Stany Zjednoczone przeznaczą miliard dolarów na wsparcie bezpieczeństwa w Kolumbii. Pieniądze mają pomóc nowemu prezydentowi Abelardo de la Esprielli w walce z handlem narkotykami i organizacjami zbrojnymi, które w ostatnich latach wyraźnie zwiększyły swoją siłę. Kolumbia wchodzi tym samym w nowy etap polityki bezpieczeństwa: kończy się epoka negocjacji Gustavo Petro, a zaczyna zapowiadana przez jego następcę ofensywa przeciw „narkoterrorystom”.

Miliard dolarów na walkę z kartelami. Donald Trump wspiera nowego prezydenta Kolumbii

Stany Zjednoczone przeznaczą miliard dolarów na wsparcie bezpieczeństwa w Kolumbii. Pieniądze mają pomóc nowemu prezydentowi Abelardo de la Esprielli w walce z handlem narkotykami i organizacjami zbrojnymi, które w ostatnich latach wyraźnie zwiększyły swoją siłę. Kolumbia wchodzi tym samym w nowy etap polityki bezpieczeństwa: kończy się epoka negocjacji Gustavo Petro, a zaczyna zapowiadana przez jego następcę ofensywa przeciw „narkoterrorystom”.

Amerykański Departament Stanu ogłosił pakiet zaledwie kilka godzin po zaprzysiężeniu nowego prezydenta. Administracja Donalda Trumpa zamierza, we współpracy z Kongresem, przeznaczyć 1 miliard dolarów na pomoc w dziedzinie bezpieczeństwa. Waszyngton wskazuje jako wspólne cele przede wszystkim walkę z handlem narkotykami, przestępczością zorganizowaną i nielegalną migracją.

Dla Kolumbii oznacza to również gwałtowną zmianę relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Trump pozostawał przez lata w ostrym konflikcie z poprzednim prezydentem Gustavo Petro, którego krytykował między innymi za sposób prowadzenia wojny z narkotykami. De la Espriella od początku kampanii podkreślał natomiast polityczne podobieństwo do amerykańskiego prezydenta i zapowiadał odbudowę ścisłego sojuszu z Waszyngtonem. Trump jeszcze przed wyborami otwarcie udzielił mu poparcia. Nowy prezydent nie ukrywa też, do czego zamierza wykorzystać amerykańskie wsparcie. Abelardo de la Espriella objął urząd 7 sierpnia. Prawnik i przedsiębiorca, wcześniej niepełniący żadnej funkcji pochodzącej z wyboru, zwyciężył w czerwcowej drugiej turze wyborów, budując kampanię przede wszystkim wokół bezpieczeństwa, ograniczenia państwa i zdecydowanej walki z organizacjami zbrojnymi.

Symboliczne było już miejsce jego pierwszego dużego wystąpienia jako prezydenta. Po zaprzysiężeniu w Cali udał się do bazy wojskowej Pichincha, gdzie przemawiał do żołnierzy. Ogłosił, że przestępcy i członkowie określanych przez niego jako „narkoterrorystyczne” organizacji będą mieli wybór między podporządkowaniem się państwu a konfrontacją z jego siłami bezpieczeństwa. Jednocześnie stwierdził, że możliwości prowadzenia dotychczasowych negocjacji zostały wyczerpane. To niemal dokładne odwrócenie polityki Gustavo Petro.

Pierwszy lewicowy prezydent Kolumbii próbował zakończyć wieloletni konflikt poprzez strategię nazwaną „totalnym pokojem”. Państwo rozpoczynało rozmowy i zawieszenia broni z różnymi organizacjami: od partyzantów ELN i dysydentów dawnej FARC po potężne grupy przestępcze uczestniczące w handlu kokainą. Założenie było proste: samą siłą Kolumbia od dziesięcioleci nie potrafiła zakończyć konfliktu, dlatego należało połączyć negocjacje z rozwojem zaniedbanych regionów i zachęcaniem rolników do zastępowania upraw koki legalnymi źródłami utrzymania. Rezultaty okazały się znacznie bardziej problematyczne. Najpoważniejszym problemem, który de la Espriella odziedziczył po poprzedniej administracji, jest wzrost siły nielegalnych ugrupowań.

