partia Mateusza Morawieckiego

Nowa siła Mateusza Morawieckiego może otworzyć prawicy drogę do władzy [Ryszard TERLECKI]

Powstający wokół Mateusza Morawieckiego projekt polityczny ma szansę stać się czymś znacznie ważniejszym niż kolejnym ugrupowaniem utworzonym po partyjnym rozłamie. Pierwsze sondaże wskazują, że Rozwój Plus może wejść do Sejmu, uczestniczyć w budowaniu przyszłej większości i przyczynić się do zastąpienia gabinetu Donalda Tuska nowym rządem, rządem centroprawicy.

Czy kilka procent może doprowadzić do zmiany rządu?

W polskiej polityce nie zawsze największa partia rozstrzyga o tym, kto obejmuje władzę. Niekiedy o powstaniu większości decyduje ugrupowanie zdobywające kilka procent głosów, ale zajmujące strategiczne miejsce pomiędzy większymi blokami. Właśnie w takiej pozycji może znaleźć się formacja budowana przez Mateusza Morawieckiego.

Pokazał to sierpniowy sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski. W wariancie samodzielnego startu Rozwój Plus otrzymywał 6,8 proc. poparcia, co w symulacji dawało mu 29 miejsc w Sejmie. Koalicja Obywatelska i Lewica dysponowałyby wspólnie 218 mandatami, a więc nie mogłyby samodzielnie kontynuować rządów.

Prawo i Sprawiedliwość, obie Konfederacje oraz ugrupowanie Morawieckiego miałyby razem 242 mandaty. Taki wynik nie przesądzałby jeszcze o zawarciu koalicji, ale otwierałby realną możliwość utworzenia nowego rządu. Mateusz Morawiecki stałby się wówczas jednym z polityków, bez których zbudowanie większości po prawej stronie byłoby bardzo trudne.

W tym sensie znaczenie Rozwoju Plus może być znacznie większe, niż wynikałoby z prostego porównania procentów. Partia zdobywająca kilkadziesiąt mandatów mogłaby współdecydować o programie rządu, obsadzie najważniejszych stanowisk oraz wyborze przyszłego premiera. Mogłaby również stać się środowiskiem łączącym tradycyjny elektorat PiS z wyborcami umiarkowanej centroprawicy.

Dlaczego czas działa na korzyść Mateusza Morawieckiego?

Do wyborów parlamentarnych pozostało jeszcze bardzo wiele czasu. Jeżeli nie dojdzie do skrócenia kadencji Sejmu, głosowanie powinno odbyć się jesienią 2027 roku. Oznacza to, że obecne sondaże opisują dopiero początek procesu formowania się nowego układu politycznego.

Rozwój Plus nie musi już dziś osiągać wyniku kilkunastoprocentowego, aby można było mówić o jego sukcesie. Najważniejsze jest to, że inicjatywa już wyraźnie przekroczyła granicę politycznej ciekawostki i w szeregu badań znajduje się ponad progiem wyborczym. Nowe ugrupowania często przez wiele miesięcy walczą o samą rozpoznawalność, podczas gdy projekt Morawieckiego od początku dysponuje znanym liderem, reprezentacją parlamentarną oraz środowiskiem ludzi posiadających doświadczenie w administracji państwowej.

Były premier nie zaczyna od pustej kartki. Ma za sobą sześć lat kierowania rządem, rozpoznawalność w kraju, kontakty międzynarodowe oraz pozycję przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. W jego otoczeniu znajdują się byli ministrowie, parlamentarzyści, samorządowcy i eksperci, dzięki czemu przyszła partia może znacznie szybciej niż typowy nowy projekt zbudować struktury zdolne do przeprowadzenia ogólnopolskiej kampanii.

Pierwszym dużym sprawdzianem będzie zapowiedziana na 15 października 2026 roku konwencja Rozwoju Plus. Dopiero po niej będzie można dokładniej oceniać ofertę programową, zdolność mobilizacji zwolenników oraz skalę zainteresowania ludzi, którzy dotychczas nie byli związani z żadną partią. Ryszard Terlecki słusznie wskazuje zatem późną jesień jako moment pierwszego poważniejszego bilansu, a nie ostatecznego werdyktu wyborców.

