Communion pokazuje w co naprawdę wierzy J.D. Vance
W książce Communion. Finding My Way Back to Faith J.D. Vance przedstawia drogę od protestanckiego dzieciństwa i ateizmu do Kościoła katolickiego. Duchowa autobiografia wiceprezydenta USA pomaga zrozumieć także jego niepokój związany ze sztuczną inteligencją, wypowiedzi o końcu czasów oraz wizję polityki, która może stać się podstawą przyszłej kampanii prezydenckiej.
Najważniejsza książka dla zrozumienia przyszłości amerykańskiej prawicy nie jest traktatem politycznym ani zapisem pracy Białego Domu. To osobista historia człowieka, który wychował się pośród rodzinnych dramatów, stracił wiarę, zdobył miejsce w elicie, a następnie uznał, że sukces nie odpowiada na pytania o sens. W Communion. Finding My Way Back to Faith J.D. Vance przedstawia religijne źródła swojej wizji człowieka, społeczeństwa i państwa.
Książka została opublikowana w chwili, gdy jej autor jest nie tylko wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych, ale również potencjalnym następcą Donalda Trumpa. Każde autobiograficzne wyznanie może być więc odczytywane jako element budowania pozycji przed wyborami prezydenckimi w 2028 r. Byłoby jednak uproszczeniem potraktowanie Communionwyłącznie jako starannie zaplanowanego produktu kampanijnego.
Vance rzeczywiście próbuje przygotować czytelnika do zrozumienia swojej polityki. Robi to jednak za pomocą opowieści o utracie religii, duchowym zagubieniu i przejściu na katolicyzm, a nie poprzez listę obietnic wyborczych. Rezultatem jest książka znajdująca się pomiędzy świadectwem konwertyty, ideowym manifestem i kolejnym rozdziałem amerykańskiej autobiografii społecznej.
Dlaczego sukces nie wystarczył J.D. Vance’owi
Pierwsze wspomnienia Vance’a, Hillbilly Elegy, przyniosły mu rozpoznawalność na długo przed wejściem do Senatu. Opisywał w nich świat białej klasy robotniczej z Ohio i Appalachów, dotknięty deindustrializacją, rozpadem rodzin, przemocą oraz uzależnieniami. Centralne miejsce zajmowała babcia autora, nazywana przez niego Mamaw, która zapewniła mu elementarną stabilność w okresie największego rodzinnego chaosu.
Communion powraca do tej samej biografii, lecz interpretuje ją z innej perspektywy. Tym razem nie chodzi przede wszystkim o społeczne przyczyny kryzysu amerykańskiej prowincji, ale o duchowe konsekwencje dorastania bez trwałego poczucia bezpieczeństwa. Pragnienie wydostania się z rodzinnego środowiska stało się dla Vance’a potężnym źródłem ambicji.
Służba w piechocie morskiej, studia i późniejsze przyjęcie na Yale Law School miały być dowodami zwycięstwa nad pochodzeniem. Następnie pojawiły się pieniądze, praca w sektorze finansowym i dostęp do środowisk, które wcześniej wydawały się nieosiągalne. Autor przyznaje jednak, że pogoń za bezpieczeństwem zmieniła się w potrzebę nieustannego potwierdzania własnej wartości.
Spełnienie kolejnego celu nie przynosiło ostatecznej satysfakcji. Każdy sukces tworzył jedynie konieczność odniesienia następnego, jeszcze bardziej spektakularnego. Właśnie w tym doświadczeniu Vance lokalizuje początek swojego powrotu do religii.
Od chrześcijaństwa Appalachów do ateizmu
Wiara poznana przez Vance’a w dzieciństwie nie miała charakteru uporządkowanego systemu teologicznego. Składały się na nią Biblia, emotional, religijne programy telewizyjne, protestanccy kaznodzieje i przekonania jego babci. Mamaw była głęboko przywiązana do chrześcijaństwa, się religijności zorganizowanej w instytucje.
Śmierć babci osłabiła ostatnią więź łączącą młodego Vance’a z religią. Podczas służby wojskowej chrześcijaństwo stopniowo przestało mieć dla niego praktyczne znaczenie, W okresie studiów otwarcie określał się już jako ateista.
