachunek całej klasie politycznej

Francuski prezydent i premier osiągnęli historycznie słabe oceny, ale opozycja nie przejmuje po nich społecznego zaufania. Barometr Ipsos bva-CESI pokazuje 16 proc. przychylnych opinii o Emmanuelu Macronie, 20 proc. o Sébastienie Lecornu oraz narastający sprzeciw wobec wszystkich sprawdzanych pretendentów do prezydentury.

Francuzi wystawiają rachunek całej klasie politycznej

We Francji przestał działać mechanizm, zgodnie z którym zużycie rządzących automatycznie wzmacnia najbardziej rozpoznawalną alternatywę. Wrześniowe badanie Ipsos bva-CESI przynosi wprawdzie wyjątkowo słabe oceny obecnego ośrodka decyzyjnego, lecz jednocześnie pokazuje rosnący sprzeciw wobec każdego nazwiska poddanego ocenie w kontekście prezydentury. Zamiast klasycznej zmiany warty widać zatem społeczeństwo gotowe odrzucać zarówno kontynuację, jak i większość proponowanych wariantów zerwania.

Dwa rekordowo słabe wyniki egzekutywy

Z opublikowanego 12 września barometru Ipsos bva-CESI dla „La Tribune Dimanche” wynika, że przychylnie o pracy prezydenta wypowiada się 16 proc. Francuzów, czyli o 5 punktów procentowych mniej niż dwa miesiące wcześniej. Odpowiedzi nieprzychylne osiągnęły 81 proc. i wzrosły od lipca o 7 punktów, a wśród sympatyków partii centrowych aprobata dla głowy państwa skurczyła się o 19 punktów, do 53 proc. Tak duży spadek we własnym zapleczu wskazuje, że problem wykracza poza mobilizację przeciwników i dotyka ludzi, którzy wcześniej stanowili naturalną podstawę macronizmu.

Szef rządu znajduje się niewiele wyżej, gdyż pozytywnie postrzega go 20 proc. uczestników badania, po pogorszeniu o 7 punktów. Relatywnie lepiej wypadają niektórzy członkowie gabinetu, zwłaszcza Gérald Darmanin z rezultatem 38 proc. oraz Laurent Nunez z 25 proc., podczas gdy Jean-Noël Barrot uzyskuje 12 proc. Pełny kontekst bieżącej pracy rządu publikuje oficjalny serwis francuskiego rządu, jednak żaden komunikat instytucjonalny nie usuwa zasadniczego problemu, którym pozostaje brak większościowej legitymizacji społecznej.

Źródła niezadowolenia są przede wszystkim krajowe

Hierarchia trosk wskazana w badaniu podpowiada, dlaczego końcówka kadencji jest dla władzy tak trudna. Aż 54 proc. respondentów wymienia siłę nabywczą, 40 proc. obawia się o przyszłość francuskiego modelu socjalnego, po 31 proc. wskazuje środowisko i imigrację, przy czym ostatnia kwestia zyskała od poprzedniej fali 4 punkty. Prezydencki bilans jest oceniany w chwili, gdy spór o ambicje międzynarodowe Francji spotyka się z obawami o budżety gospodarstw domowych i trwałość świadczeń.

Wyników nie należy odrywać od sposobu realizacji pomiaru, ponieważ ankieta objęła 1000 osób w wieku co najmniej 18 lat i została przeprowadzona 9–10 września na próbie reprezentatywnej dla populacji kraju. Informacje o wcześniejszej fali są dostępne w lipcowym raporcie Ipsos bva-CESI, co umożliwia sprawdzenie kierunku zmian zamiast traktowania pojedynczego odczytu jako samodzielnej prognozy. Sondaż opisuje klimat polityczny w konkretnym momencie, nie rozstrzyga zaś przyczyn niezadowolenia każdego respondenta.

