Jeden kandydat przeciw Marine Le Pen. Plan François Bayrou
François Bayrou chce doprowadzić do otwartego głosowania, w którym szerokie francuskie centrum wyłoni jednego uczestnika wyborów prezydenckich w 2027 r. Projekt przewodniczącego MoDem ma powstrzymać rozdrobnienie umiarkowanych elektoratów i utrudnić powstanie drugiej tury z udziałem wyłącznie Marine Le Pen oraz Jeana-Luca Mélenchona.
Francuska kampania prezydencka rozwija się obecnie z różną prędkością po obu stronach politycznego sporu. Marine Le Pen dysponuje ustabilizowanym zapleczem, rozpoznawalnym programem i bardzo wysokimi notowaniami, podczas gdy środowiska związane z centrum nadal spierają się o to, kto powinien reprezentować je po zakończeniu prezydentury Emmanuela Macrona. Édouard Philippe ma sondażową przewagę w tej części sceny, Gabriel Attal zwiększa aktywność, a kolejni politycy sprawdzają możliwość startu bez podejmowania ostatecznych decyzji.
François Bayrou uważa, że pozostawienie tej rywalizacji własnemu biegowi może zakończyć się porażką wszystkich umiarkowanych kandydatów. W wywiadzie udzielonym „Le Figaro” zaproponował procedurę, która poprzedziłaby właściwe wybory i ograniczyła liczbę pretendentów odwołujących się do podobnych grup wyborców. Zamiast kilku konkurencyjnych kampanii miałaby powstać jedna kandydatura wyposażona w mandat pochodzący z szerokiego, publicznego głosowania.
Prawybory od socjaldemokratów do gaullistów
Bayrou zakłada, że krąg uczestników nie może ograniczać się do partii tworzących dotychczasowe zaplecze Macrona. Do wspólnej procedury mieliby zostać zaproszeni przedstawiciele socjaldemokratycznej lewicy, centrum oraz tej części prawicy, która nie zamierza współpracować ze Zjednoczeniem Narodowym. Tak skonstruowane pole sięgałoby od umiarkowanego skrzydła Partii Socjalistycznej aż po polityków odwołujących się do tradycji gaullistowskiej.
Pierwszy etap nastąpiłby po wakacjach, kiedy wszyscy zainteresowani Pałacem Elizejskim mieliby publicznie potwierdzić swoje aspiracje. Jesień oraz początek zimy zostałyby przeznaczone na prezentowanie projektów, konfrontowanie doświadczeń i sprawdzanie zdolności do mobilizowania wyborców. Ostateczne rozstrzygnięcie nastąpiłoby pod koniec stycznia lub w pierwszych dniach lutego, a więc około dwóch miesięcy przed kulminacyjną częścią kampanii.
Według Bayrou tak późny termin nie stanowi przeszkody, ponieważ francuskie wybory często rozstrzygają się dopiero w końcowych tygodniach. Ważniejsze byłoby uzyskanie świeżej dynamiki oraz wrażenia rzeczywistego otwarcia sceny, której nie zapewniłaby nominacja uzgodniona przez kierownictwa kilku partii. Zwycięzca prawyborów musiałby następnie otrzymać poparcie konkurentów i przejąć znaczną część ich organizacyjnego zaplecza.
Édouard Philippe nie otrzymuje pierwszeństwa
Propozycja uderza przede wszystkim w pozycję Édouarda Philippe’a, choć Bayrou nie atakuje go bezpośrednio. Były premier i mer Hawru od dawna przygotowuje się do startu, pozostaje też najczęściej wskazywanym reprezentantem umiarkowanego obozu. Przewodniczący MoDem odrzuca jednak założenie, że najlepszy wynik w sondażach wewnętrznej rywalizacji powinien automatycznie przesądzić o nominacji.
Wątpliwość Bayrou dotyczy zdolności Philippe’a do ucieleśnienia nowego początku. Po dziesięciu latach rządów Emmanuela Macrona wyborcy mogą oczekiwać zmiany wykraczającej poza korektę stylu, personalną wymianę na szczycie i nowe opakowanie dotychczasowej polityki. Kandydat przedstawiany jako naturalny sukcesor musiałby zatem udowodnić, że nie jest jedynie bezpieczniejszym administratorem kończącej się epoki.
Podobne pytanie dotyczy Gabriela Attala, Bruna Le Maire’a, Élisabeth Borne, Yaël Braun-Pivet i Sébastiena Lecornu. Wszystkie te osoby zdobyły pozycję dzięki obozowi prezydenckiemu albo sprawowaniu najważniejszych funkcji państwowych podczas kadencji Macrona. Ich doświadczenie może być atutem, ale w wyborach organizowanych wokół hasła odnowy równie łatwo może zostać potraktowane jako obciążenie.