Co naprawdę pokazują sondaże Rozwoju Plus?

Wyniki badań dotyczących projektu Morawieckiego można opisać za pomocą trzech kręgów potencjalnego poparcia. Najszerszy obejmuje ludzi pozytywnie nastawionych do samej idei powstania nowej partii. W badaniu Instytutu Badań Pollster aż 32 proc. respondentów uznało, że były premier powinien powołać własne ugrupowanie.

Drugi krąg tworzą wyborcy deklarujący gotowość rozważenia głosu na formację Morawieckiego. Wiosenne badanie SW Research wskazywało na 16,7 proc. takich odpowiedzi, a dodatkowe 21,7 proc. ankietowanych nie potrafiło jeszcze zająć stanowiska. Inny pomiar potencjału nowego projektu przynosił rezultat sięgający 18,8 proc.

Liczby te nie są prognozą wyniku wyborczego, ale pokazują przestrzeń, w której Rozwój Plus może się rozwijać. Oznaczają, że projekt posiada znacznie szerszy krąg potencjalnych sympatyków niż grupa osób, które już dziś zdecydowanie wskazują go w klasycznych sondażach partyjnych. Zadaniem kolejnych miesięcy będzie przekształcenie zainteresowania i życzliwości w twardą deklarację udziału w wyborach.

Trzeci krąg stanowią respondenci, którzy już teraz wybierają Rozwój Plus z pełnej listy ugrupowań. W badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” partia Morawieckiego osiągnęła 7,4 proc. Niedługo później sondaż tej samej pracowni dla Polsat News przyniósł jej 7,8 proc., a jeden z powyborczych wariantów United Surveys wskazywał 7,5 proc. głosów i 31 mandatów.

W kolejnym badaniu United Surveys nowa formacja uzyskała 6,8 proc., natomiast Ogólnopolska Grupa Badawcza oszacowała jej poparcie na 5,49 proc. Pojawił się również mniej korzystny sondaż Social Changes, w którym Rozwój Plus otrzymał 4 proc. Takie różnice na początku budowy partii są naturalne, szczególnie gdy jej ostateczna nazwa, program i struktura nie zostały jeszcze w pełni zaprezentowane.

Najważniejsze pozostaje to, że kilka niezależnych pomiarów umieszcza projekt Morawieckiego w Sejmie. Wyniki oscylujące pomiędzy 5 a 8 proc. przed właściwym rozpoczęciem kampanii tworzą podstawę do dalszego wzrostu. Są punktem wyjścia, którego wiele nowych inicjatyw politycznych nigdy nie zdołało osiągnąć.

Kogo może połączyć nowa centroprawica?

Ryszard Terlecki dostrzega dla partii Morawieckiego miejsce pomiędzy trzema istniejącymi obozami. Z jednej strony znajdują się wyborcy PiS, którzy pozostają przywiązani do konserwatywnych wartości, polityki społecznej i silnego państwa, lecz nie chcą dalszego zaostrzania języka ani przesuwania partii w stronę najbardziej radykalnych środowisk. Z drugiej strony są ludzie, którzy w 2023 roku poparli Koalicję Obywatelską lub dawną Trzecią Drogę, a obecnie nie odnajdują w działaniach rządu oczekiwanej zmiany jakościowej.

Pomiędzy tymi grupami istnieje szerokie pole umiarkowanej centroprawicy. Znajdują się w nim przedsiębiorcy oczekujący stabilnych reguł, pracownicy zainteresowani dalszym wzrostem wynagrodzeń, rodziny potrzebujące bezpieczeństwa społecznego, mieszkańcy mniejszych miejscowości oraz wyborcy przekonani o konieczności prowadzenia ambitnej polityki inwestycyjnej. Nie wszyscy chcą wracać do dawnej formuły PiS, ale wielu nie widzi dla siebie miejsca ani w liberalno-lewicowym obozie rządzącym, ani w partiach protestu.