Pustkę pozostawioną przez wiarę przez pewien czas wypełniała filozofia indywidualnego sukcesu. Fascynowała go między innymi twórczość Ayn Rand, przedstawiająca egoizm, niezależność i osobiste osiągnięcia w kategoriach moralnej wartości. Taki sposób myślenia dobrze współgrał z doświadczeniem człowieka, się od biednego dzieciństwa i przekonanego, że własny los zawdzięcza przede wszystkim sobie.
Z biegiem lat ta odpowiedź przestała być wystarczająca. Vance zauważał, że społeczeństwo skoncentrowane na konsumpcji może stawać się bogatsze, a zarazem bardziej samotne, uzależnione i pozbawione celu. W jego ocenie statystyki ekonomiczne nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego ludzie żyjący w warunkach materialnie lepszych niż poprzednie pokolenia coraz częściej nie widzą przed sobą przyszłości.
Spotkanie z katolicyzmem
Droga do Kościoła katolickiego nie miała charakteru gwałtownego objawienia. Była raczej powolnym procesem intelektualnym, w którym kolejne doświadczenia podważały ateistyczny obraz świata. Istotną rolę odegrało spotkanie z Peterem Thielem, przedsiębiorcą technologicznym i jednym z najważniejszych ludzi w późniejszej karierze Vance’a.
Thiel stanowił dla niego trudny do zignorowania wyjątek od przekonania, że osoby wybitnie inteligentne muszą odrzucać religię. Za jego pośrednictwem Vance zetknął się także z myślą René Girarda, analizującego mechanizmy naśladownictwa, rywalizacji i społecznego poszukiwania kozła ofiarnego. Chrześcijaństwo zaczęło mu się jawić nie jako relikt przednowoczesnego świata, lecz jako narzędzie pozwalające ten świat lepiej zrozumieć.
Przełomowy moment nastąpił w 2018 r., podczas wizyty we francuskiej katedrze. Vance przebywał tam razem z żoną Ushą i synem Ewanem. Trwałość instytucji, która przetrwała polityczne przewroty, wojny oraz zmieniające się mody intelektualne, wywołała w nim poczucie obecności i przynależności.
Potem przyszły rozmowy z dominikanami, lektury i przygotowanie do chrztu. W 2019 r., mając 35 lat, Vance został przyjęty do Kościoła katolickiego. Nie przedstawia tego wydarzenia jako końca poszukiwań, lecz jako początek życia opartego na innych zasadach.
Co katolicyzm zmienił w jego myśleniu
Najgłębsza zmiana dotyczy rozumienia odpowiedzialności. Wcześniej Vance wahał się pomiędzy dwiema interpretacjami ludzkiego losu. Pierwsza widziała w człowieku niemal całkowity produkt dzieciństwa, warunków społecznych i odziedziczonej traumy, druga zaś sprowadzała życie do osobistego wysiłku oraz walki o powodzenie.
Katolicyzm pozwolił mu połączyć świadomość ograniczeń z przekonaniem o wolności. Człowiek nie wybiera rodziny, środowiska ani części doświadczeń, które go ukształtowały, pozostaje jednak zdolny do podejmowania decyzji moralnych. Grzech i odpowiedzialność nie wykluczają łaski, przebaczenia ani możliwości przemiany.
Ta perspektywa ma u Vance’a znaczenie polityczne. Państwo nie powinno traktować obywateli ani wyłącznie jako ofiar systemu, ani jako odizolowanych jednostek odpowiadających samodzielnie za wszystkie porażki. Zadaniem ładu społecznego ma być ochrona warunków, w których mogą rozwijać się rodziny, wspólnoty lokalne i odpowiedzialna praca.
Communion kontynuuje w ten sposób temat rozpoczęty w Hillbilly Elegy, ale przesuwa jego środek ciężkości. Dawniej Vance częściej podkreślał konieczność indywidualnej odpowiedzialności mieszkańców podupadłych regionów. Obecnie większą winą obarcza również gospodarczy model, który pozwolił przenosić produkcję za granicę i pozostawiał całe społeczności bez stabilnego zatrudnienia.
