nowoczesna dyplomacja

Polska musi wiedzieć po co jej dyplomacja

Państwo może dysponować szybko rozwijającą się gospodarką, dobrze wykształconymi obywatelami i doświadczeniem przydatnym innym krajom, a mimo to pozostawać na obrzeżach międzynarodowej debaty. Dzieje się tak wówczas, gdy nie umie przełożyć swoich osiągnięć na wpływ, trwałe relacje i zrozumiałą opowieść o własnych interesach. Właśnie ten problem podejmuje prof. Aleksander SURDEJ, analizując miejsce Polski w organizacjach wielostronnych.

Jego studium „Interesy narodowe w instytucjach wielostronnych” znalazło się w książce „Dyplomacja przełomu. Przełom w dyplomacji”, wydanej w 2026 roku przez Księgarnię Akademicką pod redakcją prof. Arkadego Rzegockiego. Rozdział zajmuje strony 261–280 tomu i został oznaczony numerem DOI 10.12797/9788383684963.07. Jest to tekst badacza polityk publicznych, który wiedzę akademicką przez kilka lat konfrontował z praktyką ambasadora i stałego przedstawiciela Polski przy OECD.

Prof. Aleksander Surdej nie próbuje stworzyć kolejnego podręcznika dyplomatycznego protokołu. Interesuje go znacznie bardziej zasadnicza kwestia, a mianowicie zdolność państwa do osiągania rezultatów w środowisku, w którym decyzje powstają w wielu instytucjach jednocześnie. Jego rozważania są również ostrzeżeniem przed dyplomacją pochłoniętą obsługiwaniem samej siebie.

Ministerstwo nie potrzebuje kolejnych stosów informacji

Klasyczne zadania służby zagranicznej obejmują występowanie w imieniu państwa, zdobywanie wiedzy oraz prowadzenie negocjacji. Wszystkie pozostają aktualne, lecz rewolucja technologiczna odebrała dyplomatom część dawnego monopolu. Ambasada nie jest już jedynym miejscem, z którego można obserwować politykę, gospodarkę i życie społeczne innego kraju.

Informacje publikowane przez miejscowe media, instytucje publiczne, ośrodki analityczne i organizacje międzynarodowe są dostępne z niemal każdego miejsca na świecie. Sama fizyczna obecność dyplomaty w stolicy obcego państwa nie zapewnia zatem przewagi, jeżeli nie towarzyszy jej umiejętność docierania do ludzi, rozpoznawania nieformalnych procesów oraz zadawania pytań, których nie stawia nikt w centrali. Wartość placówki wynika dziś bardziej z jakości interpretacji niż z liczby przesłanych dokumentów.

Prof. Aleksander Surdej zwraca uwagę, że ministerialne serwery mogą zostać zapełnione ogromną liczbą raportów, które nigdy nie wpłyną na żadną decyzję. Taka produkcja informacji pozwala wykazać aktywność, ale nie dowodzi skuteczności. Wiedza nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy pomaga uruchomić projekt, pozyskać partnera, ochronić interes polskiego przedsiębiorstwa albo przygotować korzystną inicjatywę międzynarodową.

Coraz większą część rutynowej pracy informacyjnej przejmie sztuczna inteligencja. Programy zdolne analizować dokumenty, przygotowywać zestawienia oraz tworzyć materiały na spotkania będą wykonywały zadania, które wcześniej zajmowały wiele godzin urzędniczej pracy. W rezultacie jeszcze ważniejsze staną się doświadczenie, wyobraźnia strategiczna i zdolność rozumienia konsekwencji pozornie niepowiązanych wydarzeń.

Również współczesne negocjacje nie przypominają już legendarnych misji prowadzonych przez jednego człowieka w atmosferze całkowitej tajemnicy. Przy stole zasiada wprawdzie główny negocjator, lecz za jego stanowiskiem stoją prawnicy, ekonomiści, specjaliści branżowi i analitycy. Sukces zależy przede wszystkim od jakości przygotowanej propozycji, poprawnego rozpoznania interesów innych stron oraz możliwości zbudowania wystarczająco szerokiego poparcia.

Polska musi zdecydować w czym chce być potrzebna

Światowa polityka jest prowadzona w setkach organizacji międzyrządowych oraz w tysiącach mniej formalnych sieci, koalicji i forów. Stany Zjednoczone lub Chiny mogą czasami próbować narzucać rozwiązania samodzielnie, chociaż nawet one chętnie sięgają po instytucje wielostronne, gdy ułatwia to realizację ich planów. Państwa dysponujące mniejszym potencjałem mają znacznie mniej swobody.

