Kim była matka Kim Dzong Una? To jedna z największych tajemnic Korei Północnej
W Korei Północnej pochodzenie władcy to część ideologii państwa. To dlatego biografia matki Kim Dzong Una od lat pozostaje jednym z najbardziej niewygodnych tematów dla reżimu. Ko Yong Hui nie pasowała do mitu dynastii Kimów, opartego na „krwi z góry Pektu”, czyli rzekomo świętej i rewolucyjnej linii rodowej.
Korea Północna od 1948 roku jest państwem jednej rodziny. Komunistycznym państwem rządził najpierw Kim Ir Sen, potem jego syn Kim Dzong Il, a następnie wnuk Kim Dzong Un. Korea Północna jest tym samym jednym z najbardziej niezwykłych reżimów współczesnego świata, bo łączy język komunizmu, kult wodza i logikę niemal monarchicznego dziedziczenia. Sukcesja nie wynika tam z wyborów, konkurencji elit ani nawet z czysto wojskowego przewrotu. Władza ma być przekazywana w obrębie rodu, który propaganda przedstawia jako historycznie wyjątkowy i niemal predestynowany do rządzenia.
Ten model nie był od początku całkowicie oczywisty. Kim Ir Sen budował państwo jako przywódca rewolucyjny, oparty na micie walki z Japonią i osobistym kulcie jednostki. Z czasem jednak system coraz wyraźniej przesuwał się w stronę dziedziczności. Szczególnie ważne było tu stworzenie przekonania, że rodzina Kimów nie jest zwykłą elitą polityczną, ale czymś w rodzaju świętej linii przywódczej. Propaganda zaczęła przedstawiać ją jako centrum narodu, rewolucji i samej państwowości. W takim układzie lojalność wobec państwa, lojalność wobec partii i lojalność wobec rodu Kimów zostały praktycznie zlane w jedno.
Propaganda KRLD od dekad buduje obraz rodziny Kimów jako rodu wyjątkowego, niemal mitycznego. Góra Pektu zajmuje w tej opowieści miejsce szczególne, bo ma łączyć dynastię z początkiem narodu koreańskiego i z legendą antyjapońskiej walki Kim Ir Sena (pierwszego przywódcy komunistycznej Korei). W takim systemie pochodzenie matki obecnego przywódcy staje się politycznie niebezpieczne, jeśli nie daje się łatwo wpasować w oficjalną narrację.
Ko Yong Hui urodziła się w Osace w 1952 roku, w rodzinie koreańskiej diaspory w Japonii. Jej bliscy należeli do środowiska zainichi, czyli etnicznych Koreańczyków żyjących w Japonii po okresie kolonialnym. Jako dziecko wyjechała z rodziną do Korei Północnej w ramach programu przesiedleń. Dla reżimu takie pochodzenie nie było wygodne. Osoby związane z Japonią często budziły podejrzliwość i nie pasowały do obrazu dynastii o rzekomo czystej, rewolucyjnej genealogii. Mimo tego Ko Yong Hui weszła do ścisłego otoczenia Kim Dzong Ila, i z czasem stała się jego najważniejszą partnerką i matką trojga dzieci, w tym Kim Dzong Una i Kim Jo Dzong. Formalnie jednak nigdy nie zajęła miejsca, które propaganda mogłaby bezpiecznie wynieść do rangi pełnoprawnego filaru dynastii.
Ko Yong Hui była więc wystarczająco ważna, by odegrać dużą rolę w życiu rodziny rządzącej, ale zarazem zbyt kłopotliwa, by uczynić z niej postać centralną w oficjalnym micie państwa. Publicznie pojawiała się rzadko, zwykle nie wprost, a po śmierci w 2004 roku została niemal całkowicie przemilczana przez północnokoreańskie media.
To rzuca też inne światło na samą sukcesję. Kim Dzong Un nie był pierwszym synem Kim Dzong Ila. Miał starszego przyrodniego brata, Kim Dzong Nama, który przez pewien czas wydawał się naturalnym kandydatem do przejęcia władzy, ale później wypadł z gry. Był też starszy brat Kim Dzong Una, Kim Dzong Chol, który również nie został wybrany. Ostatecznie władzę przejął właśnie Kim Dzong Un, choć jego pochodzenie po stronie matki nie dawało reżimowi wygodnej legendy.
Tajemnica matki Kim Dzong Una ma więc większe znaczenie niż rodzinny szczegół. Uderza w najczulszy punkt północnokoreańskiego systemu, czyli mit dziedzicznym prawie do rządzenia. Dynastia Kimów od trzech pokoleń przedstawia się jako ród historycznie uprzywilejowany i wyjątkowy. Biografia Ko Yong Hui ten obraz komplikuje. Nie da się jej łatwo wpisać w sakralizowaną opowieść o „krwi Pektu”.
Maciej Bzura
