negatywna perspektywa ratingu Polski

Negatywna opinia Fitcha. Polska coraz głębiej na kredyt

Fitch utrzymał ocenę kredytową Polski na poziomie „A-”, ale pozostawił perspektywę negatywną i podważył wiarygodność rządowego podejścia do ograniczania deficytu. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych może wzrosnąć do 72,7 proc. PKB w 2028 roku, a koszty obsługi zobowiązań będą odbierały coraz większą część dochodów państwa. Rachunek za dzisiejszą politykę budżetową może w znacznej mierze zostać przekazany większości wyłonionej dopiero po wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Najbardziej niebezpieczne decyzje budżetowe to często te, których polityczny koszt pojawia się dopiero po zakończeniu kadencji. Dzisiejsza władza może finansować kolejne wydatki, przedstawiać wzrost gospodarczy jako dowód powodzenia swojej polityki i przekonywać, że państwo nadal bez problemu sprzedaje obligacje. Rachunek w postaci rosnących odsetek, ograniczonej zdolności do reagowania na kryzysy i konieczności oszczędzania może jednak zostać wystawiony rządowi wyłonionemu dopiero po wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Najnowsza decyzja Fitch Ratings pokazuje, że taki scenariusz przestał być wyłącznie przedmiotem ostrzeżeń krajowych ekonomistów. Agencja pozostawiła długoterminową ocenę wiarygodności kredytowej Polski na poziomie „A-”, ale podtrzymała jej negatywną perspektywę. Jednocześnie zakwestionowała wiarygodność działań, które miałyby zatrzymać wzrost deficytu i zadłużenia, a właśnie ten element komunikatu powinien dziś wywoływać największy niepokój.

Utrzymanie oceny nie oznacza, że zagrożenie minęło

W debacie publicznej łatwo będzie wykorzystać fakt, że Fitch nie obniżył 21 sierpnia 2026 roku samego ratingu. Rząd może więc przekonywać, że Polska zachowała ocenę „A-”, pozostaje bezpiecznym państwem dla inwestorów i nie ma powodów do alarmu. Byłoby to jednak odczytanie komunikatu wygodne politycznie, lecz sprzeczne z jego zasadniczą treścią.

Perspektywa negatywna oznacza, że w ocenie agencji bilans ryzyk przechyla się w stronę przyszłej obniżki. Nie przesądza ona automatycznie kolejnej decyzji i nie wyznacza jej daty, ale informuje rynki, że obecna nota może nie zostać utrzymana, jeżeli nie nastąpi poprawa. Takiego ostrzeżenia nie otrzymuje państwo, którego finanse zmierzają w przekonujący sposób ku równowadze.

Fitch wskazał trzy powiązane ze sobą problemy: brak przekonującej strategii konsolidacji fiskalnej, trudności wynikające z konfliktu politycznego oraz możliwość dalszego zwiększania wydatków przed wyborami. Agencja nie ocenia programów partyjnych ani intencji ministrów, lecz zdolność państwa do terminowej obsługi zobowiązań w przyszłości. Skoro także z tej perspektywy polska polityka budżetowa budzi coraz większe zastrzeżenia, rząd nie powinien zasłaniać się tym, że formalna nota jeszcze się nie zmieniła.

Dlaczego deficyt na poziomie 6,9 proc. PKB jest sygnałem alarmowym

Według Fitch deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych pozostanie w 2026 roku na poziomie 6,9 proc. PKB. Dla państw zaliczanych do porównywalnej grupy mediana wynosi zaledwie 3 proc., a więc polska nierównowaga ma być ponad dwa razy większa. Nie jest to niewielkie odstępstwo od fiskalnej ostrożności, lecz zasadnicza różnica pomiędzy Polską a krajami, z którymi chce być porównywana pod względem wiarygodności.

Jeszcze bardziej niepokoi to, że wysoki deficyt występuje przy dodatnim i stosunkowo szybkim wzroście gospodarczym. Fitch spodziewa się zwiększenia realnego PKB o 3,3 proc. w 2026 roku, po czym tempo ma osłabnąć do 2,9 proc. w roku następnym. Jeżeli państwo pożycza na tak wielką skalę w okresie niezłej koniunktury, będzie miało znacznie mniej możliwości działania wtedy, gdy nadejdzie recesja, kryzys energetyczny albo kolejny zewnętrzny wstrząs.

Agencja przyznaje, że ekspansywna polityka fiskalna pomogła ostatnio podtrzymać aktywność gospodarczą. Nie jest to jednak darmowe źródło wzrostu, ponieważ obecne pobudzenie popytu zostaje sfinansowane zobowiązaniami obciążającymi kolejne budżety. Władza może dziś czerpać polityczne korzyści z większych wydatków, podczas gdy koszty ich finansowania będą narastały długo po zakończeniu obecnej kadencji.

