Odyseja Nolana i pytanie o szczęśliwe życie
Christopher Nolan ponownie zrobił z kina miejsce rozmowy o sprawach wykraczających daleko poza sam film. Jego „Odyseja” przyciąga publiczność rozmachem, gwiazdorską obsadą i spektakularnymi obrazami, lecz zainteresowanie ekranizacją Homera otworzyło również znacznie poważniejszy spór. Dotyczy on nie tylko tego, czy reżyser dochował wierności antycznemu poematowi, ale przede wszystkim tego, czy współczesna kultura potrafi jeszcze zrozumieć zawartą w nim wizję człowieka.
Luc Ferry, francuski filozof publikowany również na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, proponuje odczytać wędrówkę Odyseusza jako filozoficzny przewodnik po życiu śmiertelnika. W tekście przygotowanym dla „Le Figaro” nie koncentruje się na kostiumach, scenografii ani obsadzie filmu. Zamiast wystawiać Nolanowi kolejną ocenę, pyta o sens drogi prowadzącej bohatera z ruin Troi do domu na Itace.
W ujęciu Ferry’ego nie jest to zwyczajna wyprawa przez pełne niebezpieczeństw morze. Każdy jej etap przybliża Odyseusza do odzyskania utraconego porządku. Bohater opuszcza świat rządzony przez walkę, zemstę i nienawiść, aby powrócić do miejsca, w którym będzie mógł ponownie zostać mężem, ojcem i władcą.
Co ginie, kiedy Homer staje się widowiskiem
Głośna ekranizacja wywołała serię bardzo ostrych ocen. Michel Onfray uznał, że Nolan przeniósł Homera do Disneylandu, zamieniając jeden z fundamentów kultury europejskiej w kosztowną atrakcję dla masowego odbiorcy. Zdaniem francuskiego filozofa monumentalność obrazu nie zdołała zastąpić metafizycznego ciężaru opowieści, a techniczna doskonałość filmu jedynie podkreśliła duchowe zubożenie pierwowzoru.
Olivier Battistini, badacz świata greckiego, skupił się natomiast na różnicy pomiędzy antycznym bohaterem a jego hollywoodzkim odpowiednikiem. Filmowy Odyseusz otrzymał psychikę człowieka XXI wieku: nosi w sobie traumę wojenną, zmaga się z lukami pamięci i próbuje odbudować własną tożsamość. U Homera nie jest jednak pacjentem potrzebującym terapii, lecz człowiekiem, który doskonale pamięta, skąd pochodzi i dokąd zmierza.
Ferry nie odrzuca tych sporów, lecz szuka głębszego kryterium oceny. Wierność „Odysei” nie sprowadza się bowiem do zachowania kolejności przygód, wyglądu zbroi czy sposobu przedstawienia poszczególnych postaci. Ważniejsze pozostaje pytanie, czy nowa wersja ukazuje drogę od rozpadu do ładu, od przemocy do pojednania oraz od samotności wygnańca do bliskości możliwej dopiero po powrocie do domu.
Można zmienić wiele szczegółów fabuły, a mimo to ocalić istotę dawnej opowieści. Można również niezwykle dokładnie odtworzyć świat zewnętrzny, jednocześnie tracąc to, co nadawało mu znaczenie. Dlatego spór o „Odyseję” Nolana jest w gruncie rzeczy rozmową o granicach modernizowania dzieł, które powstały w cywilizacji o zupełnie innym rozumieniu człowieka, bogów i natury.
Wojna trojańska zaczęła się od niezgody
Ferry rozpoczyna swoją interpretację od Eris, greckiej bogini sporu i nienawiści. Niezaproszona na wesele Tetydy i Peleusa, przynosi złote jabłko przeznaczone „dla najpiękniejszej”. Rywalizacja Hery, Ateny i Afrodyty o pozornie niewinny przedmiot uruchamia ciąg wydarzeń, którego końcem będzie wieloletnia wojna Greków z Trojanami.