Według raportu bezpieczeństwa, do którego dotarł Reuters, liczba członków działających w Kolumbii organizacji zbrojnych wzrosła z około 13 tys. w 2022 roku do 25 tys. w pierwszej połowie 2026 roku. Oznacza to niemal podwojenie ich liczebności w okresie prezydentury Gustavo Petro. Nie chodzi przy tym o jeden dominujący kartel przypominający dawne struktury Pablo Escobara. Dzisiejsza mapa kolumbijskiego narkobiznesu jest znacznie bardziej rozdrobniona.

Najważniejsi gracze to Clan del Golfo, czyli największa organizacja przestępczo-zbrojna w kraju, komunistyczna partyzantka ELN oraz kilka rywalizujących ze sobą frakcji powstałych z części FARC, które nie zaakceptowały porozumienia pokojowego z 2016 roku. Handel narkotykami, nielegalne wydobycie złota i kontrolowanie lokalnej gospodarki pozwalają im finansować rekrutację, uzbrojenie oraz dalszą ekspansję.

Według danych przytaczanych przez Reutersa aktywność lub obecność takich organizacji odnotowywana jest już w około jednej czwartej kolumbijskich gmin. Szczególnie istotne pozostają tereny wiejskie położone wzdłuż szlaków przemytu narkotyków i w regionach produkcji koki. To właśnie utrata kontroli nad częścią prowincji stała się jednym z najważniejszych tematów tegorocznej kampanii prezydenckiej.

Dane dotyczące upraw pokazują skalę wyzwania. Najnowszy raport dotyczący nielegalnych plantacji, opublikowany przez UNODC dopiero w czerwcu 2026 roku po długim sporze metodologicznym z rządem Petro, wykazał, że pod koniec 2024 roku w Kolumbii znajdowało się 261 tys. hektarów upraw koki. Rok wcześniej było ich 253 tys. hektarów. Wzrost wyniósł więc 3,5 proc. i był mniejszy niż w poprzednich latach, ale całkowity areał pozostawał niezwykle wysoki.

Co istotne, w najnowszym raporcie po raz pierwszy od rozpoczęcia systematycznych pomiarów w 1999 roku nie podano szacunkowej potencjalnej produkcji czystej kokainy. Kolumbijski rząd i UNODC uznały, że dotychczasowa metodologia nie pozwala już wystarczająco precyzyjnie oddać zmian zachodzących w produkcji. Spór o statystyki nie zmienia jednak podstawowego problemu: plantacje koki nadal pozostają podstawą gospodarki znacznej części obszarów kontrolowanych przez nielegalne ugrupowania. De la Espriella zapowiedział „definitywne” ograniczenie nielegalnych upraw i powrót do zdecydowanych metod ich niszczenia, w tym oprysków z powietrza środkami, które – zgodnie z jego deklaracją – mają nie szkodzić ludziom ani środowisku.

Narkobiznes nie jest jedynie problemem eksportu kokainy do Stanów Zjednoczonych czy Europy. Jest również paliwem dla trwającej wewnątrz Kolumbii wojny.Pod koniec maja co najmniej 52 bojowników miało zginąć podczas walk pomiędzy dwiema rywalizującymi frakcjami dysydentów FARC. Starcia dotyczyły kontroli nad regionem mającym strategiczne znaczenie dla produkcji i przemytu kokainy. Kolumbijskie wojsko potwierdziło walki, choć Reuters nie był w stanie niezależnie zweryfikować podawanej przez jedną ze stron liczby ofiar.