Rok wyborczy może jeszcze pogorszyć finanse państwa

Prognoza na 2027 rok nie wskazuje na przełom w ograniczaniu deficytu. Fitch podwyższył szacunek z 6,2 do 6,7 proc. PKB i zaznaczył, że kampania parlamentarna tworzy dodatkowe ryzyko zwiększenia wydatków. Oznacza to, że agencja nie tylko nie dostrzega szybkiego uzdrowienia budżetu, ale bierze pod uwagę możliwość dalszego osłabienia dyscypliny pod wpływem politycznej rywalizacji.

Mechanizm jest dobrze znany w demokracjach, w których partie próbują przekonać wyborców kolejnymi transferami, ulgami i programami finansowanymi bez wskazania trwałych dochodów. Korzyść jest natychmiastowa i można ją przypisać konkretnej ekipie, natomiast ciężar długu rozkłada się na wiele lat i traci widocznego autora. Konserwatywna odpowiedzialność za państwo wymaga odwrócenia tej perspektywy: każda nowa obietnica powinna być oceniana również przez pryzmat swobody, którą odbiera następnym pokoleniom i przyszłym rządom.

Fitch zauważa, że w przedwyborczej debacie nie widać większej gotowości do redukcji nierównowagi. Podnoszenie podatków albo ograniczenie świadczeń byłoby niepopularne, dlatego główne siły polityczne unikają rozmowy o cenie przywrócenia stabilności. Milczenie nie zmienia jednak arytmetyki, a odkładanie korekty niemal zawsze powoduje, że później musi być ona głębsza.

Dług zbliżający się do 73 proc. PKB zmieni możliwości Polski

Najnowsze obliczenia agencji pokazują, jak szybko przesuwa się granica bezpieczeństwa. Dług brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych, wynoszący według Fitch 59,7 proc. PKB w 2025 roku, ma wzrosnąć do 72,7 proc. w roku 2028. Dla porównania mediana prognozowana dla państw ocenianych w szerokiej kategorii „A” to 58,1 proc. PKB.

Warto zestawić te liczby z oceną Fitch opublikowaną w listopadzie 2023 roku. Agencja przewidywała wówczas relację długu do PKB na poziomie 49,5 proc., a perspektywa ratingu pozostawała stabilna. W ciągu kilku lat Polska może więc przejść od zadłużenia niższego niż połowa wartości rocznej produkcji gospodarki do wskaźnika przekraczającego 70 proc.

Nie chodzi jedynie o przekroczenie kolejnej psychologicznej granicy. Wyższy dług oznacza większe potrzeby pożyczkowe, silniejsze uzależnienie budżetu od rentowności obligacji i mniejszą odporność na wzrost stóp procentowych. Państwo z dużym zadłużeniem może nadal normalnie funkcjonować, ale każda zmiana warunków finansowania szybciej przenosi się na jego zdolność do realizowania podstawowych zadań.

Odsetki są podatkiem nałożonym przez wcześniejsze rządy

Koszt długu najlepiej widać nie w jego nominalnej wartości, lecz w części dochodów publicznych przeznaczanej na obsługę zobowiązań. Fitch zakłada, że w 2028 roku odsetki pochłoną 6,8 proc. dochodów sektora finansów publicznych, przy medianie 5 proc. dla państw z kategorii „A”. Różnica będzie oznaczała miliardy, których nie będzie można przeznaczyć na armię, policję, szpitale, drogi ani inwestycje zwiększające produktywność gospodarki.

Obsługa zadłużenia przypomina podatek ustanowiony przez poprzednie ekipy, ale pobierany z dochodów dostępnych ich następcom. Nowy rząd może zmienić priorytety wydatkowe, zrezygnować z części programów albo przebudować system podatkowy, nie może jednak jednostronnie odmówić zapłacenia odsetek od wcześniej sprzedanych obligacji. W ten sposób nadmierne zadłużenie ogranicza demokratyczny wybór obywateli, ponieważ część decyzji dotyczących przyszłego budżetu zostaje podjęta jeszcze przed wyborami.

Formalna obniżka ratingu mogłaby dodatkowo podnieść premię za ryzyko oczekiwaną przez część inwestorów. Rentowność polskiego długu zależy od wielu czynników, dlatego nie można każdej zmiany kosztów przypisać decyzji jednej agencji. Nie zmienia to faktu, że słabsza ocena kredytowa utrudnia budowanie zaufania w czasie, gdy państwo musi regularnie pozyskiwać coraz większe kwoty.

Pozabudżetowe finansowanie osłabia bezpieczniki

Jednym ze źródeł wzrostu zadłużenia pozostają wydatki prowadzone poza centralnym budżetem. Dzięki takiej konstrukcji władza może formalnie zachowywać większy dystans od progów liczonych według krajowej definicji długu, choć ekonomiczne zobowiązanie państwa nie znika. Dla wierzyciela mniej istotne jest miejsce zapisania wydatku niż odpowiedź na pytanie, kto ostatecznie będzie musiał go spłacić.