Dla Polski obecność w organizacjach międzynarodowych nie powinna być sprawą prestiżu ani sposobem na zapewnianie stanowisk kolejnym urzędnikom. Powinna zwiększać możliwość wpływania na reguły, kierunki finansowania, międzynarodowe standardy i wybór priorytetów. Warunkiem jest jednak wskazanie dziedzin, w których nasz kraj chce działać konsekwentnie przez wiele lat.

Nie można z jednakową siłą angażować się we wszystkie sprawy rozpatrywane przez ONZ, OECD, Unię Europejską i dziesiątki innych instytucji. Prof. Aleksander Surdej proponuje skupienie zasobów tam, gdzie Polska posiada rzeczywiste kompetencje i może przedstawić partnerom atrakcyjną ofertę. Mogą to być między innymi gospodarka morska, bezpieczeństwo żywnościowe, zarządzanie zasobami wodnymi, przeciwdziałanie suszom, energetyka, infrastruktura transportowa albo technologie kosmiczne.

Tak działają kraje, które nauczyły się budować międzynarodową pozycję wokół kilku rozpoznawalnych specjalizacji. Norwegia od dawna inwestuje w inicjatywy dotyczące środowiska, natomiast Szwecja wykorzystuje instytucje wielostronne do przedstawiania własnego modelu społecznego i roli związków zawodowych. Polska również powinna być kojarzona nie tylko z problemami, o których rozwiązanie zabiega, ale przede wszystkim z rozwiązaniami, które potrafi zaoferować innym.

Przykładem inicjatywy odpowiadającej tej logice jest Trójmorze. Polska występuje w nim jako organizator współpracy i państwo zdolne przekonać partnerów do wspólnego działania w zakresie transportu, energetyki oraz infrastruktury cyfrowej. Znaczenie projektu zależy jednak od tego, czy spotkaniom politycznym będą towarzyszyły inwestycje, współpraca przedsiębiorstw i długofalowe zaangażowanie instytucjonalne.

Osobnym wymiarem obecności w organizacjach międzynarodowych jest przygotowywanie Polaków do obejmowania stanowisk kierowniczych. Prof. Aleksander Surdej przywołuje Witolda Bańkę stojącego na czele Światowej Agencji Antydopingowej oraz Piotra Dmochowskiego-Lipskiego kierującego Eutelsat IGO. Ich pozycja jest osobistym osiągnięciem, ale jednocześnie pokazuje, że Polska może dostarczać instytucjom międzynarodowym wysoko ocenianych menedżerów i ekspertów.

Kandydat nie zyskuje poparcia innych państw wyłącznie dlatego, że przedstawił dobre dokumenty. Musi być wcześniej znany jako kompetentny, aktywny i zdolny do współpracy uczestnik międzynarodowych gremiów. Potrzebuje również wsparcia własnego państwa, które potrafi prowadzić rozmowy, wymieniać poparcia i przez kilka lat budować koalicję potrzebną w chwili wyboru.

Zagraniczna gazeta może zwiększyć siłę państwa

Jedną z mniej oczywistych przestrzeni działania jest międzynarodowy obieg idei. O pozycji kraju nie decydują wyłącznie wskaźniki gospodarcze, liczebność armii i liczba stanowisk zajmowanych przez jego obywateli. Znaczenie ma również to, czy zagraniczne elity znają jego doświadczenia, rozumieją jego obawy i potrafią odtworzyć argumenty, którymi uzasadnia swoje decyzje.

Prof. Aleksander Surdej pisze, że ambasador musi rozumieć polskie interesy oraz umieć uczestniczyć w tworzeniu przekazu o Polsce kierowanego do zagranicznych odbiorców. Podczas jego misji przy OECD oznaczało to przedstawianie naszego kraju jako przykładu udanej transformacji, trwałego rozwoju gospodarczego i polityki społecznej, której efekty można było potwierdzić danymi. Nie chodziło więc o tworzenie wyidealizowanego obrazu, ale o wykorzystanie faktów do korygowania uproszczonych wyobrażeń o Polsce.