Morawiecki może zaoferować im połączenie konserwatywnej tożsamości z programem gospodarczego rozwoju. W jego dotychczasowych wystąpieniach powracają wielkie inwestycje infrastrukturalne, energetyka jądrowa, cyfryzacja państwa, uszczelnienie systemu podatkowego, wzmacnianie polskich przedsiębiorstw oraz ochrona konkurencyjności gospodarki przed skutkami europejskiej polityki klimatycznej.

Taka propozycja odróżniałaby Rozwój Plus zarówno od radykalnej prawicy, jak i od Koalicji Obywatelskiej. Nowa partia mogłaby przedstawić się jako formacja zdolna jednocześnie chronić tradycyjne wartości, utrzymywać silne związki z NATO i Stanami Zjednoczonymi oraz prowadzić aktywną politykę modernizacji kraju.

Czy rozłam w PiS musi oznaczać trwałą wojnę?

Ryszard Terlecki uważa usunięcie środowiska Mateusza Morawieckiego z Prawa i Sprawiedliwości za poważny błąd. Według jego oceny decyzja ta została podjęta w chwili, gdy największa partia opozycyjna już traciła poparcie i potrzebowała poszerzenia swojej oferty, a nie ograniczania jej do jednego nurtu.

Powstanie Rozwoju Plus nie musi jednak prowadzić do wyniszczającej rywalizacji dwóch ugrupowań. Nowa formacja może zmienić wewnętrzny układ sił na prawicy, a jednocześnie zachować zdolność do współpracy z PiS po wyborach. Morawiecki wielokrotnie podkreślał, że celem nie powinno być zwycięstwo pozorne, lecz zbudowanie większości zdolnej przejąć odpowiedzialność za państwo.

W perspektywie 2027 roku możliwe są różne rozwiązania. Rozwój Plus i PiS mogą wystawić osobne listy, mogą porozumieć się w części okręgów albo stworzyć szerszą formułę wyborczą, jeżeli wymagać tego będzie polityczna arytmetyka. Ostateczny wariant powinien zależeć od sondaży, rozkładu poparcia w regionach oraz możliwości zdobycia największej liczby mandatów.

Nowa partia daje prawicy dodatkową możliwość dotarcia do wyborców, których PiS samodzielnie nie potrafi już przekonać. Jeżeli Rozwój Plus poszerzy łączny elektorat centroprawicy, a nie tylko przejmie część dotychczasowych zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, rozłam może przekształcić się w początek politycznej przebudowy.

Dlaczego Donald Tusk szuka jednej listy?

Pojawienie się projektu Morawieckiego następuje w niekorzystnym momencie dla obecnej koalicji. PSL i Polska 2050 w wielu badaniach pozostają poniżej progu wyborczego, a bez ich mandatów Koalicja Obywatelska i Lewica mogą nie być w stanie utrzymać większości. Donald Tusk musi zatem szukać sposobu na ograniczenie liczby głosów traconych przez mniejszych partnerów.

Stąd powracający pomysł wspólnej listy całego obozu rządzącego albo przynajmniej porozumienia Koalicji Obywatelskiej z PSL. Według informacji medialnych Tusk rozmawiał z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem zarówno o formule startu w 2027 roku, jak i o kandydacie na premiera przyszłego rządu. Terlecki twierdzi ponadto, że ludowcom miałoby przypaść dwanaście pierwszych miejsc na listach.

Sama gotowość do prowadzenia takich rozmów pokazuje, że obóz rządzący dostrzega niebezpieczeństwo. Wspólna lista zabezpieczałaby mandaty polityków PSL, ale mogłaby zarazem osłabić odrębność partii i wywołać opór jej regionalnych struktur. Ludowcy musieliby zdecydować, czy chcą zachować własną tożsamość, czy też zaakceptować rolę mniejszego partnera Koalicji Obywatelskiej.

