Odnawialne źródła energii wygrywają z wychwytywaniem CO2
Odnawialne źródła energii wygrywają z wychwytywaniem CO2, oferując większe korzyści klimatyczne przy porównywalnych nakładach kapitału.
Złudzenie technologicznego wybawienia
Inwestycje w innowacyjne technologie oczyszczania atmosfery budzą ogromne nadzieje rządów państw uprzemysłowionych oraz potężnego biznesu. Najnowsza analiza opublikowana na łamach periodyku Communications Sustainability weryfikuje rynkowy optymizm. Dotychczasowe oceny opłacalności skupiały się najczęściej wyłącznie na prostym pytaniu o to czy dany system fizycznie usuwa więcej gazów cieplarnianych niż sam emituje podczas pracy. Badacze z organizacji PSE Healthy Energy we współpracy z ekspertami uniwersytetów Boston oraz Harvard zastosowali znacznie bardziej rygorystyczne kryterium oceny. Naukowcy zestawili koszty wdrożenia systemów pochłaniających z inwestycją dokładnie tych samych funduszy w wielkoskalową energetykę słoneczną oraz wiatrową.
Niewygodna matematyka transformacji
Zespół badawczy przeanalizował 22 amerykańskie regiony energetyczne w długiej perspektywie czasowej sięgającej 2050 roku. Naukowcy przetestowali cztery różne scenariusze rozwoju technologii. Obecne komercyjne instalacje pochłaniające wymagają około 5500 kilowatogodzin energii przy gigantycznym koszcie 1000 dolarów za każdą przechwyconą tonę CO2. Przy takich parametrach urządzenia podłączone do tradycyjnej sieci energetycznej generują w rzeczywistości więcej zanieczyszczeń niż są w stanie zneutralizować. Nawet w niezwykle ambitnym scenariuszu zakładającym spadek zużycia energii do 1500 kilowatogodzin i redukcję kosztów operacyjnych do 500 dolarów za tonę budowa farm wiatrowych wciąż przynosi wielokrotnie wyższe zwroty z inwestycji. Dopiero hipotetyczny i skrajnie optymistyczny scenariusz przełomowy redukujący koszty do 100 dolarów i 800 kilowatogodzin daje innowacyjnej technologii ogólnokrajową przewagę. Mimo to tradycyjne odnawialne źródła wciąż wygrywają w wielu częściach kraju w tym na całym rozległym amerykańskim Środkowym Zachodzie.
Ukryte koszty brudnej infrastruktury
Klasyczna księgowość węglowa niezwykle często pomija fundamentalny wpływ ciężkiej infrastruktury na zdrowie lokalnych społeczności. Instalacje filtrujące powietrze wymagają potężnych nakładów energetycznych do ciągłej i stabilnej pracy. Zasilanie ich prądem pochodzącym choćby w części z konwencjonalnych paliw kopalnych natychmiast powoduje lokalną emisję dwutlenku siarki oraz tlenków azotu i szkodliwych drobnych pyłów zawieszonych. Toksyczne substancje kumulują się w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni drastycznie obniżając jakość życia okolicznych mieszkańców. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w przypadku masowego wdrażania energetyki odnawialnej. Farmy wiatrowe i słoneczne fizycznie wypierają brudne elektrownie z rynku co automatycznie generuje wymierne korzyści zdrowotne w każdym z modelowanych przez naukowców scenariuszy.
Zasada zakręconego kranu
Opublikowana analiza nie przekreśla ostatecznie sensu istnienia samej technologii bezpośredniego pochłaniania. Innowacja z pewnością odegra ważną rolę w przyszłości pomagając skutecznie usunąć historyczne nawisy dwutlenku węgla uwięzione w atmosferze. Absolutnym warunkiem koniecznym jest jednak wcześniejsze i niemal całkowite wyeliminowanie bieżących emisji przemysłowych. Badacz Yannai Kashtan obrazuje mechanizm niezwykle trafną metaforą tłumacząc że jeśli zlew w kuchni przelewa się na podłogę to należy najpierw zakręcić kran przed sięgnięciem po mopa. Kapitał przeznaczany na walkę ze zmianami klimatu musi zawsze trafiać tam gdzie zapewnia najwyższą rynkową skuteczność przy absolutnym minimum skutków ubocznych.
Szymon Ślubowski