Złote jabłko staje się obrazem mechanizmu znanego każdej epoce. Niewielka uraza może przerodzić się w niekontrolowaną rywalizację, a następnie podporządkować sobie całe wspólnoty. Zazdrość trzech bogiń nie pozostaje ich prywatnym konfliktem, ponieważ z czasem wciąga królów, wojowników, miasta i kolejne pokolenia.
Pierwszym chaosem jest zatem niezgoda, drugim zaś wojna. Trzeci przychodzi w chwili, którą Grecy uznają za zwycięstwo. Ukryci we wnętrzu drewnianego konia wojownicy dostają się do Troi, otwierają bramy miasta i rozpoczynają masakrę jego mieszkańców.
Zdobycie Troi nie oznacza odzyskania harmonii. Przeciwnie, zwycięzcy przekraczają granice, po których ich własny triumf staje się moralną klęską. Nawet przychylne Grekom bóstwa odwracają się od okrucieństwa dokonanego po upadku miasta.
Dopiero w tym momencie zaczyna się właściwa historia Odyseusza. Wojownik potrafił pokonać przeciwnika, lecz teraz musi nauczyć się żyć w świecie, w którym nie wszystko rozstrzyga miecz. Jego największym zadaniem nie będzie zatopienie kolejnego okrętu ani przechytrzenie potwora, ale uwolnienie się od logiki wojny.
Współczesne kino zwykle umieszcza zwycięską bitwę na końcu opowieści. Po pokonaniu wroga bohater otrzymuje nagrodę, a widz opuszcza salę z przekonaniem, że zło zostało usunięte. Homer odwraca ten schemat, pokazując, że wygrana wojna może pozostawić człowieka duchowo bezdomnym, a powrót do zwyczajnego istnienia bywa trudniejszy od odniesienia militarnego zwycięstwa.
Itaka nie jest tylko punktem na mapie
Podróż Odyseusza prowadzi z krainy Eris do świata Erosa. Bohater opuszcza rzeczywistość ukształtowaną przez niezgodę i zmierza w stronę miłości, która przyjmuje bardzo konkretną postać: Penelopy, Telemacha, rodzinnego domu oraz odpowiedzialności za Itakę. Nie szuka idealnego państwa ani nowej ojczyzny, ponieważ celem pozostaje odzyskanie miejsca, które od początku było jego własne.
Itaka nie jest więc jedynie wyspą, na której zakończy się długa podróż. Oznacza rzeczywistość, w której Odyseusz będzie mógł przestać odgrywać rolę zdobywcy, rozbitka, więźnia, kochanka bogiń i anonimowego przybysza. Dopiero tam wszystkie części jego życia mogą ponownie ułożyć się w całość.
Dla Greków dobre życie wymagało zgodności pomiędzy człowiekiem a jego miejscem w świecie. Jednostka nie stawała się szczęśliwa dzięki zerwaniu wszystkich więzi, lecz poprzez właściwe wypełnianie ról wynikających z jej położenia. Odyseusz osiąga spełnienie nie wtedy, gdy zyskuje możliwość stania się kimkolwiek, ale wówczas, gdy może znów być sobą.
Jest to idea bardzo odległa od wielu współczesnych wyobrażeń o wolności. Dzisiejsza kultura często przedstawia korzenie, dziedzictwo i zobowiązania jako ograniczenia, które należy odrzucić w imię samorealizacji. Homer ukazuje natomiast człowieka cierpiącego właśnie dlatego, że został odcięty od domu, pamięci oraz relacji określających jego tożsamość.
Powrót nie oznacza jednak prostego cofnięcia czasu. Odyseusz przybywający na Itakę nie jest tym samym człowiekiem, który przed laty wyruszył pod Troję. Musi zostać rozpoznany przez innych, odzyskać władzę i ponownie wejść w role, które istniały przed jego nieobecnością, lecz zostały przez nią głęboko przemienione.
