„Europa nie przystąpi do wojny ze Stanami Zjednoczonymi”
Generał Pierre de Villiers, były szef sztabu generalnego sił zbrojnych Republiki Francuskiej, udzielił wywiadu tygodnikowi „Journal du Dimanche”, w którym sytuację wokół Grenlandii ocenił wyjątkowo surowo: wykluczył konfrontację z amerykańskimi sojusznikami, jednak równocześnie zauważył, że ostatnie napięcia powinny skłonić Francję do ponownego dozbrojenia się.
Wojna Europy z USA o Grenlandię?
Wysłanie przez Francję środków lądowych, powietrznych i morskich na Grenlandię oraz europejskie kontyngenty rozmieszczone w ramach projektu „Arctic Endurance”, ograniczające się do kilkudziesięciu żołnierzy, to zdaniem generała de Villiers gest polityczny, sygnał wysłany do społeczności międzynarodowej. „A to zawsze lepsze niż bezczynność” – mówi generał Pierre de Villiers.
Były szef sztabu generalnego Francji zwraca uwagę na to, jak zmienił się świat – ze świata regulowanego przez organizacje międzynarodowe, w świat regulowany prawem siły.
„Gdy organizacja świata przechodzi w ręce państw-mocarstw, musimy się dozbroić. Jeśli nie zareagujemy stanowczo, staniemy się słabymi tego świata, a więc łupem najsilniejszych. Jeśli chodzi o wysłanie francuskich żołnierzy na Grenlandię, zrozumiałem, że była to misja rozpoznawcza, realizowana przez strzelców alpejskich, a więc specjalistów od tego typu terenu. Są tam po to, by obserwować teren, przygotować ewentualne wysłanie większych kontyngentów, pracować nad koordynacją naszych działań z Danią i sojusznikami” – mówi JDD generał de Villiers.
W czasie, gdy rządzić zaczyna siła a mniejsza jest rola organizmów międzynarodowych, były szef sztabu generalnego Francji proponuje, abyśmy byli zdolni do okazania niezbędnej siły – „nawet jeśli nie będzie ona na tym samym poziomie co ta, którą mogłyby rozwinąć Stany Zjednoczone”.
Generał Pierre de Villiers: dylematy NATO podobne do dylematów Układu Warszawskiego
Były szef francuskiego sztabu generalnego jest zdania, że znajdujemy się w sytuacji dość podobnej do tej, jaką obserwowaliśmy w przypadku Układu Warszawskiego: podczas zimnej wojny Związek Radziecki nieustannie atakował państwa należące do jego sojuszu.
„Powiedzmy wprost: nie uruchomimy artykułu 5 przeciwko Stanom Zjednoczonym, filarom NATO. Finansują one Sojusz w ponad 50 procentach, a mielibyśmy zostać zmuszeni do ich zaatakowania? Taka sytuacja nie nastąpi — nie będzie wojny przeciwko Stanom Zjednoczonym prowadzonej przez pozostałe państwa członkowskie NATO” – mówi gen. Pierre de Villiers.
Grenlandia i Arktyka od dawna teren konfrontacji Wschodu z Zachodem
Gen. Pierre de Villiers w rozmowie z JDD przypomina, że Arktyka od dawna stanowi obszar konfrontacji Wschodu z Zachodem. Apogeum tej konfrontacji nastąpiło w czasie zimnej wojny, z ponownym wzrostem napięć od momentu, gdy Rosja zdecydowała się na ofensywę przeciwko Europie i Stanom Zjednoczonym oraz gdy odnowiła i zbudowała w tym regionie instalacje wojskowe.
„Jeśli Rosjanie i Chińczycy interesują się tym, co dzieje się w tej części świata, to także dlatego, że wzrost temperatur otwiera perspektywę całorocznej, swobodnej żeglugi Północnym Szlakiem Morskim, ułatwiającej bezpośrednie połączenie między Bałtykiem a północnym Pacyfikiem” – zauważa generał de Villiers.
Dziś wolą Donalda Trumpa jest powiększenie terytorium Stanów Zjednoczonych. I warto przypomnieć, że nie jest on pierwszy: w 1867 roku prezydent Andrew Johnson chciał dopisać Grenlandię do swojej listy zakupów, na której znajdowały się już Alaska i Islandia, a Harry Truman zaproponował za nią w 1946 roku 100 milionów dolarów… „Różnica polega na tym, że znajdujemy się w momencie, w którym w stosunkach międzynarodowych siła przeważa nad prawem” – mówi gen. Pierre de Villiers.
Gen. Pierre de Villiers: na świecie są inne potencjalne „Grenlandie”, Francja musi być gotowa
Były szef francuskiego sztabu generalnego zwraca uwagę, że na świecie są inne „potencjalne Grenlandie”, a więc suwerenne terytoria, które znajdują się na celowniku państwo-mocarstw. Co tylko pokazuje, że dziś tylko siła może zagwarantować pokój. Dlatego też obrona Francji i Francuzów powinny stać się centralnym priorytetem działań publicznych.
„Przez dziesięciolecia, od upadku muru berlińskiego, rozbrajaliśmy się. Rozkoszowaliśmy się urokami, dywidendami pokoju, podczas gdy państwa-mocarstwa od dwudziestu lat zwiększają swoje zbrojenia o 5–10 procent rocznie. Potrzebujemy armii dostosowanej do współczesnych zagrożeń: z odpowiednimi stanami osobowymi, logistyką, zapasami amunicji i części zamiennych. Trzeba także odbudować nasz potencjał przemysłowy — krótko mówiąc, wrzucić najwyższy bieg. Odbudowa modelu armii zdolnej prowadzić wojnę wymaga dziesięciu lat; nie możemy pozwolić sobie na kolejne dwa lata zwłoki, aż nowy prezydent i nowy rząd zajmą się tym problemem” – przekonuje generał de Villiers.
Marzeniem byłego szefa francuskiego sztabu generalnego jest, aby obrona Francji i Francuzów znalazły się w centrum programu na nadchodzące kampanie wyborcze. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