W tym kontekście autor przywołuje publikacje ukazujące się w latach 2019–2022 we francuskim dzienniku „L’Opinion”. W przypisie wskazuje dziewięć dat kolejnych wydań zawierających materiały poświęcone Polsce. Za tym lakonicznym zestawieniem kryje się globalne przedsięwzięcie „Opowiadamy Polskę światu”, prowadzone przez Instytut Nowych Mediów i redakcję „Wszystko co Najważniejsze”.

Mechanizm projektu różni się od tradycyjnej kampanii promocyjnej. Punktem wyjścia są teksty autorów posiadających autorytet w dziedzinie, o której piszą: historyków, ekonomistów, naukowców, intelektualistów, dyplomatów, liderów instytucji publicznych i doświadczonych praktyków. Materiały są następnie tłumaczone, opracowywane z myślą o odbiorcy zagranicznym oraz proponowane redakcjom w wielu państwach.

Publikacje nie ograniczają się do zamieszczenia artykułu na polskiej stronie w obcej wersji językowej. Trafiają bezpośrednio do gazet i serwisów czytanych przez obywateli, polityków, ekspertów i dziennikarzy innych krajów. Dzięki temu polska interpretacja wydarzeń staje się elementem ich własnej debaty, a nie przekazem docierającym wyłącznie do osób już zainteresowanych Polską.

W kolejnych odsłonach projektu podejmowano tematy II wojny światowej, niemieckich obozów zagłady, Bitwy Warszawskiej, Konstytucji 3 maja, Solidarności, pontyfikatu Jana Pawła II, rozwoju Europy Środkowej, rosyjskiego imperializmu i agresji na Ukrainę. Teksty ukazywały się między innymi w „The Washington Post”, „Le Figaro”, „Die Welt”, „El Mundo”, „Le Soir”, „Chicago Tribune” i „L’Opinion”. Według PAP Intelligence Media edycja przygotowana na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej osiągnęła potencjalny zasięg przekraczający 453 miliony odbiorców.

Najciekawsze jest jednak miejsce, jakie publikacje te zajmują w rozumowaniu prof. Aleksandra Surdeja. Autor nie przedstawia ich jako efektownego dodatku promocyjnego ani wydarzenia służącego budowaniu rozpoznawalności organizatorów. Przywołuje je jako dowód rzeczywistego działania placówki, która pomogła wprowadzić polskie argumenty do prasy kraju należącego do najważniejszych partnerów Polski w Europie.

Takie ujęcie zmienia sposób myślenia o komunikacji zagranicznej. Artykuł opublikowany w liczącym się medium może być rezultatem dyplomatycznym, jeśli pozwala dotrzeć do środowiska ważnego dla późniejszych decyzji politycznych, gospodarczych lub społecznych. Jego znaczenie nie kończy się wraz z papierowym wydaniem gazety, ponieważ tworzy podstawę kolejnych rozmów i osadza polską perspektywę w pamięci zagranicznych odbiorców.

Projekt „Opowiadamy Polskę światu” pokazuje również, że państwo nie musi samodzielnie produkować całego przekazu. Skuteczniejsze może być połączenie kompetencji placówek, niezależnych redakcji, tłumaczy, ekspertów i autorów mających własną wiarygodność. Administracja otwiera wówczas możliwości i wspiera relacje, ale nie zastępuje ludzi oraz instytucji potrafiących lepiej wykonać konkretne zadanie.

Służba zagraniczna nie może zamknąć się we własnym środowisku

Prof. Aleksander Surdej zdecydowanie sprzeciwia się przekonaniu, że najlepszym kandydatem na ambasadora musi być zawsze osoba, która całe życie zawodowe spędziła w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Znajomość procedur, języków i dyplomatycznego protokołu jest potrzebna, ale nie gwarantuje umiejętności kierowania zespołem, rozumienia gospodarki ani tworzenia wieloletnich programów. Nadmierne zamknięcie może natomiast utrwalać konformizm i osłabiać gotowość do samodzielnego działania.

Współczesny ambasador otrzymuje instrukcje, ale często musi podejmować decyzje w sytuacjach, których centrala wcześniej nie przewidziała. Powinien rozpoznać pojawiającą się możliwość, znaleźć odpowiednich partnerów i ocenić, czy pozornie niewielkie przedsięwzięcie może po kilku latach przynieść poważne korzyści. Do tego potrzebne są nie tylko urzędnicza sprawność, lecz także doświadczenie zdobyte w nauce, biznesie, zarządzaniu albo instytucjach publicznych.

