oszczędności w Unii Europejskiej

Europejczycy mają 10 bilionów euro oszczędności. Ursula von der Leyen ma na nie pomysł

Ursula von der Leyen chce skierować część z 10 bilionów euro zgromadzonych na europejskich rachunkach bankowych do przedsiębiorstw, przemysłu i nowych technologii. Komisja przekonuje, że zintegrowany rynek finansowy da obywatelom lepsze możliwości pomnażania majątku, a firmom zapewni kapitał potrzebny do rozwoju. Krytycy odpowiadają, że depozyty już finansują gospodarkę, a prywatne pieniądze nie powinny służyć celom wybieranym przez polityków.

Dlaczego Bruksela zainteresowała się pieniędzmi gospodarstw domowych?

W państwach Unii Europejskiej około 10 bilionów euro należących do gospodarstw domowych znajduje się na depozytach bankowych. Komisja zwraca uwagę, że rachunki zapewniają bezpieczeństwo i płynność, lecz zazwyczaj dają niższe dochody niż inwestycje utrzymywane przez wiele lat. Jednocześnie europejskie spółki, szczególnie młode firmy technologiczne, mają trudności ze zdobyciem kapitału potrzebnego do szybkiego rozwoju.

W Stanach Zjednoczonych znacznie większa część majątku rodzin trafia na giełdę, do funduszy oraz programów emerytalnych opartych na instrumentach finansowych. Europejczycy odkładają relatywnie dużo, ale ich pieniądze często wspierają banki albo są lokowane na rynkach poza Unią. Według przedstawianych w Brukseli danych każdego roku setki miliardów euro europejskiego kapitału płyną przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych.

Komisja uważa, że kontynent nie cierpi na brak pieniędzy, lecz na brak systemu, który potrafiłby skutecznie połączyć oszczędzających z przedsiębiorstwami. Rynek pozostaje podzielony między państwa posiadające różne podatki, regulacje, procedury upadłościowe i instytucje nadzorcze. Firma działająca w jednym kraju nie uzyskuje więc automatycznie dostępu do kapitału całej Unii.

Na czym ma polegać Unia oszczędności i inwestycji?

Projekt zakłada utworzenie prostszych rachunków inwestycyjnych, rozwój dodatkowych programów emerytalnych oraz poszerzenie oferty dostępnej dla klientów indywidualnych. Bruksela chce również ułatwić bankom i towarzystwom ubezpieczeniowym finansowanie przedsiębiorstw, ożywić rynek sekurytyzacji oraz bardziej zintegrować nadzór nad instytucjami finansowymi. Wspólne zasady miałyby obniżyć koszty i ułatwić przepływ kapitału przez granice państw.

Ursula von der Leyen ocenia, że dokończenie tych reform może wygenerować do 470 mld euro dodatkowego finansowania rocznie. Nie jest to suma, którą instytucje unijne zamierzają bezpośrednio pobrać z kont bankowych. Chodzi o szacowany wzrost inwestycji możliwy dzięki większemu udziałowi rynków kapitałowych w finansowaniu gospodarki.

Komisja chciałaby uzyskać porozumienie państw członkowskich przed końcem 2026 r. Jeżeli wszystkie stolice nie zaakceptują reform, grupa co najmniej dziewięciu krajów może skorzystać z mechanizmu wzmocnionej współpracy. Taki scenariusz oznaczałby powstanie rynku rozwijanego początkowo przez część Unii, a nie przez całą wspólnotę.

Czy pieniądze pozostawione w banku rzeczywiście są bezczynne?

Wypowiedź o „leniwych oszczędnościach” upraszcza sposób działania systemu finansowego. Bank wykorzystuje depozyty jako istotne źródło finansowania kredytów dla konsumentów, przedsiębiorstw i nabywców mieszkań. Pieniądze znajdujące się na rachunkach nie znikają więc z gospodarki, nawet jeśli ich właściciel nie kupuje akcji ani jednostek funduszu.

Ekonomiści cytowani wcześniej przez Reutersa podważali przekonanie, że sama mobilizacja oszczędności rozwiąże problem słabych inwestycji. Ich zdaniem przedsiębiorstwa ograniczają wydatki również z powodu drogich surowców energetycznych, niedoboru pracowników, niewielkiego popytu i agresywnej konkurencji ze strony Chin. Dostęp do kapitału jest ważny, ale nie zastąpi perspektyw wzrostu ani stabilnego otoczenia dla biznesu.

Również interes oszczędzającego nie zawsze pokrywa się z gospodarczymi celami Unii. Rodzina może potrzebować łatwo dostępnej rezerwy, nie akceptować wahań cen aktywów albo chcieć podzielić inwestycje między różne części świata. Skupienie kapitału wyłącznie na rynku europejskim ogranicza dywersyfikację i zwiększa zależność od sytuacji w regionie, w którym ta sama rodzina uzyskuje dochody i posiada nieruchomość.

Na co mają zostać przeznaczone nowe inwestycje?

Komisja wskazuje przede wszystkim technologie cyfrowe, przemysł, energetykę, innowacje i obronność. Raport przygotowany przez Maria Draghiego szacował, że do 2030 r. Europa potrzebuje każdego roku dodatkowych inwestycji sięgających 750–800 mld euro. Bez nich kontynent będzie miał coraz większe trudności z dotrzymaniem kroku Stanom Zjednoczonym i Chinom.

Wystąpienie w Paryżu pokazało, że polityka finansowa ma stać się częścią szerszego projektu gospodarczej niezależności. Von der Leyen opowiedziała się za preferowaniem europejskiej produkcji w strategicznych zamówieniach publicznych, szybszym wydawaniem pozwoleń przemysłowych oraz skuteczniejszą ochroną przed przedsiębiorstwami korzystającymi z wysokich subsydiów państwowych. Przyszły budżet unijny określiła jako finansowe narzędzie europejskiej samodzielności.

Szczególnie stanowczo przewodnicząca Komisji mówiła o relacjach z Pekinem. Zapewniła, że Unia nadal chce prowadzić wymianę z Chinami, ale nie będzie bezczynnie akceptować trwałej nierównowagi handlowej. Przypomniała też o ponad 30 postępowaniach ochronnych wszczętych przez Komisję w ciągu poprzedniego roku.

Czy Europejczycy będą musieli inwestować?

Obecne propozycje nie przewidują jak na razie przymusowego przenoszenia pieniędzy z depozytów na giełdę. Instytucje unijne mówią o dobrowolnych produktach, przejrzystych opłatach, zachętach podatkowych i edukacji finansowej. Obywatel ma otrzymać większy wybór, a nie administracyjny nakaz zakupu określonych aktywów.

Spór będzie jednak dotyczył sposobu skonstruowania zachęt. Jeżeli preferencje podatkowe, programy emerytalne oraz publiczne oznaczenia zaczną promować branże wybrane przez polityków, prywatny kapitał zostanie pośrednio skierowany na realizację celów państwa. Zyski i straty nadal ponosić będzie inwestor, choć kierunek przepływu pieniędzy może zależeć od decyzji podejmowanych w Brukseli lub stolicach krajowych.

Dlatego powodzenie projektu powinno być oceniane nie tylko liczbą miliardów pozyskanych przez firmy. Równie ważne będą ochrona drobnych inwestorów, możliwość swobodnego wycofania środków, czytelne informowanie o ryzyku oraz rzeczywista konkurencja między produktami. Europa potrzebuje większej liczby inwestycji, lecz nie może poprawiać statystyk kosztem bezpieczeństwa finansowego obywateli.

Arkadiusz Jordan

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się