Problemem pozostaje również ELN. Jeszcze przed wyborami jeden z dowódców organizacji deklarował Reutersowi, że partyzanci są gotowi zarówno na ewentualne rozmowy z kolejnym prezydentem, jak i na przetrwanie nowej ofensywy wojskowej. ELN nie zamierzało również rezygnować z porwań jako jednego ze źródeł finansowania. Sam konflikt staje się przy tym coraz bardziej zaawansowany technologicznie. Między 2024 a 2025 rokiem kolumbijskie władze zarejestrowały 264 ataki dronami przenoszącymi materiały wybuchowe, głównie w górskich i leśnych regionach związanych z produkcją koki. Za większość ataków odpowiadać mieli bojownicy ELN i dysydenci FARC. Zginęło 15 żołnierzy, a 153 zostało rannych. W odpowiedzi jeszcze poprzedni rząd rozpoczął wart 1,68 mld dolarów program budowy systemu obrony przed dronami.

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża ocenił, że 2025 rok był dla kolumbijskiej ludności cywilnej najgorszym pod względem skutków konfliktu od dekady. Ponad 235 tys. osób zostało indywidualnie zmuszonych do opuszczenia domów, a kolejne 87 tys. objęły masowe przesiedlenia. Około 177 tys. ludzi żyło na terenach, na których ugrupowania zbrojne ograniczały możliwość swobodnego przemieszczania się. W ciągu jednego roku odnotowano także 965 osób zabitych lub rannych przez miny i inne ładunki wybuchowe oraz 308 nowych przypadków zaginięć. Czerwony Krzyż wskazywał ponadto na zabójstwa, groźby, przemoc seksualną oraz werbowanie dzieci i nastolatków. Przeciwnicy polityki Petro uznali te dane za dowód, że zawieszenia broni dały ugrupowaniom czas na rekrutację nowych ludzi i umocnienie kontroli nad terytorium.

Były rząd odrzucał jednak obraz całkowitego niepowodzenia. Minister obrony Pedro Sánchez podkreślał przed wyborami, że w czasie prezydentury Petro z konfliktu wyeliminowano – poprzez zatrzymania lub poddanie się – niemal 16 tys. członków organizacji zbrojnych. W tym samym czasie służby miały przejąć około 3300 ton kokainy, niemal tyle, ile podczas trzech wcześniejszych administracji łącznie. De la Espriella zamierza teraz odejść od logiki „totalnego pokoju”. Jednym z jego pierwszych posunięć było przystąpienie Kolumbii do stworzonej przez Trumpa inicjatywy Shield of the Americas, której jednym z głównych celów ma być współpraca w walce z handlem narkotykami.

Miliard dolarów amerykańskiego wsparcia jest czytelnym politycznym sygnałem. Po kilku latach napiętych stosunków z Gustavo Petro Waszyngton otrzymuje w Bogocie prezydenta, który traktuje Stany Zjednoczone jako głównego partnera wojskowego i sam zapowiada znacznie bardziej konfrontacyjną politykę wobec narkobiznesu. Nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zostanie podzielony amerykański pakiet ani jak szybko środki trafią do kolumbijskich służb. Administracja Donalda Trumpa musi w tej sprawie współpracować z Kongresem.

Nowy prezydent również nie będzie dysponował całkowitą swobodą. Część jego programu wymaga poparcia podzielonego parlamentu, a eksperci zwracają uwagę, że odzyskanie kontroli nad prowincjami nie będzie możliwe wyłącznie poprzez zwiększenie liczby operacji wojskowych. Reuters wskazywał przed wyborami na potrzebę odbudowy wywiadu i zdolności transportowych armii, ale również odcinania ugrupowań od ich źródeł finansowania oraz stworzenia rolnikom realnej alternatywy dla upraw koki. Kolumbia wraca więc do starego sporu, którego nie rozwiązała przez dziesięciolecia: ile można osiągnąć negocjacjami, a ile siłą.

Maciej Bzura

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się