Autor pozytywnie ocenia próbę częściowego otwarcia służby zagranicznej rozpoczętą w 2015 roku. Jednocześnie krytycznie opisuje zmiany wprowadzone w 2024 roku, które jego zdaniem ponownie wzmocniły pozycję osób wywodzących się z wewnętrznych struktur resortu. Widzi w tym ryzyko powrotu do systemu chroniącego własne środowisko zamiast poszukującego najlepszych kompetencji dostępnych w kraju.

Rozwiązaniem nie jest wymiana jednej grupy pracowników na inną. Potrzebny byłby model mieszany, w którym doświadczeni dyplomaci pracują razem z ekonomistami, naukowcami, menedżerami i specjalistami branżowymi. Dopiero takie połączenie pozwala stworzyć zespół zdolny jednocześnie poruszać się w świecie polityki, rozumieć techniczne szczegóły projektu i oceniać jego gospodarcze konsekwencje.

Prof. Aleksander Surdej proponuje także tworzenie w MSZ zespołów odpowiedzialnych za strategiczne sektory, takich jak gospodarka morska, technologie kosmiczne czy bezpieczeństwo żywnościowe. Ich kierownicy powinni otrzymywać zadania rozpisane na kilka lat i być oceniani według wcześniej ustalonych kryteriów. Udana realizacja programu mogłaby stać się jednym z argumentów przemawiających za późniejszym powierzeniem im misji ambasadorskiej.

Podobna zasada powinna obejmować ocenę samych placówek. Ambasador przed objęciem stanowiska powinien znać najważniejsze cele swojej misji, a po odpowiednio długim czasie przedstawić rezultaty. Autor wskazuje, że sensowna ocena nie może nastąpić wcześniej niż po dwóch latach, ponieważ w dyplomacji na efekty wielu działań trzeba czekać.

Ciągłość jest częścią siły państwa

Najpoważniejszą słabością polskiej polityki zagranicznej może okazać się nie brak nowych pomysłów, lecz łatwość porzucania przedsięwzięć uruchomionych wcześniej. Po każdej zmianie politycznej pojawia się pokusa rozpoczęcia wszystkiego od początku, zastąpienia dotychczasowych ludzi i nadania nowych nazw istniejącym programom. W ten sposób państwo traci relacje budowane przez lata, a partnerzy przestają wierzyć w trwałość składanych im propozycji.

Prof. Aleksander Surdej pokazuje ten problem na przykładzie kontaktów rozwijanych wokół OECD. Polska mogła dzielić się doświadczeniami transformacji z państwami Eurazji, a także rozwijać relacje z Republiką Południowej Afryki, jednym z najważniejszych partnerów organizacji na kontynencie afrykańskim. Część pojawiających się możliwości została jednak osłabiona przez brak dalszej koordynacji i zainteresowania ze strony administracji.

W polityce wielostronnej rzadko istnieje jeden moment, w którym można ogłosić całkowite zwycięstwo. Wpływ narasta stopniowo poprzez obecność ekspertów, regularne spotkania, wspólne projekty, artykuły, poparcia udzielane kandydatom i zaufanie gromadzone przez lata. Zerwanie nawet jednego z tych elementów może zniszczyć znacznie więcej, niż wynikałoby z bezpośredniego kosztu zamkniętego programu.

Dlatego nowoczesna dyplomacja powinna być mniej zależna od personalnych preferencji aktualnego kierownictwa resortu. Jej podstawą muszą być szeroko rozumiane interesy państwa, wieloletnie programy i jawne kryteria oceny. Politycy mają prawo zmieniać priorytety, lecz powinni również wyjaśniać, dlaczego rezygnują z działań, w które państwo zainwestowało czas, pieniądze i wiarygodność.

Studium prof. Aleksandra Surdeja prowadzi do wniosku, że skuteczność dyplomacji zaczyna się jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnych negocjacji. Państwo musi wiedzieć, co chce osiągnąć, w jakich dziedzinach może stać się potrzebne partnerom i kto posiada kompetencje konieczne do wykonania zadania. Dopiero później można wybierać instytucje, narzędzia i ludzi.

Dotyczy to również opowiadania Polski za granicą. Jeśli polskie doświadczenia nie zostaną przedstawione językiem zrozumiałym dla innych narodów, ich miejsce zajmą cudze uproszczenia, stereotypy i interesy. Państwo, które nie uczestniczy w tworzeniu własnego obrazu, z czasem zaczyna funkcjonować w obrazie przygotowanym przez innych.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się