Terlecki ocenia, że pozycję Donalda Tuska osłabiają niespełnione obietnice, kolejne spory oraz kontrowersje, których rząd nie potrafi przekonująco zamknąć. Nawet jeżeli nie dojdzie do zmiany premiera przed wyborami, obecna większość będzie musiała bronić swojego dorobku w warunkach coraz bardziej skomplikowanej sceny politycznej.

Co Morawiecki wnosi do przyszłej większości?

Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej osiągają razem wyniki przekraczające 20 proc., ale wysoki rezultat partii protestu nie jest jeszcze równoznaczny ze zdolnością zbudowania sprawnego rządu. Ryszard Terlecki podkreśla, że czym innym jest skuteczna krytyka konkurentów, a czym innym codzienne zarządzanie finansami publicznymi, bezpieczeństwem, energetyką, ochroną zdrowia i polityką zagraniczną.

W tym miejscu ujawnia się największy atut Mateusza Morawieckiego. Były premier posiada doświadczenie, którego nie ma większość liderów nowych ugrupowań. Kierował rządem w czasie pandemii, kryzysu energetycznego i pełnoskalowej wojny na Ukrainie, uczestniczył w negocjacjach europejskich oraz odpowiadał za realizację wielkich programów społecznych i gospodarczych.

Może więc występować nie tylko jako przywódca kolejnej partii, lecz także jako kandydat do współtworzenia przyszłego gabinetu. Rozwój Plus mógłby wnieść do centroprawicowej większości ludzi przygotowanych do objęcia odpowiedzialności za państwo, a zarazem stanowić przeciwwagę dla najbardziej radykalnych pomysłów możliwych koalicjantów.

Dla części wyborców właśnie taka rola może okazać się najbardziej przekonująca. Morawiecki nie musi obiecywać politycznej rewolucji bez planu. Może zaproponować zmianę rządu połączoną z zachowaniem instytucjonalnej stabilności, doświadczenia administracyjnego oraz przewidywalnego kierunku w polityce bezpieczeństwa.

Rozwój Plus może stać się partią przyszłego rządu

Powstająca formacja znajduje się dopiero na początku drogi. Nie ma jeszcze ostatecznego programu, zatwierdzonych list kandydatów ani rozbudowanych struktur we wszystkich okręgach. Ma jednak lidera, rozpoznawalne środowisko, reprezentację parlamentarną i pierwsze sondaże dające jej obecność w następnym Sejmie.

Do wyborów pozostało wystarczająco dużo czasu, aby podwoić obecne poparcie, ale również wystarczająco dużo czasu, aby popełnić błędy. Dlatego najbliższe miesiące powinny zostać wykorzystane na budowanie wiarygodności, przedstawianie konkretnych propozycji i pozyskiwanie ludzi spoza dotychczasowego aparatu partyjnego.

Jeżeli Mateusz Morawiecki zdoła wykorzystać szerszy potencjał widoczny w badaniach, Rozwój Plus może osiągnąć wynik znacznie wyższy niż obecne 5–8 proc. Nawet pozostając na tym poziomie, formacja ma szansę odegrać zasadniczą rolę przy tworzeniu większości. Analitycy nie mają wątpliwości, że już teraz mogłaby stać się jednym z głównych filarów nowego rządu.

Ryszard Terlecki ma więc podstawy, aby widzieć w partii Morawieckiego projekt zdolny przebudować polską politykę. Nie dlatego, że wynik wyborów jest już przesądzony, lecz dlatego, że po raz pierwszy od dawna pojawia się możliwość stworzenia silnej, modernizacyjnej centroprawicy, która nie ogranicza się do obrony przeszłości.

Ostateczne decyzje wyborcy podejmą dopiero w 2027 roku. Do tego czasu zmienić mogą się sondaże, strategie partii, skład koalicji i hierarchia najważniejszych problemów państwa. Już dzisiaj można jednak stwierdzić, że Mateusz Morawiecki wrócił do gry o władzę, a jego partia może współdecydować o zakończeniu rządów Donalda Tuska i powstaniu nowej większości.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się