Fitch ocenia, że krajowe reguły fiskalne, łącznie z konstytucyjnym limitem zadłużenia, stały się obecnie słabą kotwicą i prawdopodobnie nie ograniczą skutecznie polityki rządu przed 2029 rokiem. Polska pozostaje równocześnie objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, która została uruchomiona w 2024 roku. Skoro ani normy krajowe, ani presja europejska nie doprowadziły dotąd do przedstawienia przekonującej ścieżki naprawczej, trudno zakładać, że problem rozwiąże się bez wyraźnej zmiany polityki.

Duża krajowa baza nabywców obligacji oraz niewielki udział inwestorów zagranicznych w długu emitowanym na rynku krajowym zmniejszają ryzyko gwałtownego odpływu kapitału. Jest to atut Polski, ale nie upoważnia do prowadzenia polityki opartej na przekonaniu, że krajowe instytucje zawsze sfinansują każdą skalę potrzeb pożyczkowych. Bezpieczeństwo zapewnia przede wszystkim zdolność kontrolowania wydatków i utrzymywania zaufania, a nie samo istnienie grupy stałych nabywców długu.

Konflikt instytucjonalny nie może być usprawiedliwieniem dla bezczynności

W raporcie zwrócono uwagę na trudną współpracę między rządem a prezydentem oraz na weta ograniczające możliwość wdrażania części zmian. Taki układ niewątpliwie utrudnia przeprowadzanie reform, lecz nie zwalnia Rady Ministrów z obowiązku przygotowania realistycznego planu finansowego. Rząd odpowiada za projekt budżetu, kierunek polityki wydatkowej i przedstawienie obywatelom prawdziwego kosztu podejmowanych decyzji.

Spór z prezydentem może wyjaśniać, dlaczego niektóre ustawy nie weszły w życie, ale nie tłumaczy utrzymywania deficytów przekraczających dwukrotność mediany państw porównywalnych. Nie powinien też służyć do przerzucania odpowiedzialności za brak wariantów oszczędnościowych, przeglądu programów czy ograniczenia nowych zobowiązań. Władza, która nie posiada większości zdolnej przełamywać weto, musi tym ostrożniej korzystać z instrumentów pozostających w jej dyspozycji.

Fitch bierze pod uwagę polityczny impas także w jakościowej korekcie własnego modelu. Wynik ilościowy wskazywałby ocenę „A”, jednak ostateczny rating został ustalony stopień niżej, ponieważ ryzyko instytucjonalne nie było zdaniem agencji w pełni odzwierciedlone w standardowych wskaźnikach jakości rządzenia. Polski problem budżetowy ma więc nie tylko wymiar liczbowy, ale również dotyczy zdolności państwa do podejmowania i wykonywania decyzji.

Następna większość może otrzymać budżet bez miejsca na własny program

Najważniejsza prognoza dotyczy roku 2028, czyli pierwszego pełnego roku rządów większości wyłonionej w wyborach parlamentarnych 2027. Fitch przewiduje wówczas deficyt wynoszący nadal 6,1 proc. PKB oraz zadłużenie na poziomie 72,7 proc. PKB. Nowa ekipa może zatem rozpocząć urzędowanie nie od realizacji własnych obietnic, lecz od poszukiwania sposobu ograniczenia zobowiązań pozostawionych przez poprzedników.

To będzie realna miara gospodarczego dziedzictwa gabinetu Donalda Tuska. Oceniając jego kadencję, nie wystarczy spojrzeć na bieżącą konsumpcję, dynamikę PKB czy liczbę uruchomionych programów, ponieważ część korzyści została osiągnięta za pomocą środków pożyczonych od przyszłości. Trzeba będzie również policzyć, ile swobody pozostawiono następnemu rządowi oraz jak dużą część dochodów państwa z góry przeznaczono na finansowanie wcześniejszych decyzji.

Możliwy powrót do stabilnej perspektywy nadal pozostaje w zasięgu Polski. Wymagałby jednak trwałego obniżenia deficytów, spowolnienia przyrostu długu i wykazania, że wzrost gospodarczy jest odporny także bez stałego bodźca pochodzącego z budżetu. W komunikacie Fitch nie ma podstaw, by uznać, że taki wiarygodny zwrot już się rozpoczął.

Negatywna perspektywa ratingu powinna zatem stać się początkiem poważnej rozmowy o granicach zadłużania państwa, a nie kolejną informacją, która zniknie po jednym cyklu medialnym. Polska nie stoi obecnie przed niewypłacalnością, lecz z każdym rokiem wysokich deficytów przesuwa coraz większą część kosztów na ludzi, którzy nie uczestniczyli w podejmowaniu dzisiejszych decyzji. Rząd może jeszcze zmienić tę drogę, ale czasu na łagodną i uporządkowaną korektę pozostaje coraz mniej.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się