Dlaczego sztuczna inteligencja budzi w nim lęk
Rozmowa promująca książkę pokazała, że religijna wizja Vance’a obejmuje również rozwój nowych technologii. Wiceprezydent mówił o głębokim niepokoju, jaki wywołują w nim niektóre zastosowania sztucznej inteligencji. Szczególnie krytycznie ocenił wirtualnych partnerów oraz powierzanie chatbotom problemów małżeńskich.
Jego sprzeciw nie wynika z przekonania, że każdy algorytm jest z natury niebezpieczny. Vance dostrzega zagrożenie tam, gdzie produkt technologiczny ma zastąpić więź łączącą człowieka z innymi osobami. Wokół części tego sektora wyczuwa, jak stwierdził, osobliwą i duchowo ciemną atmosferę.
Opisując całkowite oddzielenie jednostki od społecznego wymiaru ludzkiej natury, użył nawet określenia „trochę sataniczne”. To język radykalnie odmienny od dominującej debaty o AI, która zwykle skupia się na produktywności, regulacjach, bezpieczeństwie danych i przewadze gospodarczej. Vance stawia pytanie wcześniejsze od wszystkich pozostałych: czy technologia wzmacnia ludzkie relacje, czy czyni je zbędnymi?
Takie podejście ma bezpośredni związek z tytułem książki. Komunia nie oznacza wyłącznie indywidualnego doświadczenia religijnego, lecz wejście w relację i wspólnotę. Maszyna oferująca iluzję bliskości może więc przedstawiać dokładne przeciwieństwo tego, czego Vance poszukiwał w katolicyzmie.
Skąd w rozmowie pojawił się koniec świata
Bryce Crawford zapytał wiceprezydenta, czy wierzy w koniec czasów. Uzasadnił pytanie dostępem swojego gościa do informacji pozostających poza zasięgiem zwykłych obywateli. Vance zareagował śmiechem, po czym udzielił obszernej odpowiedzi.
Wyjaśnił, że proroctwa apokaliptyczne interesowały go już jako chłopca. Nie ma jednak wiedzy pozwalającej rozstrzygnąć, czy kres historii nastąpi w odległej przyszłości, czy znacznie wcześniej. Nie ogłosił też, że współczesne wydarzenia są jednoznacznym potwierdzeniem realizowania się konkretnego proroctwa.
Wskazał jedynie, że niektóre cechy obecnej epoki mogą przypominać znaki opisywane w religijnych wizjach końca dziejów. W tym kontekście wspomniał o Antychryście oraz duchowym wymiarze technologii odrywającej człowieka od prawdziwych więzi. Nie przedstawił jednak politycznej strategii opartej na przekonaniu o rychłej zagładzie.
Sens jego odpowiedzi można sprowadzić do postulatu działania pomimo niepewności. Vance deklarował, że chce możliwie najlepiej wykonywać zadanie, które uważa za powierzone przez Boga. Gdyby historia miała wkrótce osiągnąć swój kres, należałoby to zaakceptować; jeśli natomiast ludzkość będzie rozwijała się jeszcze przez wiele stuleci, właściwie podejmowane dzisiaj decyzje powinny pomóc w zbudowaniu lepszego ładu.
Tak rozumiana wypowiedź nie jest zachętą do przyspieszenia katastrofy. Wyraża przekonanie, że brak wiedzy o przyszłości nie usuwa moralnego charakteru teraźniejszych wyborów. Mąż nadal odpowiada za żonę, ojciec za dzieci, a osoba sprawująca urząd za powierzone jej państwo.
Gdzie wiara Vance’a spotyka się z krytyką
Recepcja Communion pokazała głęboki podział między interpretacjami książki. Jedni recenzenci odnajdują w niej wiarygodną historię nawrócenia, przypominającą augustyńską drogę od ambicji i nieuporządkowanych pragnień do religijnego ładu. Inni zarzucają autorowi, że znacznie uważniej opisuje indywidualne zbawienie niż zobowiązania wynikające z przynależności do wspólnoty Kościoła.
Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą relacji między deklarowanymi zasadami a działalnością administracji Donalda Trumpa. Vance powołuje się na chrześcijańską odpowiedzialność za rodzinę i własny naród, podczas gdy jego krytycy przypominają katolickie nauczanie o godności migrantów, trosce o ubogich oraz obowiązkach wobec obcych.
Sam autor nie przedstawia wyczerpującego rozwiązania tego napięcia. Opisuje natomiast spory z przedstawicielami Watykanu i amerykańskimi biskupami, których stanowisko w sprawie migracji uznawał za zbyt ogólne. Spotkanie z papieżem Franciszkiem, odbyte krótko przed śmiercią papieża, również nie doprowadziło do uzgodnienia poglądów.
Nie oznacza to automatycznie, że konwersja Vance’a była zabiegiem wizerunkowym. Znaczna część opisywanej drogi duchowej rozpoczęła się przed jego wejściem do wielkiej polityki. Bardziej zasadne wydaje się pytanie, czy władza podporządkuje się przyjętej wierze, czy też religijne argumenty będą dostosowywane do potrzeb aktualnej polityki.
Religijny manifest przed wyborami w 2028 roku
Publikacja książki nie rozstrzyga, czy J.D. Vance wystartuje w następnych wyborach prezydenckich. Ustawia go jednak w pozycji polityka dysponującego opowieścią o własnym pochodzeniu, osobistej przemianie i moralnym celu. W amerykańskiej kampanii taka narracja może mieć większą siłę niż najbardziej szczegółowy program.
Vance może przedstawiać siebie jako człowieka łączącego doświadczenie ubogiej prowincji z wiedzą o funkcjonowaniu elit. Zna służbę wojskową, prestiżową uczelnię, świat funduszy inwestycyjnych, Senat i Biały Dom. Teraz uzupełnia ten życiorys opowieścią o duchowym powrocie.
To także próba nadania przyszłości ruchowi Donalda Trumpa głębszego uzasadnienia. Trump zmienił język oraz elektorat Partii Republikańskiej, ale nie pozostawił spójnej doktryny, którą następca mógłby po prostu przejąć. Vance próbuje połączyć narodowy konserwatyzm, krytykę globalizacji, obronę rodziny, nieufność wobec elit i katolicką refleksję nad wspólnym dobrem.
Czy taka synteza okaże się przekonująca, będzie zależało nie tylko od słów zapisanych w Communion. Decydujące stanie się to, czy polityczne wybory autora będą zgodne z zasadami, którym przypisuje tak wielkie znaczenie. Duchowa autobiografia może wyjaśnić źródła poglądów, ale nie zastąpi oceny sposobu sprawowania władzy.
Pytanie ważniejsze niż data końca czasów
Nagłówki po rozmowie z Bryce’em Crawfordem skoncentrowały się na apokalipsie. Tymczasem dla zrozumienia Vance’a istotniejsze jest jego przekonanie, że największym niebezpieczeństwem współczesności może być stopniowa utrata ludzkiej zdolności do tworzenia trwałych więzi.
Rodzinny rozpad, uzależnienia, wykorzenienie pracowników, samotność elit i cyfrowe namiastki relacji są w jego opowieści różnymi przejawami tego samego kryzysu. Katolicyzm ma stanowić odpowiedź, ponieważ przywraca znaczenie obowiązku, przebaczenia, wspólnoty i ograniczeń nakładanych na indywidualne pragnienia.
Nowa książka wiceprezydenta nie daje pewności, jak te zasady zostaną zastosowane w praktyce państwowej. Pozwala natomiast zobaczyć, że religijne wypowiedzi Vance’a nie są przypadkowymi dodatkami do politycznego wizerunku. Tworzą podstawowy język, którym interpretuje on zarówno własne życie, jak i kryzys współczesnego Zachodu.
Najważniejszym pytaniem po lekturze Communion nie jest zatem to, kiedy nastąpi kres dziejów. Znacznie więcej mówi o jej autorze pytanie o to, jaki porządek społeczny chciałby pozostawić ludziom, którzy będą żyli po zakończeniu jego politycznej kariery.
Sebastian Nizio