Dlaczego bohater nie chce żyć wiecznie
Najbardziej znacząca decyzja Odyseusza nie ma charakteru wojennego. Kalipso proponuje mu pozostanie u jej boku, nieprzemijającą młodość i uwolnienie od śmierci. Odrzucając tę możliwość, bohater wybiera Penelopę, choć wie, że zarówno on, jak i jego żona będą się starzeć i kiedyś umrą.
Na pierwszy rzut oka taka decyzja przeczy podstawowemu instynktowi człowieka. Odyseusz może otrzymać to, czego ludzie od zawsze bezskutecznie pragnęli, lecz rezygnuje z daru bogini. Nie chce wiecznego istnienia, jeśli jego ceną miałaby być utrata domu, rodziny i własnej historii.
Nieśmiertelność oferowana przez Kalipso byłaby przedłużeniem wygnania. Bohater przestałby obawiać się końca, lecz musiałby na zawsze pozostać poza światem, do którego należy. Miałby przed sobą nieskończoną liczbę dni, ale żaden z nich nie prowadziłby do celu.
W interpretacji Luca Ferry’ego „Odyseja” nie obiecuje śmiertelnikowi, że zdoła uniknąć swojego losu. Przekonuje natomiast, że świadomość przyszłej śmierci nie musi odbierać wartości życiu. Człowiek może zostać ocalony nie poprzez biologiczne trwanie bez końca, lecz dzięki odnalezieniu sensu w granicach wyznaczonych przez ludzką kondycję.
Odyseusz wybiera zatem nie śmierć, ale skończoność wypełnioną znaczeniem. Woli ograniczony czas dzielony z Penelopą niż wieczność przeżywaną poza własnym miejscem. Tym samym odrzuca miraż życia bez kresu na rzecz życia, które rzeczywiście do niego należy.
Jakie warunki musi spełniać dobre życie
Pierwszym przełomem jest uwolnienie się od paraliżującego strachu przed śmiercią. Nie chodzi o lekceważenie zagrożenia ani o heroiczną pogardę dla kresu. Odyseusz po prostu przestaje podporządkowywać istnienie obsesji uniknięcia tego, czego żaden śmiertelnik nie zdoła ominąć.
Lęk przed śmiercią może odebrać człowiekowi życie na długo przed jego rzeczywistym końcem. Kto każdą chwilę traktuje jedynie jako kolejny krok ku utracie, nie potrafi przeżyć żadnej z nich w pełni. Odyseusz odzyskuje wolność wtedy, gdy godzi się z granicą, której nie może przesunąć.
Kolejną częścią dobrego życia staje się powrót do teraźniejszości. Podczas wieloletniej tułaczki bohater pozostaje uwięziony pomiędzy wspomnieniem domu a oczekiwaniem na jego odzyskanie. Przeszłość wypełnia go nostalgią, przyszłość zaś nieustanną nadzieją, przez co żadna z przeżywanych chwil nie jest naprawdę jego.
Po spotkaniu z Penelopą ta sytuacja się zmienia. Odyseusz nie musi już wspominać Itaki ani wyobrażać sobie dnia, w którym do niej dotrze. Znajduje się w miejscu, za którym tęsknił, i może wreszcie zamieszkać w czasie teraźniejszym.
Homer opowiada, że bogowie wydłużają noc małżonków. Ferry widzi w tym nie obietnicę fizycznej nieśmiertelności, lecz obraz chwili przeżywanej bez pośpiechu i lęku. Czas przestaje być wrogiem, ponieważ nie oddziela już bohatera od tego, czego najbardziej pragnął.
Właśnie tutaj można odnaleźć interesujące spotkanie Homera z twórczością Christophera Nolana. Reżyser wielokrotnie opowiadał o ludziach próbujących podporządkować sobie czas, cofnąć jego bieg albo uwolnić się od jego praw. „Odyseja” podsuwa inną odpowiedź: człowiek nie musi zwyciężyć czasu, jeżeli potrafi w pełni przyjąć ofiarowaną mu chwilę.
