temat wojny

Jak się bronić, nie będąc mocarstwem?

Wojny dawno nie było, ale teraz nie wiadomo, co będzie. Temat wojny, strategii, geopolityki i uzbrojenia stał się aktualny, na poważnie. Co robić, zwłaszcza jeżeli nie jest się mocarstwem? Nawet niedawno formułowane rozważania nie muszą być dziś prawdziwe –  pisze Jan ŚLIWA

Wraca wojna, wszystko się zmienia

Przez dekady armie posiadały sprzęt, a młodzi ludzie uczyli się, jak go używać, odbywali swoją służbę wojskową, i tyle. Wszystko szło wolno i spokojnie. W Szkole Oficerów Rezerwy w PRL oficerowie polityczni straszyli nas NATO, ale wiedzieliśmy, że ma to tylko nas zmotywować do nocnych ćwiczeń w lesie. Oczywiście ze ślepakami w magazynku, inaczej jako świeżo upieczeni magistrowie byśmy się powystrzelali. Pamiętam też oficerów, którzy łapali żołnierzy biegających w cywilnych skarpetkach na zaprawie porannej. Pewien podporucznik skomentował to: „Dawno nie było wojny…”.

Wojny dawno nie było, ale teraz nie wiadomo, co będzie. Temat wojny, strategii, geopolityki i uzbrojenia stał się aktualny, na poważnie. Co robić, zwłaszcza jeżeli nie jest się mocarstwem? Nawet niedawno formułowane rozważania nie muszą być dziś prawdziwe. Rozwija się technika – budowa armii opartej na ciężkim sprzęcie (czołgi, samoloty) podawana jest w wątpliwość. Coraz większą rolę odgrywają środki bezzałogowe, drogie i tanie. Czy nie są jednak przereklamowane? Jaką rolę będzie wciąż odgrywać broń tradycyjna? W warunkach wojennych systemy obronne podlegają błyskawicznej ewolucji. Problemem jest, jak za nią nadążać i jak produkować broń w takiej ilości, by front był dobrze zaopatrzony, a sprzęt nie starzał się w magazynach. Ważne są też wojna o infrastrukturę, sabotaż, wojna hybrydowa oraz wojna informacyjna/kognitywna.

Do tego stabilna przez dekady podstawowa sytuacja międzynarodowa zmienia się z tygodnia na tydzień. Należy nie przegapiać zmian, ale nie działać pochopnie. Ale jak to zrobić? Takie zadanie jest wewnętrznie sprzeczne… Trzeba dobrze uważać, być sprytnym i mieć dużo szczęścia.

Kryteria decyzji

Istotne jest, by podejmowane decyzje były stosowne do dobrze przeanalizowanej własnej sytuacji. Kopiowanie cudzych rozwiązań nie ma sensu. Inne problemy ma peryferyjna Portugalia, inne mają wystawione na migrację z południa Włochy, jeszcze inne podbijana regularnie przez Rosję Polska. Należy na wstępie rozpatrzyć parę podstawowych zagadnień.

Ambicje

Jaka ma być nasza rola?

Położenie

Zasoby, gospodarka

Sąsiedzi

System polityczny

Społeczeństwo

Kilka przykładów

Australia – przyczółek anglosfery obok Chin

Australia to była kolonia brytyjska. Jako część imperium brytyjskiego Australia brała udział w obu wojnach światowych, potem jako sojusznik USA również w wojnie wietnamskiej. Obecnie jednak imperium brytyjskie nie istnieje, a sojusz z USA jest mniej pewny. Australia kulturowo jest jednoznacznie częścią Zachodu, a konkretnie „anglosfery”, czego efektem jest współpraca wywiadowcza w ramach porozumienia Five Eyes (Pięcioro Oczu), obejmującego Australię, Kanadę, Nową Zelandię, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Geograficznie jednak leży w regionie Azji i jej ważnym partnerem handlowym są Chiny. Wymiana dotyczy australijskiego węgla, chińskich studentów i wielu innych dziedzin. Australia stara się więc zachować poprawne stosunki z Chinami. Chce być na tyle silna, by samodzielnie balansować między oboma mocarstwami, posiadając własną, mocną armię. Ma jednak momenty zawahania, czego przykładem jest sprawa okrętów podwodnych, które najpierw zamówiła we Francji, po czym zdecydowała się na amerykańskie okręty z napędem atomowym. Intensywnie współpracując z USA i innymi partnerami, stara się wnosić własną nowoczesną technologię w wybranych dziedzinach.