Kandydaci dziedziczą nieufność zamiast poparcia

Najwyższy poziom sprzeciwu w pytaniu o objęcie urzędu odnotowuje Jean-Luc Mélenchon, którego wybór rozczarowałby 70 proc. badanych, o 5 punktów więcej niż latem. Marine Tondelier osiąga 61 proc. niezadowolonych po zwyżce o 8 punktów, Gabriel Attal 60 proc. po skoku o 12 punktów, Édouard Philippe 57 proc. po identycznym zwiększeniu, Bruno Retailleau 53 proc. po ruchu o 6 punktów, natomiast Marine Le Pen i Raphaël Glucksmann po 52 proc., odpowiednio o 5 i 6 punktów więcej. Rozkład rezultatów przecina tradycyjny podział lewica–prawica, dlatego nie da się go objaśnić niechęcią do jednej rodziny politycznej.

Philippe ponosi przy tym podwójną stratę, ponieważ równolegle z powiększeniem grupy przeciwników odsetek osób zadowolonych z jego możliwego zwycięstwa zmniejszył się o 4 punkty, do 19 proc. Bardella porusza się w odwrotnym kierunku i osiąga 36 proc. zadowolonych, po poprawie o 3 punkty, zrównując się pod tym względem z Le Pen. Porównanie pozostaje politycznie interesujące, mimo że obecnie to liderka Zjednoczenia Narodowego ma startować w wyborach, a przewodniczący partii jest częściej przedstawiany jako kandydat do kierowania przyszłym rządem.

Ocena osoby nie jest zamiarem oddania na nią głosu

Szczególnej ostrożności wymaga zestawianie omawianego barometru z badaniami preferencji, gdyż pytania mierzą dwie odrębne postawy. W sondażu intencji wyborczych Ipsos bva-CESI dla „Le Parisien”, przeprowadzonym od 31 sierpnia do 2 września na grupie 1500 zarejestrowanych wyborców, Le Pen otrzymuje 34–36 proc., Philippe 14,5–22,5 proc., Mélenchon 15–17 proc., Attal 7,5–15,5 proc., Glucksmann 11,5–14 proc., a Retailleau 6–10 proc. Zakresy zmieniają się wraz z testowanym zestawem rywali, co potwierdza, że rozdrobnienie obozów może ważyć więcej niż niewielkie wahania indywidualnych notowań.

Osoba może więc wyrażać niezadowolenie z perspektywy czyjejś prezydentury, a mimo to zagłosować na tę kandydaturę jako na najmniej niepożądaną spośród dostępnych. Francuska dwuturowość dodatkowo wzmacnia taką możliwość, ponieważ pierwsze głosowanie służy selekcji finalistów, a drugie często staje się plebiscytem przeciw jednemu z nich. Konstytucyjne ramy wyboru głowy państwa zawiera art. 7 ustawy zasadniczej, przewidujący rozstrzygnięcie bezwzględną większością ważnie oddanych głosów.

Stawką staje się zdolność rządzenia po wyborach

Najłatwiejszym wnioskiem byłoby uznanie, że schyłek macronizmu otwiera prostą drogę ugrupowaniom protestu, ale przedstawione liczby sugerują bardziej skomplikowany scenariusz. Kandydat zwycięski wiosną 2027 r. może wejść do Pałacu Elizejskiego z silnym mandatem formalnym i jednocześnie z przewagą społecznej nieufności, a następnie stanąć przed koniecznością stworzenia większości parlamentarnej. Wysoki poziom odrzucenia utrudnia pozyskanie elektoratów pokonanych konkurentów, które w drugiej turze są potrzebne do zwycięstwa, a po wyborach do uspokojenia kraju.

Macron nie znajdzie się na karcie wyborczej ze względu na konstytucyjny limit dwóch następujących po sobie kadencji, lecz pozostanie obecny jako punkt odniesienia dla wszystkich kampanii. Politycy centrum będą zmuszeni łączyć doświadczenie zdobyte w jego otoczeniu z obietnicą zmiany, podczas gdy Le Pen i Mélenchon spróbują przedstawić głosowanie jako definitywne zamknięcie epoki rozpoczętej w 2017 r. Najnowszy barometr mówi przede wszystkim, że żadna z tych opowieści nie zdobyła jeszcze szerokiej społecznej akceptacji.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się