Gospodarka Francji potrzebuje pięciu zmian, by tworzyć światowych liderów
Frédéric Mazzella nie ogranicza się do pochwały francuskiego odrodzenia gospodarczego. Założyciel BlaBlaCar wskazuje na łamach „Le Figaro” pięć warunków, bez których rosnąca liczba start-upów nie przełoży się na powstanie przedsiębiorstw mogących konkurować z największymi firmami amerykańskimi i chińskimi. Jego uwagi dotyczą kultury przedsiębiorczości, polityki przemysłowej, jednolitego rynku europejskiego, stabilności regulacyjnej oraz sztucznej inteligencji.
Mazzella wie, jak trudna jest droga od obiecującego pomysłu do międzynarodowego biznesu. Koncepcję internetowej platformy wspólnych przejazdów zaczął rozwijać po podróży do Wandei w 2003 r., podczas której zauważył tysiące niewykorzystanych miejsc w samochodach. Powstały na tej podstawie BlaBlaCar działa obecnie w 41 państwach, dociera do około 40 mln aktywnych użytkowników rocznie i łączy przejazdy samochodowe z ofertami przewoźników autobusowych oraz kolejowych.
Firma przeszła jednocześnie drogę od start-upu przez etap intensywnego finansowania do rentownej platformy transportowej. W 2023 r. osiągnęła 253 mln euro przychodów, notując wzrost o 29 proc. oraz dodatni wynik EBITDA. Doświadczenie Mazzelli obejmuje zatem nie tylko samo zakładanie przedsiębiorstwa, lecz także zdobywanie kapitału, ekspansję zagraniczną, zmianę modelu biznesowego i zarządzanie organizacją o globalnym zasięgu.
1. Francuzi ponownie uwierzyli, że mogą zakładać firmy
Pierwsza uwaga Mazzelli dotyczy zasadniczej zmiany mentalnej, która dokonała się we Francji w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jak mówi „Le Figaro”, przedsiębiorczość odzyskała społeczną atrakcyjność, utraconą po okresie powojennej modernizacji i wielkich programów przemysłowych. Założenie własnej firmy przestało być traktowane jako decyzja ekscentryczna albo ryzykowna alternatywa wobec kariery w administracji, nauce czy dużym koncernie.
Biografia samego Mazzelli dobrze pokazuje wcześniejsze ograniczenia francuskiego modelu. Ukończył fizykę w École normale supérieure, studiował informatykę na Stanfordzie, a następnie zdobył dyplom MBA w INSEAD. Dopiero w Stanach Zjednoczonych przekonał się, że przedsiębiorczość może być pełnoprawną ścieżką zawodową dla naukowca lub inżyniera, podczas gdy francuski system edukacyjny przygotowywał go przede wszystkim do pracy badawczej.
Zmiana jest dziś widoczna w statystykach. Według INSEE w 2025 r. zarejestrowano we Francji ponad 1,16 mln nowych podmiotów gospodarczych, co oznaczało kolejny rekord i wzrost o 5 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Znaczna część tych rejestracji przypada na mikroprzedsiębiorców, dlatego liczby nie należy utożsamiać z narodzinami ponad miliona firm zdolnych szybko zwiększać zatrudnienie i sprzedaż, ale skala zjawiska potwierdza upowszechnienie postawy przedsiębiorczej.
Francuska branża technologiczna obejmuje obecnie około 18 tys. aktywnych start-upów i tworzy około 450 tys. bezpośrednich miejsc pracy. Co drugie młode przedsiębiorstwo technologiczne rozwija się poza Île-de-France, co osłabia wcześniejsze utożsamienie całego sektora z Paryżem. Jednocześnie coraz więcej projektów powstaje w dziedzinach mających znaczenie przemysłowe, takich jak sztuczna inteligencja, energetyka, zdrowie, technologie kosmiczne, cyberbezpieczeństwo i dekarbonizacja.
Słabością Francji nie jest więc dziś brak kandydatów na przedsiębiorców, lecz niewielki odsetek firm, które potrafią przejść od pierwszego produktu do światowej skali. Rekordy rejestracji działalności pokazują społeczną energię, ale nie rozstrzygają o produktywności, zdolności eksportowej ani tempie powstawania dużych pracodawców. Powrót ducha inicjatywy jest ważnym początkiem, nie końcem polityki gospodarczej.
2. Francji brakuje przedsięwzięć odpowiadających skali obecnych wyzwań
Druga diagnoza przedstawiona w „Le Figaro” dotyczy zaniku zdolności do prowadzenia wielkich, wieloletnich programów. Mazzella przypomina, że powojenna siła francuskiej gospodarki nie powstała wyłącznie dzięki pojedynczym przedsiębiorcom, lecz także dzięki politycznej decyzji o skupieniu kapitału, wiedzy i zamówień wokół najważniejszych sektorów. Francja potrafiła wówczas wyznaczyć kierunek rozwoju, a następnie konsekwentnie utrzymywać go mimo zmian rządów i koniunktury.