Australia jest oblanym morzem kontynentem o olbrzymiej powierzchni (7,7 mln km2), długiej linii brzegowej i wciąż nielicznej ludności (28 mln, 3,7 os. na km2). Potencjalnym zagrożeniem są Chiny, które umacniają swoją obecność wojskową na licznych wyspach Pacyfiku. Między Chinami a Australią leży archipelag Indonezji. Indonezja jest dziś ludnym krajem (prawie 300 mln) i dobre jest pytanie, czy chroni Australię, czy raczej jej zagraża. Trzeba uwzględnić, że w Indonezji możliwa jest zmiana orientacji, np. w wyniku zamachu stanu. Celem Australii jest więc ochrona wybrzeża i odparcie ewentualnego desantu, co przy tak długiej linii brzegowej jest trudne i może wymagać działań na wysuniętym przedpolu. Do tego Australia ma ambicje bycia regionalnym dostarczycielem bezpieczeństwa, stąd konieczność patrolowania wielkich akwenów oraz przestrzeni powietrznej.

Singapur – otwartość na wszystkich, zatruta krewetka

Singapur ma strategiczne położenie nad cieśniną Malakka, przez którą przepływają olbrzymie strumienie towarów między Chinami a Zachodem. Jest więc w miejscu atrakcyjnym dla innych, silniejszych graczy. Nie ma zasobów naturalnych ani głębi strategicznej. Traumą jest okupacja japońska (1942–1945). Ludność jest wielokulturowa, w miejskiej kolejce zapowiedzi są podawane po angielsku, chińsku, malajsku, arabsku i tamilsku. Spójność jest wzmacniana przez dobre zarządzanie i zamożność oraz respekt dla wszystkich grup. Singapur stara się być dobrym partnerem dla wszystkich sąsiednich mocarstw, bardziej dla nich atrakcyjnym w stanie nienaruszonym niż podbitym.

Ma jednak nowoczesną armię. W latach 60. i 70. mówiono o strategii „zatrutej krewetki”, polegającej na intensywnych walkach miejskich, by koszt dla agresora był zbyt wysoki. Później mówiono o strategii „jeża” – wysuniętej obronie, zwłaszcza na morzu. Obecnie – co jest oczywiste dla małego, bogatego państwa – Singapur stawia na nowoczesne technologie. Wydaje się jednak, że w przypadku zdecydowanej agresji (np. Chin) lub zmasowanego ataku terrorystycznego czy wojny hybrydowej szanse Singapuru są niewielkie. Dlatego ważne są dyplomacja i poprawne stosunki oparte na rzeczywistych wzajemnie korzystnych interesach.

Izrael – determinacja, technika, światowe lobby

Izrael jest przypadkiem szczególnym. Niewielkie państwo bez głębi strategicznej, które przetrwało we wrogim otoczeniu już prawie 80 lat. Nawet na własnym terytorium ludność jest przemieszana z potencjalnie wrogimi Arabami. Działają organizacje terrorystyczne, a miasta izraelskie są w kilka minut osiągalne dla rakiet. Izrael postawił na politykę silnej ręki, obecnie coraz brutalniejszą. Szansą na złagodzenie sytuacji były „porozumienia Abrahamowe”, mające na celu lepsze relacje biznesowe z cynicznymi arabskimi dyktatorami. Na przeszkodzie stoi jednak „arabska ulica”, zwłaszcza z uwagi na brutalne działania Izraela w Gazie. Niemniej niektóre kraje arabskie utrzymują (dyskretnie) poprawne relacje z Izraelem, ponieważ są skłócone z innymi wrogami Izraela, jak np. z Iranem.

Przed wojną w Gazie wstrząsał Izraelem ostry spór o praworządność i autorytarne rządy, jednak wojna spowodowała skupienie się wokół flagi. Izrael jest mianowicie zagrożony egzystencjalnie i nie może sobie pozwolić na przegranie ani jednej wojny.