Thierry Breton otrzymuje szczególną rekomendację
Najwyraźniejszą sympatię Bayrou widać w sposobie, w jaki mówi o Thierrym Bretonie. Były komisarz europejski i minister gospodarki zostaje przedstawiony jako kandydat łączący praktykę kierowania dużymi przedsiębiorstwami, znajomość technologii oraz doświadczenie zdobyte w instytucjach europejskich. Jednocześnie nie należał on bezpośrednio do ostatniej ekipy rządzącej w Paryżu, co pozwalałoby częściowo oddzielić jego kampanię od bilansu macronizmu.
Breton nie jest jednak politykiem posiadającym gotową machinę wyborczą. Brakuje mu silnej partii, sieci lokalnych struktur oraz potwierdzonego w badaniach poparcia, które pozwalałoby już teraz uznać go za realnego finalistę. Właśnie dlatego prawybory byłyby dla niego szczególnie korzystne: zapewniłyby rozpoznawalność, możliwość konfrontacji z bardziej znanymi rywalami i szansę zdobycia politycznej legitymacji w krótkim czasie.
Bayrou wymienia przy tym znacznie więcej nazwisk, od Bernarda Cazeneuve’a, François Hollande’a i Jeana Castexa po Michela Barniera, Xaviera Bertranda, François Baroina, Jeana-Louisa Borloo oraz Bruna Retailleau. Szerokość tej listy ma przekonać opinię publiczną, że rezultat nie został wcześniej ustalony. Zarazem szczegółowość argumentów przedstawianych na rzecz Bretona pokazuje, kogo przewodniczący MoDem najchętniej zobaczyłby w początkowej stawce.
Wspólna granica wobec RN i LFI
Uczestnictwo w projektowanych prawyborach wymagałoby przyjęcia politycznego zobowiązania. Każdy pretendent powinien wykluczyć przyszłe układy zarówno z Rassemblement National, jak i z La France insoumise. Dla Bayrou dopiero takie podwójne odcięcie tworzy przestrzeń pozwalającą połączyć umiarkowaną lewicę, centrum oraz republikańską prawicę.
Warunek ten byłby szczególnie trudny dla kandydatów pochodzących z obu stron projektowanego porozumienia. François Hollande musiałby jednoznacznie określić stosunek do współdziałania lewicy z ugrupowaniem Mélenchona, natomiast Bruno Retailleau wykluczyć zbliżenie z partią Marine Le Pen. Spór o te dwie granice mógłby rozbić inicjatywę jeszcze przed ustaleniem regulaminu głosowania.
Problemem pozostaje również brak instytucji zdolnej narzucić wspólne reguły. Philippe oraz Attal prowadzą własne przedsięwzięcia i mogą uznać, że udział w prawyborach tworzy więcej zagrożeń niż korzyści. Socjaliści i Republikanie musieliby natomiast zgodzić się na procedurę, w której o losach ich przedstawicieli współdecydowaliby wyborcy należący do innych tradycji politycznych.
Selekcja przed właściwą pierwszą turą
Za propozycją Bayrou stoi logika francuskiej ordynacji. Do finału przechodzi tylko dwoje najlepiej notowanych uczestników, dlatego nadmiar kandydatur zabiegających o zbliżony elektorat może pozbawić cały obóz obecności w drugiej turze. Szerokie prawybory miałyby wykonać pracę selekcyjną przed kwietniem i skierować głosy umiarkowanych wyborców ku jednej osobie.
Taki scenariusz stał się pilniejszy wraz z umocnieniem Marine Le Pen. Liderka RN nie walczy już tylko o pierwsze miejsce w otwierającym głosowaniu, lecz coraz częściej jest traktowana jako polityk zdolny zwyciężyć również w bezpośrednim starciu finałowym. Dawny mechanizm automatycznego jednoczenia się pozostałych elektoratów przeciwko kandydatowi narodowej prawicy wyraźnie osłabł.
Plan Bayrou pozostaje na razie politycznym apelem, a nie uzgodnioną procedurą. Jego realizacja zależy od decyzji ludzi, którzy musieliby zrezygnować z części własnych ambicji i zaakceptować możliwość przegranej jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wyborów. Inicjatywa pokazuje jednak, że najważniejszym problemem centrum nie jest obecnie brak potencjalnych kandydatów, lecz nadmiar nazwisk i niezdolność do podporządkowania ich jednej strategii.
Jeżeli porozumienie nie powstanie, umiarkowana część sceny może wejść w kampanię podzielona pomiędzy kilka konkurencyjnych projektów. Jeżeli natomiast prawybory zostaną zorganizowane, staną się ryzykownym eksperymentem obejmującym środowiska, które od lat walczą ze sobą o tych samych wyborców. François Bayrou proponuje więc nie gotowego przeciwnika dla Marine Le Pen, ale polityczny filtr mający wyłonić go, zanim zrobi to pierwsza tura wyborów prezydenckich.
Arkadiusz Jordan
