Nowa funkcja udostępniania swojej lokalizacji

Nowa funkcja udostępniania swojej lokalizacji na Instagramie

Nowa funkcja udostępniania swojej lokalizacji na Instagramie budzi obawy o prywatność i potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa.

Nowa funkcja lokalizacji w Instagramie, choć zapowiadana jako sposób na lepsze łączenie znajomych, wzbudziła falę obaw o prywatność. W założeniu miała działać podobnie jak Snap Map w Snapchacie – pozwalać użytkownikom dzielić się miejscami, w których przebywają, aby inni mogli odkrywać „fajne miejsca” razem z nimi. Problem w tym, że część osób dowiedziała się o jej istnieniu dopiero wtedy, gdy w sieci zaczęły krążyć ostrzeżenia. Niektórzy twierdzą, że ich dokładny adres był widoczny dla wszystkich obserwujących co, w przypadku osób rozpoznawalnych, może oznaczać realne zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Przykład influencerki Kelley Flanagan, która nagrała poradnik na TikToku pokazujący, jak wyłączyć funkcję, stał się viralem. Jej ostrzeżenie przykuło uwagę, bo nie była to czysta teoria. Część użytkowników, jak Lindsey Bell, miała poczucie, że ich prywatność została naruszona bez ich zgody. Choć Adam Mosseri, szef Instagrama, szybko zapewnił, że lokalizacja jest domyślnie wyłączona i działa tylko wtedy, gdy użytkownik sam ją włączy, to internet wie swoje. Brak pełnej przejrzystości od razu rodzi podejrzenia.

Historia wpisuje się w szerszy kontekst rosnącej nieufności wobec technologicznych gigantów. Wystarczy przypomnieć niedawny wyrok sądu federalnego w San Francisco, w którym ława przysięgłych uznała, że Meta, właściciel Instagrama, wykorzystywała wrażliwe dane zdrowotne użytkowniczek aplikacji Flo – narzędzia do monitorowania cyklu menstruacyjnego i planowania ciąży do precyzyjniejszego targetowania reklam. O ile w sprawie Flo chodziło o dane medyczne, a w przypadku Instagrama o dane geolokalizacyjne, w obu przypadkach wspólnym mianownikiem jest pytanie. Gdzie kończy się funkcjonalność, a zaczyna inwazyjne śledzenie?

Takie obawy nie są nowe. Już wcześniej krytykowano Snapchata za możliwość domyślnego udostępniania lokalizacji znajomym. W 2022 roku brytyjska organizacja NSPCC ostrzegała, że funkcja Snap Map może być wykorzystywana przez osoby o złych intencjach, jeśli użytkownicy zwłaszcza młodsi nie zrozumieją, jak działa kontrola prywatności. Podobne zagrożenia dostrzegano w przypadku aplikacji randkowych, które pozwalają na precyzyjne określenie odległości między dwiema osobami, co w sprzyjających (czy raczej – niesprzyjających) okolicznościach może ułatwić namierzenie użytkownika w świecie rzeczywistym.

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa podkreślają, że problemem nie zawsze jest sama technologia, lecz brak transparentnych komunikatów i domyślnych ustawień, które chroniłyby prywatność od pierwszego uruchomienia funkcji. Nawet jeśli Instagram daje pełną kontrolę nad tym, kto widzi naszą lokalizację to dla wielu osób kluczowe jest, by ta kontrola była prosta, czytelna i zrozumiała. W erze, w której aplikacje konkurują o naszą uwagę, łatwo przeoczyć nowe ustawienie, które może mieć realny wpływ na nasze bezpieczeństwo.

Z punktu widzenia platform, funkcje oparte na lokalizacji są kuszące. Pozwalają nie tylko wzbogacić interakcję między użytkownikami, ale także generować dane cenne z perspektywy reklamodawców. Wiedza o tym, gdzie bywamy, może pomóc serwować reklamy jeszcze bardziej dopasowane do naszego trybu życia. Problem w tym, że korzyści są asymetryczne. Firma zyskuje wartościowe dane, a użytkownik często nawet nie zdaje sobie sprawy z pełnej skali ich wykorzystania.

Dlatego dyskusja o mapach lokalizacji w Instagramie nie powinna sprowadzać się wyłącznie do pytania: „czy mam to włączone?”. Równie istotne jest, by zrozumieć, jak dane są gromadzone, przechowywane i z kim mogą być udostępniane. Jak pokazują przypadki zarówno Mety, jak i innych firm technologicznych, brak pełnej przejrzystości szybko podkopuje zaufanie, a jego odbudowanie bywa niezwykle trudne.

Finalnie, nowe narzędzia społecznościowe niezależnie od tego, jak atrakcyjnie są opakowane, wymagają od użytkowników większej czujności niż kiedykolwiek wcześniej. Zgoda na udostępnianie lokalizacji to nie tylko decyzja o tym, czy znajomi zobaczą, gdzie pijemy kawę. To także decyzja o tym, czy dajemy kolejną porcję wrażliwych danych w ręce firmy, której priorytetem jest nie tyle nasza prywatność, co rozwój własnego biznesu.

Szymon Ślubowski

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się