Mając tak słabe warunki wyjściowe, Izrael stawia na nowoczesną technikę. Ma doskonałe uczelnie techniczne i świetne kontakty z uniwersytetami amerykańskimi. Znakomicie funkcjonuje przepływ talentów. Zdolni ludzie wyszukiwani są wcześnie i gdy idą do wojska, to nie po to, by się czołgać w piasku i błocie, tylko by na realnych przykładach rozwiązywać problemy cyberbezpieczeństwa. Gdy zakładają firmy, często pracują dalej dla wojska.

Współpracując ściśle z USA, Izraelczycy wymuszają maksymalną niezależność. Potrafią wynegocjować możliwość samodzielnego serwisowania samolotów F-35. Mogą w nich wprowadzać własne modyfikacje i mają ludzi, którzy to potrafią. W ramach szczególnych stosunków z USA mogą liczyć na swoje lobby. Ze strony amerykańskiej motywacja jest pragmatyczna („niezatapialny lotniskowiec”, amerykański przyczółek na Bliskim Wschodzie), a zarazem emocjonalna i ideowa (przedmurze cywilizacji Zachodu, ewangelikalne teorie mesjanistyczne). Mając takie zaplecze, Izrael jest asertywny również wobec Ameryki. Takie działania naprężają wytrzymałość Ameryki, lecz na razie sojusz ten działa. Czując się pewnie, Izrael zachowuje się arogancko wobec niegdysiejszych sojuszników, takich jak Polska. Emocje nie są monetą w polityce, ale nie należy przesadzać. Również brutalne wykorzystywanie przewagi wobec krajów muzułmańskich wywołuje ochotę na rewanż. W ten sposób reakcją na wojnę sześciodniową (1967) była wojna Jom Kipur (1973), w której Izrael był bliski porażki. Na świecie rośnie niechęć do Żydów, a zapewnienie bezpieczeństwa diasporze jest ważnym celem państwa Izrael.

Finlandia – pamięć historyczna, spójne społeczeństwo

Finlandia ma długą granicę z Rosją. Pamięta wojnę zimową (1939–1940), w której Związek Sowiecki zabrał jej 10 proc. terytorium, ale nie udało mu się podbić całego kraju. Podstawą jest spójność społeczeństwa i zaufanie do władzy, która na to zaufanie zasłużyła. Dlatego też funkcjonuje wielka armia oparta na przeszkolonych rezerwistach, gotowych do natychmiastowej akcji. Świetnie rozwinięty jest system obrony cywilnej. Finlandia posiada zaawansowane technicznie rozwiązania w wybranych niszach. Politycznie balansowała przez lata między Wschodem i Zachodem, po rosyjskiej agresji na Ukrainę w przyspieszonym trybie (wraz ze Szwecją) przystąpiła do NATO.

Ta decyzja wydaje się oczywista, chociaż istnieją eurazjanistyczni eksperci, jak Emmanuel Todd, autor książki La défaite de l’Occident („Klęska Zachodu”), który twierdzi, że zagrożenie rosyjskie jest wyimaginowane i służy tylko amerykańskiej dominacji. Podobnie ocenia on Polskę jako wasala USA i podżegacza wojennego. A poza tym Rosja i tak wygra, co się jej należy. Eksperci są, jak widać, różni i mam nadzieję, że Todd się myli.

Indonezja – zakupy w supermarkecie

Indonezja to rozległy archipelag o wielkiej liczbie ludności (285 mln, 4. miejsce w świecie). Ma strategiczne położenie, oddziela Chiny od Australii i od otwartego oceanu. Ma olbrzymie dochody z ropy naftowej, kupuje sporo sprzętu, ale ma sporo niepasujących do siebie elementów uzbrojenia. Jak w supermarkecie – kupuje wszystkiego po trochu. Wynika to z tego, że dyktatorskie władze bardziej są zainteresowane tłumieniem rebelii niż obroną przed zagrożeniami zewnętrznymi.

