„Partia Karaluchów” wstrząsnęła Indiami
Protesty ruchu CJP wstrząsnęły Indiami. Młodzi ludzie, coraz częściej pozbawieni perspektyw i szans na awans społeczny, protestują, kwestionując politykę Narendry Modiego.
Zaczęło się od kolejnych przecieków arkuszy egzaminacyjnych i rosnącej nieufności wobec systemu, który dla milionów młodych Hindusów pozostaje najważniejszą drogą do awansu społecznego. Po kilku tygodniach gniew przerodził się w największą od lat mobilizację studencką. Dziesiątki tysięcy osób próbowały dotrzeć pod parlament w Delhi, a policja odpowiedziała gazem łzawiącym i pałkami. Teraz przedstawiciele protestujących mają rozpocząć rozmowy z rządem. Ruch działający pod nazwą Cockroach Janta Party, w skrócie CJP, domaga się reformy edukacji i dymisji ministra Dharmendry Pradhana. Jego uczestnicy protestują przeciw powtarzającym się wyciekom arkuszy, nieprawidłowościom podczas egzaminów i brakowi odpowiedzialności po stronie państwa. Demonstracje trwają od ponad miesiąca, a ich skala stała się poważnym problemem dla rządu Narendry Modiego. przedstawiciele CJP mają spotkać się z władzami. Protestujący zapowiadają jednak, że nie zrezygnują z głównego żądania, którym pozostaje dymisja ministra edukacji. Na ulicach Delhi wciąż przebywają tysiące młodych ludzi. Część z nich spędziła noc na chodnikach i jezdniach w pobliżu Jantar Mantar, głównego miejsca protestu.
Sprawa nie dotyczy jednego testu czy jednej uczelni. W Indiach wyniki egzaminów decydują o przyjęciu na studia, dostępie do administracji państwowej i wielu najlepiej opłacanych zawodów. Dla rodzin z klasy średniej i uboższych warstw społeczeństwa są często jedyną realną szansą na poprawę sytuacji życiowej. Bezpośrednim powodem obecnej fali protestów był wyciek pytań do egzaminu medycznego NEET. Do testu przeprowadzonego 3 maja przystąpiło około 2,28 mln osób. Kilka dni później egzamin unieważniono i zorganizowano ponownie. Według doniesień medialnych po jego odwołaniu ponad 20 studentów odebrało sobie życie. Do protestów dołączyli także członkowie części ich rodzin.
Właśnie dlatego przecieki arkuszy wywołały tak silną reakcję. Oszustwa i nieprawidłowości podważają zaufanie do mechanizmu, który miał nagradzać naukę, wysiłek i zdolności. Protestujący coraz częściej pytają, czy można mówić o uczciwej konkurencji, skoro państwo nie potrafi zabezpieczyć najważniejszych egzaminów. Problem łączy ludzi z różnych środowisk. Na ulicach pojawili się młodzi z wielu regionów, kast i klas społecznych. Nie reprezentują jednej grupy zawodowej ani określonej wspólnoty religijnej. Łączy ich przekonanie, że system edukacyjny nie daje już równych szans.
W ciągu ostatniej dekady rząd Narendry Modiego mierzył się z wieloma dużymi demonstracjami, między innymi przeciw reformom prawa o obywatelstwie i zmianom w rolnictwie. W tych przypadkach władza mogła przedstawiać protesty jako spór ideologiczny, regionalny albo wynik działań opozycji. W przypadku CJP taka strategia jest trudniejsza. Uczestnicy nie występują przeciw konkretnej wizji państwa ani nie walczą o interes jednej grupy. Zarzucają rządowi brak sprawności, uczciwości i kontroli nad administracją. Dla partii BJP jest to szczególnie niewygodne, bo uderza w jeden z głównych filarów jej wizerunku, czyli obietnicę skutecznego zarządzania. Wielu protestujących nie należało wcześniej do naturalnego zaplecza opozycji. To młodzi ludzie, którzy chcą zdobyć wykształcenie, znaleźć stabilną pracę i awansować społecznie. Część z nich mogła wcześniej popierać BJP albo pozostawać politycznie obojętna. Teraz ich gniew został skierowany bezpośrednio przeciw instytucjom państwa.