Ostatnim warunkiem jest ponowne wejście w większy porządek. Grecy nazywali go kosmosem, przeciwstawiając harmonijną strukturę rzeczywistości chaosowi. Szczęście nie wynikało z dowolnego przekształcania świata według indywidualnych pragnień, lecz z rozpoznania, jaka miara, rola i odpowiedzialność są właściwe dla danego człowieka.
Odyseusz zostaje na swój sposób uratowany, ponieważ po latach błądzenia odzyskuje zgodność ze światem. Ponieważ ład kosmiczny jest trwalszy od życia jednostki, uczestniczący w nim człowiek staje się częścią czegoś, czego śmierć pojedynczej osoby nie może unicestwić. Nie otrzymuje wieczności bogów, ale odnajduje własne miejsce w rzeczywistości, która nie kończy się wraz z nim.
Czy Nolan musiał pozostać wierny Homerowi
Żaden reżyser nie jest w stanie przenieść antycznego eposu na ekran bez dokonywania wyborów. Zmiana medium wymusza skróty, przesunięcia akcentów, nowe rozwiązania fabularne i dostosowanie rytmu opowieści do oczekiwań publiczności. Adaptacja nie może być mechaniczną kopią, ponieważ film rządzi się innymi prawami niż poemat przeznaczony pierwotnie do ustnego wykonywania.
Historia Odyseusza zresztą nigdy nie pozostawała zamknięta w jednej postaci. Grecy i Rzymianie opowiadali odmienne wersje losów bohatera, później zaś czynili to Dante, James Joyce, Stanley Kubrick, bracia Coen oraz dziesiątki innych pisarzy i reżyserów. Nolan nie popełnia więc niczego niewłaściwego przez sam fakt dodawania do mitu własnej warstwy.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy nowa interpretacja usuwa pytania stanowiące o wielkości pierwowzoru, zastępując je całkowicie problemami własnej epoki. Zewnętrzna wierność nie jest najważniejsza, ale współczesne odczytanie powinno wejść w rozmowę z dawnym dziełem, zamiast traktować je wyłącznie jako magazyn efektownych postaci i wydarzeń.
Ferry przypomina zarazem, że „Odyseja” wyrasta z kosmologii, której współczesny Zachód już nie podziela. Grecy postrzegali rzeczywistość jako uporządkowaną całość, podczas gdy człowiek nowoczesny częściej widzi świat jako materiał do samodzielnego kształtowania. Nie wystarczy zatem przebrać Odyseusza we współczesny kostium psychologiczny, aby automatycznie przełożyć sens poematu na język naszych czasów.
Dobra adaptacja nie musi udzielać takich samych odpowiedzi jak Homer. Powinna jednak zachować wielkość jego pytań. Jeżeli film prowadzi widza ku refleksji nad wojną, domem, śmiertelnością, czasem i odpowiedzialnością, wówczas antyczna opowieść nadal pozostaje żywa.
Być może najważniejszym skutkiem sukcesu „Odysei” Nolana nie będzie więc ostateczna odpowiedź na pytanie o artystyczną wartość filmu. Znacznie cenniejsze okaże się ponowne odkrycie, że dzieło Homera nie jest wyłącznie szkolną lekturą ani zbiorem fascynujących mitów. To jeden z najstarszych europejskich namysłów nad tym, jak człowiek może powrócić z wojny, pogodzić się ze swoją śmiertelnością i odbudować świat, w którym da się naprawdę zamieszkać.
Odyseusz nie zwycięża śmierci i nie zatrzymuje czasu. Osiąga coś bardziej ludzkiego: przestaje uciekać, odzyskuje teraźniejszość i rozpoznaje miejsce, do którego należy. Właśnie dlatego jego podróż nie kończy się jedynie dopłynięciem do brzegu Itaki, lecz staje się drogą prowadzącą do życia, które mimo swojej skończoności może być szczęśliwe.
Arkadiusz Jordan