Turcja – renesans ottomański

Turcja leży na styku stref wpływów, pamięta o imperialnej przeszłości, gdy to ona narzucała stosunki w regionie. Turcja jest członkiem NATO, ale próbuje prowadzić dość samodzielną politykę. Potrafi być asertywna, nawet wobec Rosji. W 2015 r. zestrzeliła na pograniczu z Syrią rosyjski samolot szturmowy Su-24. Mało kto by się na taki krok zdecydował, ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych. Ma rozwinięty przemysł zbrojeniowy, Polska kupuje tureckie bezzałogowce Bayraktar. Turcja rozwija samolot wielozadaniowy V generacji w technologii stealth (KAAN), który ma zastąpić flotę samolotów F-16. Jest budowany we współpracy z wieloma partnerami, jednak finalnie to produkt turecki; potrafi w akcjach bojowych współdziałać w formacji z bezzałogowcami Kizilelma, które pełnią funkcję skrzydłowych (loyal wingman). Ciągłość polityki obronnej w przypadku Turcji zapewnia dyktatura, która w mniejszym stopniu podlega takim zakłóceniom jak wybory. Przykład Finlandii pokazuje, że sprawna demokracja też daje radę.

Przypadek szczególny: Szwajcaria – demokracja w akcji

Szwajcaria jest rzadkim przypadkiem kraju, w którym o ważnych sprawach dyskutuje się otwarcie i rzeczowo. Istotne decyzje i wielkie zakupy poddawane są referendom. Rozsądek podpowiada, o co jest sens pytać. Na pewno obywatele nie powinni decydować o szczegółach technicznych, ale o tym, po co się sprzęt kupuje, dla jakiego typu konfliktu, za ile i na jaki okres, to na pewno.

Pierwsze pytanie dotyczy tego, jakie są realne zagrożenia. Mimo nowej sytuacji – wojna w Europie – panuje przekonanie, że rosyjskie czołgi nie dotrą nad Ren. Ewentualny wróg ma słabą motywację do podboju Szwajcarii, w ostatnich stuleciach nikomu się nie chciało. Atrakcyjne mogą być alpejskie tunele dla zapewnienia transportu w ramach osi Berlin-Rzym, ale te czasy już minęły. Szwajcaria ma inne atuty, choć tajemnica bankowa nie jest już tak ścisła jak kiedyś. Doktryną jest zbrojna neutralność i ochrona własnego terytorium. Całkowicie otoczona przez przyjazne kraje, ma solidny bufor. Dziś oczywiście dla rakiet przestrzeń nie jest przeszkodą, ale nie widzę specjalnej motywacji u innych, by atakować to państwo. Niemniej występuje w Szwajcarii trend do integracji europejskiej, gdyż UE wydaje się tam słodka jak z kolorowych broszurek. Pełne członkostwo jest nie do przejścia z powodu referendów, można jednak zastosować powolną metodę gotowania żaby. Dobrze jest wybierać tematy, które dobrze brzmią i które mało kto rozumie, jak uznanie nadrzędności prawa europejskiego i TSUE jako wyroczni prawnej. Jeżeli chodzi o nastawienie do armii, to mamy pełny zakres, od twardych górali, silnych chłopów po wielkomiejską młodzież woke i LGBT.

Militarnie Szwajcaria podobnie jak wszyscy może być nękana i szantażowana. Dla pewności ma więc armię, a zwłaszcza lotnictwo. Podstawowa jego rola to bycie „policją powietrzną”, czyli patrolowanie przestrzeni powietrznej i ochrona obiektów specjalnych (siedziba ONZ w Genewie) czy imprez międzynarodowych (Forum w Davos, wizyty prezydentów). Dalej jest to intensywne patrolowanie i interweniowanie w przypadku zagrożeń terrorystycznych oraz odpieranie ataków w przypadku konfliktów zbrojnych. Ponieważ obecnie systemy militarne są coraz bardziej powiązane, a europejska przestrzeń powietrzna jest wspólna, wielu uważa, że ze względów praktycznych jakaś współpraca z NATO jest niezbędna. Ostatnio na takie podejście nakłada się wątpliwość, czym jest i będzie NATO i komu można ufać. Suwereniści i tak nie chcą o niczym podobnym słyszeć.

Ponieważ Szwajcarzy wiedzą, że decydują sami o sobie, swoim bezpieczeństwie i swoich pieniądzach, wykazują się sporą dozą realizmu. Istotne jest, by pogodzić demokrację z deep state, które patrzy długoterminowo i rzeczywiście wie więcej, zwłaszcza że pewne szczegóły objęte są tajemnicą wojskową. Niemniej militarne deep state nie może zostać pozostawione samo sobie, bez kontroli społecznej, bo wojskowi chcieliby mieć wszystkie ładne rzeczy, jakie mają inni. Do tego potrzebne jest świadome społeczeństwo obywatelskie, ale prawdziwe, nie opłacane z zewnątrz NGO.

