Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek wicemistrzami olimpijskimi
Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek wicemistrzami olimpijskimi. Biało-Czerwoni wykorzystali trzy szanse medalowe czego nikt przed Olimpiadą się nie spodziewał.
Na naszych oczach dzieje się historia – w dzień, który kojarzy nam się z powiedzeniem z filmu „Nie lubię poniedziałku” nasi skoczkowie wlali w serca wielu Polaków masę pozytywnej energii. Ku rozpaczy Niemców i Japończyków, którzy liczyli na dokończenie 3 serii skoków w duetach Polacy kończą ten konkurs w wyśmienitych nastrojach ze srebrem na szyi.
Przed igrzyskami trener Maciej Maciusiak poddany był ogromnej presji. Mówił, że wierzy w medal. Co by nie mówić nasza kadra wyglądała słabo na tle rywali i potencjalne szanse były upatrywane głównie na skoczni normalnej. To z czym wyjeżdża nasza kadra z igrzysk jest czymś fenomenalnym – wynikiem, o którym będziemy pamiętać przez lata.
19-letni Kacper Tomasiak wyjeżdża z olimpiady z trzema medalami olimpijskimi jako pierwszy mężczyzna, który w historii polskiego sportu zdobył trzy medale na jednych zawodach olimpijskich. Dołącza tym samym do grona trzech polskich sportsmenek: Ireny Szewińskiej, Justyny Kowalczyk i Otylii Jędrzejczak, które jako jedyne dokonały takiego osiągnięcia w zdobyciu trzech krążków olimpijskich na jednej imprezie tej rangi.
Wróćmy do naszych skoczków. Kacper Tomasiak na dużej skoczni udowodnił, że potrafi zawalczyć i ma psychikę ze stali mimo młodego wieku. Ponownie w zawodach Norweg Sundal nie dał rady i po tych igrzyskach chyba będzie wspominał, że był taki gość z Polski (Kacper), który dwa razy zabrał mu medale igrzysk sprzed nosa – na osłodę Norweg zdobył dwa medale w drużynie mieszanej i w duetach.
Kacper zdobył medal znakomitymi skokami i udowodnił, że medal na skoczni normalnej to nie był jednorazowy wystrzał formy. Wygrał niesamowity Domen Prevc przed Renem Nikaido i trzeba przyznać, że to głównie między tymi zawodnikami toczyła się walka o złoto, gdyż ich przewaga po pierwszej serii była duża nad pozostałymi rywalami. W finałowej próbie Ren nie wytrzymał presji i musiał uznać wyższość Domena. Do tego obrazu przyzwyczaiły nas zawody Pucharu Świata, gdzie w ostatnim okresie też między tymi panami głównie toczy się walka – choć w niej to Słoweniec jest zdecydowanie w niej górą.
Na koniec rywalizacji w skokach oglądaliśmy konkurs duetów. Tym razem już z rozbudzonymi przez Kacpra nadziejami medalowymi choć pretendentów do krążków z cennego kruszcu było kilku: Japonia, Norwegia, Słowenia, Polska, Austria, Niemcy. Wielu zapewne zastanawiało się czy kolega Kacpra Paweł Wąsek podoła oczekiwaniom? Jego skoki na dużej skoczni w zawodach indywidualnych dawały jednak nadzieję.
Pierwsza seria podniosła ciśnienie w wielu polskich domach, bo Paweł Wąsek – tak ten Paweł, w którego tak wielu wątpiło i kwestionowało zasadność tego powołania olimpijskiego skoczył 133,5 metra przy sporej rekompensacie za niesprzyjające warunki atmosferyczne. Rywale skoczyli też dobrze – Słoweńcy nadspodziewanie dobrze za sprawą Anže Laniška a Austriacy fenomenalnie za sprawą Jana Herla, który nazywany mistrzem treningów często nie potwierdzał tego w decydujących momentach – tym razem sympatyczny Austriak skoczył najlepiej i wyprowadził Austrię na zdecydowane prowadzenie.
W swojej próbie Kacper odpalił rakiety i skoczył 135,5 metra, niestety rywale skoczyli też daleko i to Austriacy i Słoweńcy odskoczyli nam na kilka punktów – za nami było tłoczno, naciskali Niemcy, Japończycy, Norwegowie i Szwajcarzy.
Druga seria zapowiadała się więc pasjonująco. Polacy zajmowali trzecią lokatę. W swojej próbie Paweł skoczył 129,5 metra i wydawało się, że za krótko i że będzie trudno utrzymać wysoką pozycję – nic bardziej mylnego – rywale skoczyli nie nadzwyczajnie i to potwierdziło, że Skok Pawła nie był wcale taki zły – Paweł w swojej serii osiągnął trzeci rezultat.
Przyszła kolej na Kacpra a ten chyba przy poprzednim skoku zostawił sobie jakiś znacznik na zeskoku, bo w drugiej serii skoczył dokładnie tyle samo 135,5 metra przy mniej sprzyjających warunkach.
Czekaliśmy co zrobią rywale, którzy teraz byli pod presją. Tradycyjnie Kristoffer Eriksen Sundal nie dał rady, Ryōyū Kobayashi skoczył za krótko podobnie jak Domen Prevc, który nieco zaskoczył krótszym skokiem w tej serii, za to Austriacy potwierdzili dominację tego dnia bardzo dobrym skokiem Stephana Embachera.
