plan zero w Japonii

Japonia wybiera, kogo przyjąć. Migracyjny plan zero Sanae Takaichi

Japonia potrzebuje coraz większej liczby pracowników z zagranicy, ale nie zamierza tolerować nieuregulowanego pobytu. Rząd Sanae Takaichi wzmacnia „plan zero”, przyspiesza deportacje i buduje model migracyjny oparty na ścisłej selekcji przybyszów.

Tokio nie zamyka kraju przed przybyszami, lecz coraz dokładniej rozstrzyga, którzy z nich są potrzebni gospodarce i komu wolno pozostać. Liczba zatrudnionych cudzoziemców bije rekordy, turystyka rozwija się w ogromnym tempie, a równocześnie administracja dąży do usunięcia wszystkich osób przebywających bez ważnego zezwolenia. W Japonii powstaje w ten sposób model kontrolowanego otwarcia, oparty na przekonaniu, że migracja powinna odpowiadać interesom państwa, a nie przekształcać się w proces pozostający poza jego nadzorem.

Rekordowa obecność cudzoziemców

Pod koniec 2025 r. liczba zagranicznych mieszkańców Japonii przekroczyła 4,12 mln. Dekadę wcześniej było ich około 2,23 mln, co oznacza, że w ciągu dziesięciu lat populacja ta zwiększyła się niemal dwukrotnie. Mimo tak szybkiego wzrostu cudzoziemcy nadal stanowią tylko nieco ponad 3 proc. całego społeczeństwa.

Zmiana jest szczególnie widoczna w gospodarce. Japoński resort pracy odnotował w październiku 2025 r. ponad 2,57 mln pracowników z zagranicy, o 268 tys. więcej niż rok wcześniej. Najliczniejsze grupy tworzą obywatele Wietnamu, Chin i Filipin, a cudzoziemców zatrudnia już ponad 371 tys. przedsiębiorstw.

Do obrazu rosnącej obecności obcokrajowców trzeba dodać turystów. W 2025 r. Japonię odwiedziło 42,68 mln osób, o ponad 15 proc. więcej niż w roku poprzednim. Osłabienie jena uczyniło podróże tańszymi, lecz rekordowy napływ gości wywołał również przeciążenie transportu, wzrost cen w popularnych miejscowościach oraz konflikty dotyczące przestrzegania miejscowych obyczajów.

Pracownik fabryki, turysta w Kioto, uchodźca i osoba pozostająca po wygaśnięciu wizy należą do zupełnie innych kategorii. W japońskiej dyskusji politycznej te różnice bywają jednak pomijane, ponieważ wszystkie wymienione grupy symbolizują gwałtowną zmianę w kraju, który przez dziesięciolecia pozostawał społecznie i kulturowo jednorodny.

Plan zero dotyczy pobytu, a nie całej migracji

Na początku 2026 r. administracja doliczyła się 68 488 osób przebywających dłużej, niż zezwalały im dokumenty. W ciągu dwunastu miesięcy ich liczba zmalała o 6375, czyli o 8,5 proc. Osoby te stanowiły mniej niż 1,7 proc. wszystkich zagranicznych mieszkańców i zaledwie niewielki ułamek ogólnej populacji kraju.

To właśnie wobec tej grupy skierowany jest „Plan zera nielegalnych rezydentów na rzecz bezpieczeństwa i spokoju obywateli”, ogłoszony 23 maja 2025 r. Inicjatywa powstała jeszcze za rządów Shigeru Ishiby, dlatego przypisywanie jej autorstwa wyłącznie obecnej premier byłoby błędem. Gabinet Sanae Takaichi zdecydował jednak, że będzie kontynuować program znacznie intensywniej i rozszerzy go o nowe instrumenty kontroli.

Założenia obejmują działania podejmowane przed wjazdem, podczas legalnego pobytu i po wydaniu nakazu opuszczenia państwa. Służby mają szybciej identyfikować przypadki nielegalnego zatrudnienia, sprawniej prowadzić postępowania azylowe oraz skuteczniej realizować decyzje deportacyjne. Policja, resort pracy i instytucje imigracyjne otrzymały polecenie ściślejszej wymiany informacji.

W 2025 r. postępowania prowadzące do deportacji lub nakazu dobrowolnego wyjazdu objęły 18 442 osoby. Japonia wydaliła na podstawie formalnych nakazów 7563 cudzoziemców, natomiast kolejnych 9789 opuściło kraj w uproszczonym trybie wyjazdowym. Zdecydowana większość deportowanych samodzielnie zapłaciła za podróż do państwa pochodzenia.

Kolejnym elementem systemu ma zostać JESTA, czyli elektroniczna autoryzacja podróży wzorowana na rozwiązaniach stosowanych między innymi w Stanach Zjednoczonych. Pozwoli ona sprawdzać część podróżnych jeszcze przed rozpoczęciem przez nich podróży. Według założeń osoby niespełniające warunków będą zatrzymywane przed wjazdem, natomiast pozostali goście mają przechodzić odprawę szybciej.