Zachwalam rozsądek Szwajcarów, ale emocje też odgrywają rolę. Lewica tradycyjnie nie lubi armii, a prawica jak najbardziej ją lubi. Lewica zarzuca prawicy, że wykorzystuje napięcia międzynarodowe do przepchnięcia wydatków na zbrojenia. Od 1982 r. istnieje Grupa na rzecz Szwajcarii bez armii (Gruppe für eine Schweiz ohne Armee), zawiązana w restauracji „Kreuz” w Solurze. W roku 1989 zorganizowała ona referendum w sprawie rozwiązania armii. Przy wysokiej frekwencji 69 proc. propozycja została odrzucona, uzyskała jednak 36 proc. głosów. Referendów na te tematy było sporo, ostatnie, w 2020 r., dotyczyło zakupu nowych samolotów bojowych (bez precyzowania typu). Zakup poparła minimalna większość (50,1 proc. głosujących, kantony 16:7). Wynik jak wynik, idzie w świat. W Szwajcarii publikowane są obszerne dane (w tym materiały informacyjne) o każdym referendum, a rocznie są cztery terminy głosowania. Widzimy, że w prasie 90 proc. inseratów było „za”. Na plakatach „przeciw” był ponury, czarny, drogi samolot i ostre „NEIN / NON / NO!”. Plakaty „za” przedstawiały w wiosennych barwach wesołych pilotów, techników i policjantów płci obojga z tekstem „W każdej sytuacji odpowiednia ochrona”. Wpływ na wynik mogła mieć epidemia COVID-19, a nawet to, że szefową departamentu obrony była kobieta. Nie podważam wyniku, chcę tylko pokazać, jak subtelną rzeczą jest demokratyczny wynik i od jak wielu czynników zależy.

Wybrany został samolot F-35, jako najnowocześniejszy i przyszłościowy. Nie jest pewne, czy taki samolot jest faktycznie Szwajcarii potrzebny. Siły powietrzne krajów NATO są ze sobą integrowane – czy samolot działający w powiązanym systemie odpowiada szwajcarskiej strategii samodzielności militarnej? Czy technologia niskiej widoczności (stealth) jest niezbędna? Jest ona potrzebna przy dalekich atakach nad terytorium wroga, a szwajcarska armia ma zadania defensywne. Mówi się o atakowaniu w razie potrzeby celów poza granicami, nie precyzując, co się właściwie ma na myśli. Wiele jest problemów praktycznych. Obiecana „stała cena” 6 miliardów franków nie zostanie dotrzymana, potrzebny jest jeszcze przynajmniej miliard. Może to oznaczać mniej samolotów i/lub skromniejsze uzbrojenie. Ważnym problemem jest całkowita zależność od USA, jeżeli chodzi o części zamienne, serwis, aktualizację oprogramowania i przesyłanie danych do Ameryki. Oznacza to ścisłe związanie de facto z USA i NATO z pominięciem dyskusji na ten temat. Ciągle pojawia się pytanie, czy samolot nie ma tajnego „kill switch”, który mógłby go unieruchomić lub ograniczyć jego funkcje. Nie wiemy o tym, ale taka jest natura rzeczy tajnych, że o nich nie wiemy.

Co do źródeł, wpadły mi w ręce książki sceptyka, parlamentarzysty z partii socjalistycznej, mocno promowane w przestrzeni publicznej. Są obszerne i sprawiają solidne wrażenie. Nie chcę tu sugerować, że wybór F-35 był błędny. Może po prostu w Szwajcarii widać więcej problemów, bo dyskusja jest bardzo otwarta. Dyskusja jest też rzeczowa. Słuchałem referatu aktualnego szefa departamentu, mówił o zamówieniach, amunicji i podobnych problemach – ani razu nie wspomniał o opozycji. Której zresztą nie ma, ponieważ w skład 7-osobowego Bundesratu wchodzą wszystkie liczące się partie. Dokładnie mówiąc, „prawicowo-populistyczna” partia SVP krytykowana jest podobnie jak PiS, ale zasiada w rządzie razem z liberałami i socjalistami. Nie potrzeba Rady Gabinetowej, by w pełnym gronie omówić problemy. Helwetyzacja Europy byłaby dobrym pomysłem.