Po tej serii Polska była na drugie miejsce z przewaga prawie 10 pkt nad trzecią ekipą z Norwegii. W studiu Piotr Żyła dolał oliwy do ognia mówiąc, że jak po pierwszej serii byliśmy na trzecim, po drugiej serii na drugim miejscu to po trzecim będziemy na …..?
Czekaliśmy więc z zapartym tchem na trzecią serię, która zapowiadała się niezwykle emocjonująco.
W swojej próbie Paweł nie skoczył najlepiej, bo tylko 129 m, przy lepszych próbach rywali co sprawiło, że spadliśmy tymczasowo na czwartą lokatę. Wszystko było więc w rękach i nogach Kacpra.
Jakże zmieniły się jednak warunki w ostatniej serii zawodów? Zawodnicy startujący na początku serii mieli bardzo dobre warunki, gdyż wiatr wiał im pod narty przez co Ren Nikaido oddał fenomenalny skok na 138 metrów i wyprowadził Japonię na prowadzenie. Gdy na belce usiadł Niemiec Philipp Raimund i oddał bardzo dobry skok na 136 metrów sytuacja zaczęła się komplikować – trener Słoweńców postanowił zaryzykować i na jego prośbę belka została obniżona aż o trzy stopnie (przypomniały mi się Mistrzostwa Świata w lotach, gdy Domenowi podobnie obniżano rozbieg nawet o cztery stopnie a on i tak przeskakiwał skocznię – za samo obniżenie miał Domen otrzymał premię w postaci 16 pkt – musiał jednak skoczyć ponad 130 m). Domen ruszył i skoczył zaledwie 120 metrów nie dając złudzeń co do powrotu Słoweńców do strefy medalowej.
Od tego mementu na skoczni rozpętała się zawierucha – śnieg sypał tak gęsty, że tory były zasypywane i mimo żmudnej pracy ekip porządkowych z dmuchawami trudno było zachować równe warunki dla skoków.
W tych ekstremalnych warunkach puszczono Kacpra, który nie dał rady i skoczył „tylko” 124 metrów. Mina polskiego trenera była nietęga a i w polskich domach niedowierzanie – jak to – dlaczego go puścili w takich warunkach? Przy prędkości mniejszej o 3 km/h od Niemca Kacper nie miał żadnych szans zbliżyć się do wyniku Niemca a co dopiero do Japończyka.
Po skoku 19-latka konkurs przerwano. Polacy rozpaczali, Niemcy i Japończycy byli pełni nadziei medalowych. Sytuacja była trudna – wszyscy w napięciu czekali na decyzję sędziów.
Nagle kamery zaczęły pokazywać cieszącego się Janka Herla i skaczącego z radości Pawła Wąska – sędziowie podjęli decyzję, że wyniki 2 serii będą wynikami końcowymi. Wygrali zasłużenie Austriacy, którzy mieli dużą przewagę nad drugą Polską i nad Norwegią, która o 0,3 pkt wyprzedziła Niemcy zajmując trzecie miejsce.
Choć często narzekam na sędziowanie podczas zawodów w skokach w Pucharze Świata to tym razem jury podjęło dobrą decyzję. Być może dobrą byłoby powtórzenie 3 serii od początku po ustaniu opadów śniegu, ale tego nikt nie wiedział a oczekiwanie ok. 15-20 minut chyba nie posłużyłoby zawodom tej rangi. W końcu to konkurs, w którym raz na cztery lata zawodnicy rywalizują – powinni więc mieć porównywalne warunki choć wiemy, że w tej dyscyplinie często aura rozdaje karty szczęścia dla jednych i łzy rozpaczy dla drugich.
Niemieccy kibice zaczęli buczeć a my cieszyliśmy się jak dzieci. Po zawodach włoski sędzia Sando Pertile wyjaśnił, że trzy serie nie były możliwe. Włoski działacz FIS tłumaczył, że dla jury była to sytuacja graniczna. „To nie była łatwa sytuacja. Trzeba zrozumieć, że przy takiej zmianie pogody i jeszcze podczas igrzysk olimpijskich nie jest łatwo dla nikogo. Ostatecznie mieliśmy dwie fantastyczne rundy. Zwykle i tak skaczemy dwie serie. Oczywiście szkoda kończyć zawody w taki sposób, ale pamiętajmy – są tylko trzy miejsca medalowe. Rozmawiałem z innymi zawodnikami przy wyjściu i wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie da się utrzymać sprawiedliwych warunków na rozbiegu dla wszystkich. Wolę anulować rundę niż dopuścić do niesprawiedliwej sytuacji dla zawodników”.
Tak oto nasz super duet Paweł i Kacper zdobył drugie miejsce. Polacy zostali wicemistrzami olimpijskimi.
Czapki z głów panowie – dokonaliście niebywałych rzeczy na włoskich skoczniach w Predazzo. W sezonie, w którym żaden polski skoczek nie stanął na podium w Pucharze świata, Polska przywozi trzy medale z trzech konkursów olimpijskich a Kacper na trwałe wpisuje się w annały polskiego sportu. Jako czwarty zawodnik zdobywający trzy medale olimpijskie na jednej olimpiadzie – dołącza do trzech wielkich mistrzyń polskiego sportu.
Jarosław Ślubowski