Zastosowanie hasła „zero” ma przede wszystkim znaczenie polityczne. Przy ponad 42 mln przyjazdów zagranicznych rocznie całkowite wyeliminowanie przypadków przekroczenia terminu pobytu nie wydaje się możliwe. Tokio chce natomiast przekonać wyborców, że żadna trwała społeczność funkcjonująca poza prawem nie zostanie zaakceptowana.

Prawo azylowe pozostaje punktem sporu

Japonia wyjątkowo ostrożnie przyznaje status uchodźcy. W 2025 r. wpłynęło 11 298 wniosków, natomiast ochronę wynikającą bezpośrednio z konwencji genewskiej otrzymało 187 osób. Jednocześnie 474 cudzoziemców objęto ochroną uzupełniającą, a 525 zezwolono pozostać z powodów humanitarnych, co podniosło całkowitą liczbę zaakceptowanych przypadków do 1186.

Od czerwca 2024 r. trzeci wniosek azylowy nie zatrzymuje już automatycznie wydalenia. Dalsza ochrona jest możliwa, jeśli wnioskodawca przedstawi nowe materiały wskazujące, że może rzeczywiście potrzebować azylu albo ochrony uzupełniającej. Rząd uzasadnia zmianę przypadkami wielokrotnego uruchamiania postępowań tylko po to, aby odwlekać wykonanie nakazu wyjazdu.

Organizacje broniące uchodźców zwracają uwagę na niebezpieczeństwo popełnienia nieodwracalnego błędu. UNHCR pozytywnie ocenił uruchomienie systemu ochrony uzupełniającej, ale wyraził zastrzeżenia wobec przepisów mogących zwiększyć ryzyko odesłania człowieka do miejsca, w którym grozi mu prześladowanie. Spór nie dotyczy więc samego prawa państwa do wykonywania decyzji deportacyjnych, lecz jakości postępowania poprzedzającego taki krok.

Ludzie ukryci za statystyką

„Le Figaro” opisuje grupę młodych Kurdów wychowanych w Japonii, którzy wystąpili przed członkami Izby Radców. Posługują się japońskim, ukończyli miejscowe szkoły i nie znają codziennego życia w Turcji, jednak status ich rodzin pozostaje niepewny. Dla urzędników decydujące są dokumenty, podczas gdy dla samych zainteresowanych liczy się rzeczywista więź z krajem, w którym dorastali.

Francuski dziennik przedstawia również przypadek transpłciowej Filipinki występującej pod zmienionym imieniem Sam. Po ponad trzydziestu latach pobytu w Japonii została odesłana na Filipiny, chociaż żyła w wieloletnim związku z obywatelem japońskim i rozważała legalizację sytuacji poprzez małżeństwo. Obie historie pokazują, że przyspieszenie administracyjnych procedur może prowadzić do rozstrzygnięć formalnie zgodnych z prawem, lecz dramatycznych dla ludzi, którzy zdążyli zbudować w Japonii całe swoje życie.

Na tym polega najtrudniejszy dylemat programu. Automatyczne zalegalizowanie każdej wieloletniej obecności osłabiałoby wiarygodność przepisów, jednak nieuwzględnianie rodzinnych i społecznych więzi zamienia skuteczną administrację w bezosobowy mechanizm. Im szybciej mają zapadać decyzje, tym większego znaczenia nabiera możliwość rzeczywistego odwołania się do niezależnego sądu.

Sanae Takaichi nadaje kierunek

Od października 2025 r. japońskim rządem kieruje Sanae Takaichi, pierwsza kobieta sprawująca ten urząd. Wywodzi się z konserwatywnego skrzydła Partii Liberalno-Demokratycznej, była bliską współpracowniczką Shinzo Abego i otwarcie przyznaje, że inspiruje ją Margaret Thatcher. W polityce zagranicznej opowiada się za mocniejszą armią, ściślejszym sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi oraz bardziej stanowczą postawą wobec Chin.

O jej relacjach z Waszyngtonem szerzej pisze Gazeta Na Niedzielę w materiale „Donald Trump i japońska Żelazna Dama. Spotkanie na szczycie”. Polityka wobec cudzoziemców wyrasta z podobnego rozumienia państwa: ma ono zachować kontrolę nad granicami, bezpieczeństwem, własnością strategiczną i zasadami przebywania na jego terytorium.

Po objęciu urzędu Takaichi utworzyła stanowisko ministra koordynującego sprawy cudzoziemców i wpisała działania deportacyjne w szerszą koncepcję „uporządkowanego współistnienia”. Deklaruje przy tym, że większość obcokrajowców przestrzega reguł, pracuje i ponosi takie same ciężary publiczne jak Japończycy. W jej ujęciu twarde postępowanie wobec naruszeń ma chronić również legalnych migrantów przed zbiorowym obciążaniem ich odpowiedzialnością.