A Polska – SAFE or not safe?

Dla Polski kierunek po przemianach roku 1989 był oczywisty – Unia Europejska i NATO, jak najdalej od bloku sowieckiego. Co ciekawe, zachodni realiści, myślący w kategoriach gry mocarstw, mówili: „NATO dokonało ekspansji na wschód” – i takie drażnienie rosyjskiego niedźwiedzia jest ryzykowne. Polacy raczej mówili: „Polska dołączyła do Zachodu” – i jest to ukoronowaniem olbrzymiego wysiłku wielu pokoleń, korektą Jałty. Zwracam uwagę na inny podmiot w obu zdaniach. Nie ktoś nas przesunął, tylko to my wybraliśmy.

Mimo rozmaitych turbulencji (tarcza antyrakietowa!) i obcych wpływów generalny kurs prowadził na Zachód. Przystąpienie zarówno do NATO, jak i do UE dokonało się za postkomunistycznych rządów (Kwaśniewski, Miller). W ostatnich latach Polska intensyfikowała współpracę z USA i NATO, a korzystając z dobrej koniunktury gospodarczej, dokonała wielu zakupów nowoczesnej broni. Kupowano zwłaszcza w USA i w Korei, jako że te systemy były najbardziej zaawansowane technicznie i dostępne w rzeczywistości, a nie na papierze.

Obecnie gorącym tematem staje się program skoordynowanych zakupów broni w ramach Unii Europejskiej – Security Action for Europe (SAFE). Ma być oparty na wspólnym kredycie, podobnie jak KPO, o którym wolelibyśmy zapomnieć. Kredyt jest tak długoterminowy, że nie wiadomo, jak będzie wtedy wyglądać Unia i czy w ogóle będzie istnieć. No i oczywiście czy Rosjanie za chwilę nie powiedzą „Sprawdzam!”. Kredyt jest wspólny, pod kontrolą Brukseli. Ma być obwarowany klauzulą praworządności, czyli wszyscy płacą, a grzeczni dostają. Może to mieć krytyczne znaczenie podczas wyborów 2027 – cukierek albo psikus. Odgórna kontrola wymusi to, że zakup będzie bardziej dostosowany do potrzeb przemysłu niemieckiego i francuskiego niż do strategii wojskowej. Obiecuje się, że wiele z tych środków zostanie w Polsce, ale chciałbym to zobaczyć.

W polskich mediach widzę tylko tyle, że będzie to panaceum na nasze troski, że „Polska stanie się bezpieczniejsza”, że „popłyną miliardy z Brukseli”. Coś tam zbudują, sypną groszem, będą miejsca pracy. Wiem, że to polityczna propaganda, ale co jest za tym? Polska potrzebuje najbardziej nie miejsc pracy, lecz działających systemów obronnych na najwyższym poziomie. Polska obecnie ma wiele systemów z USA i Korei. Czy będą wspierane i rozwijane? Kto zadba o kompatybilność z nowymi zakupami? To są wielkie i skomplikowane projekty. Kto to ma zrobić? Niemcy mają na koncie serię projektów informatycznych i infrastrukturalnych, które ugrzęzły w piachu. Volkswagen po ambitnych planach i milionowych stratach (firma CARIAD), używa jako bazy softwarowej China Electric Architecture (CEA) firmy Xpeng. Niemcy tylko dopasowują dialog z użytkownikiem. Wątpliwości dotyczą więc też faktycznej wartości bojowej niemieckiego sprzętu opartego na wysokich technologiach.

Precyzyjne specyfikacje systemów obronnych nie są jawne. Zostaniemy z amerykańskimi traktowanymi po macoszemu i europejskimi na papierze, dostarczanymi w homeopatycznych ilościach. Przy zepsuciu stosunków z USA, do czego dąży rząd, serwis systemów amerykańskich może być zagrożony. Nie należy zakładać, że w przypadku produktów europejskich nie wystąpią takie same problemy. Do tego jest w tym za dużo biurokracji. Urzędowo zatwierdzony plan zakupów na dekady to myślenie XIX-wieczne. Dzisiejsze systemy obronne ewoluują o wiele szybciej, a w warunkach bojowych istotne są miesiące i tygodnie. Program nieuwzględniający ciągłych zmian jest dobry dla urzędników i ich sprawozdawczości. Do tego w obecnej Polsce każda energiczna decyzja jest zagrożona komisją śledczą i listami gończymi w całej Europie.

