Humanoidalne roboty chirurgiczne niedługo w twoim szpitalu
Humanoidalne roboty chirurgiczne mogą rozwiązać problem braków kadrowych i przyspieszyć operacje w szpitalach.
W dobie, gdy kolejki do operacji rosną, personel medyczny jest na skraju wypalenia, a system ochrony zdrowia szuka ratunku w każdej technologii, humanoidalne roboty chirurgiczne mogą okazać się rozwiązaniem, o którym dekadę temu myśleli tylko wizjonerzy science fiction. Tak przynajmniej twierdzi Michael Yip, ekspert robotyki z UC San Diego, w opublikowanym w Science Robotics artykule, w którym kreśli przyszłość sal operacyjnych pełnych maszyn przypominających ludzi.
Dziś roboty chirurgiczne to luksusowe, wyspecjalizowane maszyny. Słynny system Da Vinci zrewolucjonizował precyzję zabiegów, ale nie rozwiązał problemu niedoboru personelu. Wręcz przeciwnie, do jego obsługi potrzebny jest wykwalifikowany chirurg, który spędza długie godziny nad joystickiem i monitorem. Skalowanie tego modelu jest kosztowne i nie nadąża za potrzebami operacji przybywa, a chirurgów nie.
Mimo że sztuczna inteligencja poczyniła kolosalne postępy, wystarczy spojrzeć na ChatGPT czy humanoidalne roboty Boston Dynamics, rewolucja ominęła blok operacyjny. Dlatego, że trenowanie AI do zadań medycznych wymaga nie tylko milionów godzin danych, ale i bezprecedensowego dostępu do wiedzy klinicznej, dokumentacji i prywatnych danych pacjentów. Budzi to ogromne wątpliwości etyczne i logistyczne.
Yip wskazuje, że klucz tkwi w tym, by chirurgiczne roboty zaczęły czerpać z doświadczenia przemysłowych robotów humanoidalnych. Te, dzięki rozwojowi tzw. foundation models, wielkich modeli AI uczonych na miliardach danych stają się coraz bardziej wszechstronne. Jeśli nadać robotom chirurgicznym humanoidalne ramiona i dłonie, mogą zacząć wykorzystywać te same algorytmy i uczyć się szybciej.
Przykładem jest robot, który dziś w fabryce montuje samochody, dzięki tej samej logice mógłby w szpitalu podać chirurgowi narzędzia, przytrzymać kamerę endoskopową czy sondę USG. Dziś takie zadania wykonuje drugi chirurg albo pielęgniarka instrumentariuszka.
Możemy wyobrazić sobie, że zamiast zamawiać kolejną kosztowną, wyspecjalizowaną maszynę do każdej drobnej czynności, szpital inwestuje w jednego robota o humanoidalnej formie, który może adaptować się do różnych zadań na bloku operacyjnym i poza nim.
Historia robotów medycznych pokazuje, że sama technologia to nie wszystko. W 2021 roku w mediach głośno było o eksperymentalnych robotach pielęgniarskich w Japonii, które pomagały pacjentom w domach opieki. Część rozwiązań okazała się niepraktyczna, a bariery kulturowe i zaufanie pacjentów trudniejsze do przełamania niż kwestie techniczne.
Z drugiej strony pandemia COVID-19 udowodniła, że tam, gdzie ludzi brakuje, nawet proste maszyny mogą zrobić różnicę. W Chinach czy Korei Południowej roboty autonomiczne rozwoziły leki, dostarczały jedzenie i mierzyły temperaturę odciążając personel medyczny od rutynowych, ale czasochłonnych zadań.
Największą barierą może okazać się psychologia. Pacjenci na ogół wolą kontakt z człowiekiem, zwłaszcza w sytuacjach stresu i zagrożenia zdrowia. Nawet najlepiej zaprogramowany humanoid nie zastąpi lekarza, który pocieszy, wyjaśni i weźmie odpowiedzialność. Z drugiej strony, czy pacjentowi naprawdę przeszkadzałoby, że to robot trzyma kamerę endoskopową, o ile operację prowadzi doświadczony chirurg?
Badania, jak to opublikowane przez East Anglia University w 2024 roku, pokazują, że im więcej czasu spędzamy z robotami, tym bardziej przypisujemy im cechy ludzkie. Gry, interakcje i „łamanie lodów” — to strategie, które mogą pomóc przełamać dystans również na sali operacyjnej.
W tym kontekście humanoidalny robot asystujący przy stole operacyjnym nie brzmi jak fanaberia, ale jak naturalny kolejny krok w ewolucji medycyny. Pytanie nie brzmi czy, tylko kiedy i jak zbudować zaufanie, które pozwoli ludziom poczuć, że robot to nie zimna maszyna, lecz dodatkowa para rąk. Rąk, które mogą odciążyć tych, którzy naprawdę ratują życie.
Szymon Ślubowski