Efekty tej polityki są nadal widoczne w energetyce jądrowej, lotnictwie, kolei dużych prędkości, sektorze kosmicznym i przemyśle obronnym. Przewagę tworzyło nie tylko finansowanie publiczne, lecz przede wszystkim połączenie badań, kształcenia specjalistów, infrastruktury, produkcji i przewidywalnego popytu. Przedsiębiorstwo wiedziało, że państwo nie zmieni całego programu po jednym roku budżetowym.
Współczesne wyzwania wymagają podobnej ciągłości, choć niekoniecznie kopiowania dawnych metod zarządzania. Budowa infrastruktury dla sztucznej inteligencji, rozwój nowych reaktorów, produkcja półprzewodników, modernizacja sieci energetycznych i zwiększanie możliwości przemysłu obronnego przekraczają skalę typowej inwestycji pojedynczej firmy. Bez koordynacji prywatny kapitał może unikać projektów kosztownych, obarczonych ryzykiem technologicznym i przynoszących zwrot dopiero po wielu latach.
Niebezpieczeństwem pozostaje jednak zastąpienie polityki przemysłowej prostym rozdawaniem dotacji. Państwo może pomóc w stworzeniu rynku i ponieść część ryzyka początkowego, ale nie powinno bezterminowo osłaniać nieskutecznych przedsiębiorstw przed konkurencją. Sukces programu mierzy się powstaniem technologii, fabryk, kompetencji i eksportu, a nie wysokością wydanych środków.
Przywoływany przez Mazzellę Airbus wskazuje ponadto, że odpowiednia skala coraz częściej musi być europejska. Francja dostarczyła projektowi kompetencje przemysłowe i polityczną ambicję, lecz światowy producent samolotów powstał dzięki współpracy kilku krajów. W sektorach wymagających dziesiątek miliardów euro oraz dostępu do dużego rynku narodowy plan powinien stać się początkiem szerszego przedsięwzięcia, nie jego granicą.
3. Jednolity rynek nadal nie jest jednolity dla przedsiębiorcy
Trzecia uwaga Mazzelli odnosi się do różnicy między formalnym istnieniem wspólnego rynku a codziennym doświadczeniem europejskiej firmy. Przedsiębiorca wchodzący do wszystkich państw Unii musi uwzględnić odmienne systemy podatkowe, normy prawa pracy, zasady upadłości, procedury administracyjne i sposoby finansowania. Rozszerzenie działalności na dwadzieścia siedem krajów wciąż przypomina budowanie wielu odrębnych organizacji.
Amerykańskie przedsiębiorstwo otrzymuje na początku dostęp do dużego, stosunkowo spójnego rynku, jednolitego języka biznesowego i głębokiego źródła kapitału. Europejski start-up szybciej natrafia natomiast na koszty tłumaczeń prawnych, lokalnych struktur i dostosowywania produktu do kolejnych przepisów. Każda taka przeszkoda osobno może wydawać się niewielka, lecz razem spowalniają ekspansję w chwili, gdy najważniejszą przewagą technologiczną jest tempo.
Odpowiedzią Komisji Europejskiej ma być EU Inc., określany jako 28. system prawa spółek. Przedstawiona w marcu 2026 r. propozycja przewiduje dobrowolną, wspólną formę przedsiębiorstwa, którą można byłoby zarejestrować cyfrowo w ciągu 48 godzin za maksymalnie 100 euro. Projekt obejmuje również prostsze operacje kapitałowe, cyfrowe przenoszenie udziałów, ujednolicone rozwiązania dotyczące opcji pracowniczych oraz postępowania upadłościowego.
Nowa konstrukcja prawna nie usunie automatycznie wszystkich różnic podatkowych i regulacyjnych. Może jednak ograniczyć część kosztów, które dziś skłaniają europejskich przedsiębiorców do przenoszenia siedziby do Stanów Zjednoczonych albo zakładania tam spółki przeznaczonej do pozyskiwania kapitału. Ostateczny kształt rozwiązania będzie zależał od negocjacji między instytucjami Unii i rządami krajowymi.
Fragmentacja dotyczy również rynku finansowego. Francuskie start-upy zebrały w 2025 r. 7,4 mld euro, ale aż 1,7 mld euro pochłonęła pojedyncza runda Mistral AI. Po wyłączeniu tej transakcji wartość pozyskanego finansowania byłaby o 26 proc. niższa niż rok wcześniej, co ujawnia niedostatek kapitału dla firm wchodzących w najbardziej kosztowną fazę wzrostu.
4. Gospodarka Francji potrzebuje stabilności i większego uznania dla przedsiębiorstw
Czwarta uwaga Mazzelli łączy dwa elementy, które w debacie publicznej często są omawiane osobno. Pierwszym jest przewidywalność otoczenia prawnego, drugim sposób, w jaki społeczeństwo ocenia rolę przedsiębiorstwa. Zdaniem założyciela BlaBlaCar firmy poradzą sobie nawet w wymagających warunkach, jeżeli będą wiedziały, że podstawowe zasady nie zostaną nagle zmienione.