Pamiętajmy, że za kilka lat w Niemczech może rządzić AfD. To może sporo zmienić w stosunkach Niemiec z Unią, ale w stosunkach z Rosją niekoniecznie. Taka SPD (Schröder!) ma intensywne powiązania z Rosją, przemysł tęskni za otwarciem Nord Stream, a nawet proamerykański (?) kanclerz Merz głosi, że Rosja to „największy sąsiad Niemiec na wschodzie”. W interesie Niemiec może być nie tyle siła Polski, lecz raczej jej powstrzymanie przed samodzielnością i zadbanie, by była spolegliwa wobec przyjaznych stosunków Niemiec i Rosji. Skojarzenia narzucają się same. A kosztowna armia, podobnie jak świetna armia Czechosłowacji w 1938 r., przepadnie i zostanie zagospodarowana przez kogoś innego.

W aspekcie finansowym Bruksela nie potrafiła się powstrzymać od dodania „klauzuli praworządności”. W przypadku KPO zastosowano ją do politycznego szantażu: najpierw ostrożnie, potem z pełną mocą. Wypłata funduszy została katastrofalnie opóźniona, w końcu wydawano szybko na byle co. W praktyce oznacza to, że zależnie od uznania centrali, fundusze mogą być wstrzymane w każdej chwili, co w sprawach obronności oznacza sabotaż w interesie naszych wrogów. W rzeczywistości nie są to zresztą żadne „brukselskie” pieniądze, lecz polskie, które ktoś inny pozwala nam wydać (albo i nie), a do tego chce decydować, na co.

Jeżeli chodzi o „solidarność europejską”, widzieliśmy dość przykładów. Przez osiem lat Polska była szykanowana na każdym kroku. Dynamiczna polska gospodarka, motor Unii, była tłamszona dla zapewnienia niemieckiej hegemonii. Interes niemiecki był ważniejszy od interesu wspólnoty. Podobne zachowania znają też Francuzi (energia atomowa) i prawdopodobnie inne kraje. Po zmianie władzy w 2023 r. można się było spodziewać przyjaznych gestów wobec Polski, żeby uwiarygodnić nowy rząd wobec całego społeczeństwa. Nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie. Nawet proeuropejskiemu rządowi pokazano jego miejsce w szeregu. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Unia również w sprawie pakietu klimatycznego pokazała, że się niczego nie uczy. Gospodarki europejskie (w tym niemiecka może najbardziej) jęczą pod ciężarem obciążeń związanych z „ochroną klimatu”. Tymczasem cele mają zostać jeszcze zaostrzone. Sytuacja jest napięta, a eurokraci usadowieni wygodnie w fotelach planują świetlaną przyszłość. Zdecydowane działanie, a nawet brutalność Amerykanów mogą razić, ale wakacje się skończyły.

Oczywiście krytycy są miażdżeni demagogiczną, choć chwytliwą kampanią: nie chcecie pieniędzy, miejsc pracy, bezpiecznej Polski? Toście agenci Putina. Połowa społeczeństwa to kupuje, bo drugiej połowy nie cierpi. Dopóki Rosjanie nie stoją na linii Wisły, dyskusja przebiega po liniach partyjnych, a i potem niekoniecznie będzie lepiej. Plan Biezmienowa wobec społeczeństwa polskiego okazał się dość skuteczny. Ale niech żywi nie tracą nadziei… podobnie już było kilka razy. Kto ma sprawną głowę, niech myśli i wymienia się myślami z innymi. Ale czasu jest mało.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Przedruk za zgodą redakcji.

Literatura
Tim Sweijs, Saskia van Genugten i Frans Osinga „Defence Planning for Small and Middle Powers”, 2025
Pierre-Alain Fridez „Le choix du F-35: Erreur grossière ou scandale d’État?”, 2022
Pierre-Alain Fridez „Pourquoi les chars russes n’envahiront pas la Suisse”, 2024
Pierre-Alain Fridez „F-35 Absturz mit Ansage”, 2025

Zdjęcie autora: Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się