Król po raz pierwszy odwiedził Chiny
Maha Vajiralongkorn, monarcha rządzący Tajlandią, jest pierwszą koronowaną głową z tego kraju, która odwiedziła Chiny, niegdysiejszego rywala, a teraz coraz bliższego sojusznika rządu w Bangkoku. Jego wizyta może oznaczać jeszcze większe polityczne zbliżenie obydwu krajów. Straci na tym Waszyngton.
Najnowsza wizyta odbywa się na zaproszenie prezydenta Chin Xi Jinpinga, aby uczcić 50. rocznicę nawiązania przez oba kraje stosunków dyplomatycznych po raz pierwszy w 1975 roku. Media przypuszczają, że Komunistyczna Partia Chin zabiegały o tę wizytę od kilku lat.
Rząd Tajlandii deklarował, że ta „podkreśla głęboko zakorzenioną przyjaźń i wzajemne zrozumienie między Tajlandią a Chinami na wszystkich poziomach”.
W Pekinie Maha Vajiralongkorn i jego żona, królowa Suthida, odwiedzą lokalne zabytki, takie jak buddyjska świątynia Lingguang i Beijing Aerospace City. Z kolei prezydent Xi Jinping i jego żona zorganizują również bankiet państwowy dla tajskiej rodziny królewskiej.
Jest to pierwsza duża wizyta państwowa króla Vajiralongkorna od czasu jego objęcia tronu dziewięć lat temu – w kwietniu odbył on również podróż do Bhutanu. Dla porównania, najbardziej znane podróże zagraniczne jego ojca, króla Bhumibola, miały miejsce w latach 60. XX wieku, kiedy to Tajlandia była postrzegana jako kluczowy partner w zimnej wojnie, wtedy była też ważną bazą dla operacji wojskowych USA w Indochinach.
Wizyta tajskiego króla w Chinach jest symbolem zmieniającej się sytuacji w kraju, który przez wiele lat był uważany za jednego z najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych. Tajlandia jest nadal oficjalnie sojusznikiem wojskowym USA, ale w ostatnich latach relacje z Chinami stają się coraz cieplejsze.
Z kolei relacje z Waszyngtonem zostały nadszarpnięte przez amerykańską krytykę praw człowieka w Tajlandii, cła nałożone przez prezydenta Donalda Trumpa oraz przekonanie, że USA nie są już tak zaangażowane w sprawy swoich azjatyckich przyjaciół, jak kiedyś.
Maha Vajiralongkorn, pierwszy tajski król, który odwiedził Chiny, może być stać się chińskim sojusznikiem, lub też udowodnić, że starania Pekinu nie sprawią, że Tajlandia przejdzie na ich stronę barykady.
Maciej Bzura