Francja ma długą tradycję regulowania gospodarki oraz wykorzystywania podatków do osiągania celów społecznych. Problem zaczyna się wówczas, gdy kolejne budżety przynoszą nowe obciążenia, zwolnienia i programy przejściowe, a rozwiązania zapowiadane jako wyjątkowe zostają przedłużone. Inwestycji w zakład przemysłowy, laboratorium albo centrum danych nie da się planować według kalendarza jednego roku podatkowego.
Mazzella zwraca także uwagę, że francuski model społeczny jest finansowany z wartości powstającej w gospodarce. Przedsiębiorstwo nie jest wyłącznie podatnikiem, którego należy obciążyć kosztami polityk publicznych, lecz miejscem powstawania dochodów, technologii, zatrudnienia i eksportu. Kultura sprzyjająca biznesowi nie musi oznaczać rezygnacji z ochrony pracowników albo kontroli rynku, ale powinna uznawać, że bez konkurencyjnych firm nie da się trwale utrzymać rozbudowanych usług publicznych.
Sytuację komplikuje stan francuskich finansów. OECD szacuje, że zadłużenie sektora publicznego zwiększyło się z 115,5 proc. PKB w 2025 r. do prognozowanych 118,8 proc. w 2026 r., a rok później może przekroczyć 120 proc. PKB. Rosnące koszty obsługi długu zmniejszają możliwości wspierania badań, infrastruktury i polityki przemysłowej, nawet jeśli potrzeba takich inwestycji staje się coraz większa.
Dlatego Mazzella uważa 2027 r. za moment szczególnie ważny dla biznesu. Wybory prezydenckie mogą przynieść zmianę priorytetów podatkowych, energetycznych, społecznych i europejskich, a każdy z tych obszarów wpływa na decyzje inwestorów. Dla przedsiębiorców kluczowe będzie nie tylko to, kto wygra wybory, lecz również czy kolejna władza przedstawi wiarygodny program możliwy do utrzymania przez całą kadencję.
5. Sztucznej inteligencji nie można zatrzymać, trzeba nauczyć się z niej korzystać
Piąta uwaga dotyczy technologii, która może zdecydować o miejscu Europy w światowej gospodarce. Mazzella ocenia w „Le Figaro”, że rewolucja związana ze sztuczną inteligencją już się rozpoczęła i nie istnieje możliwość jej cofnięcia. Sensowna dyskusja powinna zatem dotyczyć sposobu wykorzystania tej zmiany, podziału korzyści i ochrony przed konkretnymi zagrożeniami.
Takie podejście różni się zarówno od bezwarunkowego entuzjazmu, jak i od prób blokowania nowych narzędzi. Przedsiębiorstwa będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do projektowania produktów, obsługi klientów, logistyki, analizy danych i automatyzacji zadań administracyjnych. Państwo może tworzyć reguły odpowiedzialności i bezpieczeństwa, ale nadmierne opóźnianie wdrożeń prowadziłoby przede wszystkim do zwiększenia zależności od rozwiązań zagranicznych.
Francja dysponuje kompetencjami, które pozwalają jej odegrać istotną rolę w tej transformacji. Ma silną szkołę matematyczną, wykwalifikowanych informatyków, niskoemisyjną energetykę jądrową, rozwinięte laboratoria oraz Mistral AI, czyli jedną z nielicznych europejskich firm próbujących konkurować na rynku dużych modeli językowych. Nie wystarczy jednak opracować dobry model, jeżeli europejskie administracje i przedsiębiorstwa będą zamawiały niemal wyłącznie technologie amerykańskie albo chińskie.
Mazzella opowiada się dlatego za wykorzystaniem europejskich zamówień publicznych do wspierania miejscowych rozwiązań, pod warunkiem że są one konkurencyjne. Nie chodzi o zamykanie rynku, ale o zapewnienie nowym firmom pierwszych dużych klientów, referencji i przychodów potrzebnych do ekspansji zagranicznej. Stany Zjednoczone i Chiny od dawna łączą politykę technologiczną z zamówieniami państwa, podczas gdy Europa częściej finansuje badania, a później kupuje gotowe produkty poza własnym rynkiem.
Sztuczna inteligencja będzie zarazem wymagała ponownego określenia wartości pracy wykonywanej przez człowieka. Jeżeli maszyny przejmą większą część zadań rutynowych, przewagę zyskają kreatywność, odpowiedzialność, ocena ryzyka, zdolność budowania zaufania i rozumienie kontekstu. Dla systemu edukacji oznacza to konieczność odejścia od kształcenia opartego głównie na odtwarzaniu wiedzy.
Pięć uwag Mazzelli tworzy spójną diagnozę, mimo że dotyczą różnych obszarów. Francja nauczyła się zakładać start-upy, ale nadal musi nauczyć się utrzymywać je w Europie, finansować ich wzrost i zapewniać im rynek odpowiedni do globalnych ambicji. BlaBlaCar dowodzi, że francuski pomysł może odnieść międzynarodowy sukces, lecz pojedynczy przykład nie zastąpi systemu zdolnego regularnie tworzyć kolejnych liderów.
Arkadiusz Jordan
