Najnowsza Mapa Wojen na świecie
Na Ukrainie wojna coraz mocniej przenosi się na zaplecze paliwowe i energetyczne Rosji. W Libanie rozejm formalnie trwa, ale politycznie wygląda coraz bardziej jak zamrożony impas, a Mali rebeliancko-dżihadystyczna ofensywa znów pokazała, jak krucha pozostaje kontrola państwa nad dużą częścią kraju. Tak wygląda najnowsza Mapa Wojen na Świecie.
Ukraina. Wojna obronna przeciw Rosji nadal nie przynosi szybkiego przełomu na froncie, ale jeszcze wyraźniej zmienia się jej logika. Ukraina kontynuowała uderzenia dronowe na rosyjskie obiekty paliwowe i portowe. Jednym z najgłośniejszych epizodów tygodnia był atak na terminal naftowy w obwodzie petersburskim, a wcześniej także kolejne uderzenia na rosyjską infrastrukturę przemysłową i energetyczną. W samej Rosji problem niedoborów paliwa stał się na tyle widoczny, że media opisywały kolejki na stacjach i działania nadzwyczajne władz mające uspokoić sytuację.
Rosja odpowiada na to dalszym nasilaniem nalotów na ukraińskie miasta i infrastrukturę. 1 lipca przeprowadziła najkrwawszy atak na Kijów w tym roku, używając dziesiątek rakiet i setek dronów. Kreml otwarcie zapowiedział potem, że będzie dalej zwiększać presję militarną. Kilka kolejnych dni przyniosło następne rosyjskie uderzenia, w tym ataki na infrastrukturę paliwową i cele cywilne na Ukrainie. Ostatni tydzień potwierdził więc, że obie strony coraz głębiej wchodzą w logikę wojny wyniszczającej, w której równie ważne jak teren staje się niszczenie zaplecza przeciwnika.
Liban. Ostatni tydzień nie przyniósł załamania rozejmu z 19 czerwca, ale nie dał też sygnału trwałej stabilizacji. Najważniejszym wydarzeniem politycznym pozostały skutki amerykańsko pośredniczonego porozumienia bezpieczeństwa podpisanego pod koniec czerwca przez Izrael i Liban. Układ zakładał powiązanie izraelskiego wycofywania się z południa Libanu z rozbrojeniem Hezbollahu. Już na przełomie czerwca i lipca było jednak jasne, że porozumienie nie rozwiązało konfliktu, lecz raczej utrwaliło impas. Hezbollah odrzucił je jako kapitulację, a ważni libańscy politycy ostrzegali, że dokument może pogłębić podziały wewnętrzne zamiast zakończyć wojnę.
Jednocześnie Izrael nadal prowadził uderzenia w południowym Libanie, mimo formalnego zawieszenia broni. Już bezpośrednio po podpisaniu układu dochodziło do ataków dronowych, a izraelskie władze podkreślały, że zachowują prawo do utrzymywania rozszerzonej strefy bezpieczeństwa, jeśli Hezbollah nie zostanie rozbrojony. W praktyce oznacza to, że Liban wszedł nie w etap pokoju, lecz w fazę kruchego i częściowego wygaszenia działań, które w każdej chwili może znów się zaostrzyć.
Sudan. Wojna domowa w Sudanie pozostaje jednym z najgroźniejszych konfliktów świata, a w tygodniu 29 czerwca – 6 lipca najwięcej uwagi znów przyciągało Al-Obeid. Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka alarmował 3 lipca, że w mieście rozwija się katastrofa humanitarna i praw człowieka. RSF gromadzą siły wokół miasta, a ONZ i państwa zachodnie ostrzegają przed ryzykiem nowej fali masowych zbrodni podobnych do tych, które miały miejsce wcześniej w innych częściach Sudanu. Od lutego tylko w regionie Kordofanu przesiedlonych zostało ponad 219 tysięcy osób.
Równolegle widać dalsze oznaki faktycznego rozpadu państwa na odrębne strefy władzy. Pod koniec czerwca Reuters informował, że na terenach kontrolowanych przez RSF zaczęły krążyć nowe sudańskie banknoty. To ważny sygnał, bo kontrola nad obiegiem pieniądza stała się jedną z osi rywalizacji między armią a paramilitarnymi RSF. Sudan coraz mniej przypomina dziś jedno państwo pogrążone w wojnie domowej, a coraz bardziej przestrzeń rozdzieraną przez dwa konkurencyjne porządki polityczne i gospodarcze.
Mali. Jeśli zamiast Mjanmy spojrzeć w tym tygodniu na Afrykę Zachodnią, najmocniejszym sygnałem alarmowym było to, co wydarzyło się w Mali. 4 lipca zbrojne ugrupowania powiązane z Tuaregami i regionalną filią Al-Kaidy przeprowadziły skoordynowane ataki na pozycje wojskowe od północy kraju po centrum, obejmując między innymi Gao, Sevare i inne miejscowości. Według Reutersa była to kolejna odsłona ofensywy, która pokazuje, że mimo wojskowych obietnic poprawy bezpieczeństwa malijskie państwo nadal nie odzyskało trwałej kontroli nad znaczną częścią terytorium.
Znaczenie tych wydarzeń wykracza poza samo Mali. Kraj pozostaje jednym z kluczowych frontów kryzysu w Sahelu, a kolejne ataki pokazują, że ani wsparcie rosyjskie, ani wojskowy model rządów nie przyniosły przełomu. Powrót szeroko zakrojonych uderzeń rebelianckich i dżihadystycznych przypomina, że w Afryce Zachodniej wojna nie jest lokalnym epizodem, lecz częścią szerszej destabilizacji obejmującej także Burkina Faso i Niger.
Maciej Bzura
