Koreańskie seriale wywołały wściekłość Pekinu. Dlaczego?
Dramaty produkowane w Korei Południowej (tzw. k-dramy) są od dziesięcioleci jednym z najważniejszych towarów eksportów koreańskiej kultury. Niektóre dane sugerują, że wartość koreańskiego eksportu programów telewizyjnych, w tym koreańskich seriali dramatycznych, wynosi około 239 milionów dolarów rocznie. Teraz jednak koreańskie seriale wywołały wściekłość w Chinach. Co spowodowało tak nagłą reakcje?
Kością niezgody okazała się scena w serialu szpiegowskim „Tempest”. Gra w nim niejaka Jun Ji-hyun, jedna z największych gwiazd Korei Południowej, w tym serialu wcielając się w rolę dyplomaty próbującej odkryć, kto stoi za zamachem terrorystycznym. Ji-hyun naraziła się konkretnie jedną kwestią wypowiadaną przez jej postać:
Dlaczego Chiny wolą wojnę? Bomba atomowa może spaść w pobliżu granicy
Fikcyjna scena, odnosząca się do napiętej sytuacji granicznej w Korei Południowej, otocznej niemal z każdej strony przez wogów. Takie ujęcie tej kwestii jest jednak zdaniem wielu Chińczyków obrazą narodową, przedstawiającą Pekin jako agresora. Wielu użytkowników chińskic mediów społecznościowych wzywa liczne marki do zerwania relacji z koreańską aktorką. Co istotne, ich oburzenie na nowo rozpaliło debatępubliczną na temat nieoficjalnego chińskiego zakazu, który obejmowuje koreanskie seriale. K-dramy są bowiem nieoficjalnie zakazane już od prawie dekady.
I chociaż Chiny nigdy nie przyznały się do zakazu, nagły brak treści koreańskich od 2016 roku jest powszechnie uważany za protest przeciwko decyzji Korei Południowej o rozmieszczeniu w 2016 roku amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, postrzeganej przez Pekin jako zagrożenie dla swoich operacji wojskowych w regionie.
Mimo tak ostatnich miesiącach sytuacja wydawała się uspokajać. Kilkoro południowokoreańskich wykonawców muzyki k-pop miało nawet swoje koncerty na terytorum Chin. Jednak kontrowersje wokół Tempest wywołały nową falę poparcia dla zakazu. Choć chiński gniew skupił się głównie wokół wypowiedzi bohaterki na temat Chin, użytkownicy mediów społecznościowych znaleźli również inne przykłady z serialu, które uznali za “obraźliwe”.
Wspierani przez setki komentarzy stworzonych prawdopodobnie przez boty sztucznej inteligencji, chińscy internauci krytkowali chociażby sceny mające przedstawiać chińskie miasto Dalian przedstawiają grupę zrujnowanych budynków, prawdopodobnie nakręconych w Hongkongu, co zdaniem niektórych przedstawia Chiny w złym świetle.
Przykłady zarzutów można mnożyć, ale jedno jest pewne. Atak na koreańskie seriale nie jest dyskusją o jakości koreańskiej kinematografii… To wymowny przykład tego, jak działa chińskie soft power – próbujące narzucić każdemu konkretną wizje świata, świata, w którym nie ma miejsce na jakkolwiek negatywny obraz Chińskiej Republiki Ludowej.
Maciej Bzura