Premier może realizować ten program z pozycji politycznej siły. Jeszcze przed wyborami jej rząd cieszył się poparciem sięgającym 69 proc., o czym informowała Gazeta na Niedzielę w analizie rosnącej popularności pierwszej kobiety na czele japońskiego gabinetu. W lutym 2026 r. PLD zdobyła 316 z 465 miejsc w Izbie Reprezentantów, a razem z Japońską Partią Innowacji obóz rządowy uzyskał 352 mandaty, przekraczając próg dwóch trzecich.

Nie oznacza to, że imigracja była najważniejszą przyczyną sukcesu. Przed wyborami do Izby Radców w 2025 r. zaledwie 7 proc. badanych przez NHK wskazywało tę kwestię jako główne zmartwienie. Znacznie więcej obywateli wymieniało drożyznę, zabezpieczenie społeczne i malejącą liczbę urodzeń. Migracja stała się jednak nośnym symbolem obawy, że państwo może utracić kontrolę nad tempem zmian.

Gospodarka będzie potrzebowała jeszcze większej migracji

Japoński spis z 2025 r. wykazał 123,05 mln mieszkańców, o niemal 3,1 mln mniej niż w 2020 r. Depopulację odnotowano w przeszło dziewięciu na dziesięć gmin, co szczególnie silnie uderza w prowincję. Ubywa nie tylko konsumentów, lecz także kierowców, opiekunów, budowlańców, pracowników fabryk i personelu usługowego.

Nieznaczne wyhamowanie spadku urodzeń nie zmienia długofalowego kierunku. Jak opisuje Gazeta na Niedzielę w tekście „Promyk nadziei dla japońskiej demografii?”, w 2025 r. poprawę współczynnika dzietności odnotowano w części prefektur, ale sytuacja wielu regionów nadal się pogarsza. Odbudowanie liczebności pokoleń wchodzących na rynek pracy zajęłoby dziesięciolecia, nawet gdyby polityka rodzinna szybko zaczęła przynosić lepsze wyniki.

Instytut badawczy JICA ocenia, że do utrzymania zakładanego wzrostu gospodarczego w 2040 r. Japonia może potrzebować około 6,88 mln pracowników zagranicznych. Przy obecnych warunkach uda się pozyskać przypuszczalnie 5,91 mln, a więc blisko milion mniej, niż będzie potrzebne. Konkurencja o ludzi wzrośnie, a niski kurs jena i mniej atrakcyjne płace mogą skłaniać kandydatów do wybierania innych państw azjatyckich.

Tokio próbuje ograniczać braki kadrowe również poprzez robotyzację. Przykładem są autonomiczne pojazdy dostarczające jedzenie, opisane przez GNN w materiale „Autonomiczne roboty Uber Eats w Tokio”. Technologia może przejąć część prostych zadań, ale nie rozwiąże zapotrzebowania na pracowników w opiece, budownictwie, rolnictwie oraz usługach wymagających bezpośredniego kontaktu z człowiekiem.

W rezultacie Japonia będzie musiała pozyskiwać coraz więcej obcokrajowców, a zarazem przekonać własnych obywateli, że proces nie wymknął się spod kontroli. Samo zaoferowanie wizy może okazać się niewystarczające. Pracownicy poszukują także stabilnego statusu, godnych zarobków, możliwości zmiany pracodawcy oraz perspektywy życia razem z rodziną.

Japońska selekcja zamiast zamknięcia

„Plan zero” nie zapowiada Japonii bez cudzoziemców. Wyznacza raczej ostrą granicę między migracją organizowaną przez państwo a pobytem, którego administracja nie zatwierdziła. Liczba legalnie przyjmowanych pracowników prawdopodobnie nadal będzie rosła, podczas gdy osoby pozbawione ważnych dokumentów zostaną poddane coraz silniejszej presji na wyjazd.

Atutem Japonii jest położenie geograficzne, sprawna ewidencja i brak niekontrolowanych granic lądowych. Dzięki temu Tokio może prowadzić politykę, która w Europie byłaby znacznie trudniejsza do wykonania. Nawet w takich warunkach nie da się jednak trwale osiągnąć absolutnego zera, ponieważ każda masowa mobilność tworzy nowe przypadki przekroczenia terminów wizowych, utraty zatrudnienia lub poszukiwania ochrony.

Ostateczna ocena programu zależeć będzie od dwóch rezultatów. Pierwszym jest zdolność państwa do sprawnego usuwania osób rzeczywiście uchylających się od wykonania prawomocnych decyzji. Drugim pozostaje zapewnienie, że przyspieszenie procedur nie doprowadzi do rozdzielania rodzin i odsyłania ludzi tam, gdzie może grozić im niebezpieczeństwo.

Japonia nie wybiera więc między migracją a całkowitym zamknięciem. Stara się zbudować trzeci model, w którym cudzoziemcy są niezbędni dla rozwoju, lecz warunki ich obecności pozostają ściśle określane przez państwo. Najbliższe lata pokażą, czy tak rygorystyczna selekcja pozwoli jednocześnie ochronić społeczne zaufanie i zdobyć pracowników, bez których coraz starszy kraj nie utrzyma dotychczasowego poziomu życia.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się