Nastrój bliskiej osoby i jego wpływ na nasze samopoczucie
Zły nastrój bliskiej osoby potrafi zepsuć cały dzień. To nie słabość ani brak odporności psychicznej, lecz mechanizm wpisany w ludzką naturę. Emocje nie istnieją w próżni, krążą między nami, czasem niczym wirus, a czasem jak kojący balsam.
Kiedy partner, przyjaciel zmaga się z obniżonym nastrojem, nasze samopoczucie często zaczyna się zmieniać, choć nie zawsze potrafimy wskazać moment, w którym to nastąpiło. Badania opisane na łamach „The Conversation” pokazują, że emocje mają nie tylko wymiar indywidualny, lecz także społeczny. Oznacza to, że mogą się przenosić z osoby na osobę.
U podstaw tego zjawiska leżą dwa mechanizmy. Pierwszy to automatyczne naśladowanie. Bez udziału świadomości przejmujemy mimikę, ton głosu czy postawę ciała drugiej osoby. Wystarczy dłużej popatrzeć na kogoś pogrążonego w smutku, by nasze własne mięśnie twarzy i napięcie ciała zaczęły reagować podobnie. To właśnie ten proces buduje empatię, ale jednocześnie otwiera drogę do przejmowania negatywnych stanów emocjonalnych, takich jak przygnębienie, bezradność czy emocjonalne wyczerpanie.
Drugim mechanizmem jest system neuronów lustrzanych w mózgu. Dzięki niemu potrafimy „odczytywać” emocje innych i w pewnym sensie je odczuwać. Ta zdolność pozwala nam współodczuwać radość czy wzruszenie, ale ma też swoją ciemną stronę, w kontakcie z osobą cierpiącą na depresję zwiększa podatność na przejęcie jej smutku i lęku.
Nie wszyscy reagują tak samo. Ryzyko „zarażenia” obniżonym nastrojem rośnie u osób o wysokim poziomie empatii, z doświadczeniem zaburzeń nastroju lub silną potrzebą wsparcia emocjonalnego. Znaczenie ma także intensywność relacji — im bliższy i częstszy kontakt, tym większy wpływ emocjonalny. Dodatkowym czynnikiem jest kontekst społeczny czy okresy silnego stresu, takie jak pandemia, wzmacniają krążenie negatywnych emocji, również za pośrednictwem mediów cyfrowych. Ten mechanizm działa jednak w obie strony.
Skoro smutek i przygnębienie mogą się rozprzestrzeniać, to samo dotyczy nadziei, otuchy, ale i pozytywnego zaangażowania. Ciepłe, wspierające relacje oraz otwartość na rozmowę o emocjach tworzą środowisko, które obniża poziom stresu i daje organizmowi sygnał bezpieczeństwa. W takich warunkach łatwiej odzyskać równowagę psychiczną.
Dlatego depresji nie da się skutecznie traktować wyłącznie jako problemu jednostki. Oprócz terapii indywidualnej potrzebne są działania na poziomie wspólnoty, wzmacnianie sieci wsparcia, rozwijanie empatycznej komunikacji i budowanie zdrowego klimatu emocjonalnego w rodzinach, miejscach pracy i lokalnych społecznościach.
Proces zdrowienia nie zachodzi w izolacji, jest efektem relacji, uważnych, życzliwych i opartych na wzajemnym wsparciu. Każdy z nas, nawet drobnymi gestami, współtworzy emocjonalne środowisko, które może albo pogłębiać kryzys, albo pomagać z niego wychodzić.
Laura WIECZOREK