Po tygodniach ograniczonej reakcji Narendra Modi po raz pierwszy wyraźnie odniósł się do problemu. Opublikował pionowo nagrane wideo, co część komentatorów uznała za próbę dotarcia do młodych odbiorców aktywnych na Instagramie i innych platformach społecznościowych. Premier poinformował, że otrzymał projekt nowej ustawy przewidującej surowe kary za wycieki arkuszy. Dokument ma zostać omówiony przez rząd, a następnie skierowany do parlamentu. Modi przyznał, że skandale egzaminacyjne powodują ogromne cierpienie studentów i ich rodzin. CJP uznała tę reakcję za dowód, że presja zaczyna działać. Jej rzecznicy odpowiadają jednak, że sama ustawa nie wystarczy. Ich zdaniem rząd powinien także pociągnąć do odpowiedzialności osoby kierujące resortem edukacji. Minister Pradhan nie odniósł się bezpośrednio do żądań swojej dymisji. Wcześniej oskarżał opozycyjny Kongres o wykorzystywanie studentów do wywoływania politycznych zamieszek.
CJP powstała w maju jako internetowy ruch satyryczny. Nazwa odwołuje się do słowa „karaluchy”, którego jeden z najwyższych indyjskich sędziów miał użyć wobec bezrobotnych młodych ludzi. Określenie, które miało ich poniżyć, zostało szybko przejęte przez samych protestujących. Memy, nagrania i hasła CJP zyskały ogromny zasięg. Przez pierwsze tygodnie nie było jasne, czy popularność w internecie przełoży się na realną mobilizację. Marsz pod parlament rozwiał te wątpliwości. Na protestach pojawili się przedstawiciele związków studenckich, organizacji lewicowych i ugrupowań broniących praw dalitów. Największą grupę stanowili młodzi, którzy przyjechali z różnych części kraju bez wyraźnego zaplecza partyjnego.
CJP uruchomiła protest, ale szybko przestała mieć nad nim pełną kontrolę. Coraz częściej pojawiały się hasła dotyczące bezrobocia, kosztów życia, jakości edukacji i malejących szans na stabilną przyszłość. Wyciekające arkusze stały się zapalnikiem dla znacznie szerszej frustracji. Mobilizacja pokazuje, że źródłem gniewu nie są wyłącznie egzaminy. Młodzi Hindusi zmagają się z rosnącymi kosztami życia, dużą konkurencją o miejsca na uczelniach i ograniczoną liczbą stabilnych miejsc pracy. Wieloletnia nauka i przygotowania do testów nie gwarantują już sukcesu.
W takim otoczeniu każdy wyciek pytań odbierany jest jak kradzież przyszłości. Studenci widzą, że nawet wysokie kwalifikacje mogą nie wystarczyć, jeśli system jest skorumpowany lub źle zarządzany. Coraz częściej pojawia się też przekonanie, że rząd, który od dawna utrzymuje się przy władzy, przestał reagować na codzienne problemy obywateli.
Historia Indii zna ruchy studenckie, które potrafiły zmieniać politykę kraju. Zdarzały się też mobilizacje, które po kilku tygodniach traciły impet. CJP nie ma jeszcze trwałej struktury ani spójnego programu politycznego. Jego dalsze losy zależą od rozmów z rządem, reakcji policji i zdolności do utrzymania protestów poza Delhi. Na razie ruch zmusił Narendre Modiego do odpowiedzi, skłonił rząd do zapowiedzi nowej ustawy i doprowadził do rozpoczęcia rozmów. Nie uspokoiło to jednak ulicy. Protestujący nadal żądają dymisji ministra edukacji i przekonują, że kryzysu zaufania nie da się rozwiązać jedną ustawą.
MB
