Porwania za okup. Nowa plaga Zachodniej Afryki
Porywacze działający w Nigerii otrzymali w ciągu roku okupy o łącznej wartości 5,8 mln dolarów – wynika z raportu SBM Intelligence przytoczonego przez AFP. Aż 90 proc. tej sumy miało trafić do islamistów z Boko Haram. Skala zjawiska szybko rośnie: liczba uprowadzonych osób zwiększyła się w ciągu roku o 66 proc., a porwania stały się jednym z najbardziej dochodowych elementów przemocy destabilizującej najludniejsze państwo Afryki.
Nigeria od lat mierzy się jednocześnie z kilkoma nakładającymi się kryzysami bezpieczeństwa. Na północnym wschodzie trwa islamistyczna rebelia związana przede wszystkim z Boko Haram i odłamami Państwa Islamskiego w Afryce Zachodniej. Na północnym zachodzie i w części centralnej kraju działają natomiast liczne gangi określane często mianem bandytów, które napadają na wsie, porywają mieszkańców i wymuszają okupy. Do tego dochodzą lokalne konflikty o ziemię, napięcia etniczne, przemyt broni i słaba obecność państwa poza dużymi ośrodkami miejskimi. W praktyce oznacza to, że w wielu regionach ludność cywilna może być zagrożona zarówno przez ugrupowania islamistyczne, jak i zwykłe organizacje przestępcze.
Problem pogłębia skala kraju. Nigeria liczy ponad 200 mln mieszkańców, ma ogromne różnice regionalne i rozległe obszary, nad którymi państwowe służby mają ograniczoną kontrolę. Północ pozostaje uboższa od południa, bezrobocie i brak perspektyw są wysokie, a lokalne struktury bezpieczeństwa często nie są w stanie skutecznie reagować na szybkie rajdy uzbrojonych grup. Porwania stały się więc nie tylko narzędziem terroru, ale także dobrze działającym modelem finansowania.
Według SBM Intelligence w okresie od lipca 2025 do końca czerwca 2026 roku ugrupowania islamistyczne i gangi wymusiły łącznie 5,8 mln dolarów w okupach. Rok wcześniej było to około 1,9 mln dolarów. Oznacza to wzrost ponad trzykrotny. W tym samym czasie uprowadzono 7825 osób, o 66 proc. więcej niż w poprzednim badanym okresie. Co najmniej 1142 zakładników zginęło, w tym 895 cywilów.
Największa część pieniędzy miała trafić do Boko Haram w związku z dwoma masowymi porwaniami. W marcu 2026 roku w Ngoshe w stanie Borno uprowadzono ponad 300 osób, głównie kobiety i dzieci. Borno od lat pozostaje jednym z głównych obszarów działalności islamistów i miejscem, gdzie państwo wielokrotnie traciło kontrolę nad częścią terytorium.
Drugim przypadkiem było listopadowe porwanie ponad 300 uczniów i pracowników katolickiej szkoły św. Marii w Papiri w stanie Niger. Pojawiały się informacje, że za uwolnienie zakładników mogło zostać zapłacone co najmniej 1,5 mln dolarów, choć rząd federalny temu zaprzeczał. Według SBM Intelligence właśnie te dwa przypadki odpowiadały za około 90 proc. wszystkich okupów wypłaconych w badanym okresie.
Masowe porwania nie są w Nigerii nowym zjawiskiem. Najbardziej znanym przypadkiem pozostaje uprowadzenie w 2014 roku blisko 280 uczennic z Chibok. Atak Boko Haram wywołał światową kampanię #BringBackOurGirls i przez lata symbolizował bezradność państwa wobec islamistycznej rebelii. Część dziewcząt została później uwolniona lub uciekła, inne pozostawały zaginione. Od tamtej pory proceder jednak się rozszerzył. Porwania zaczęły być kopiowane przez grupy, które nie mają większej ideologii politycznej czy religijnej. W wielu przypadkach chodzi wyłącznie o pieniądze. Gang napada na szkołę, wieś albo autobus, zabiera dziesiątki ludzi i następnie negocjuje z rodzinami, lokalnymi władzami lub pośrednikami. Im większa grupa zakładników, tym większa szansa na wysoką wypłatę.
To powoduje, że granica między rebelią a przestępczością coraz bardziej się zaciera. Ugrupowania islamistyczne potrzebują środków na broń, żywność, paliwo i rekrutację. Gangi z kolei korzystają z chaosu, słabej kontroli terytorium i łatwego dostępu do broni. W niektórych regionach obie grupy mogą funkcjonować obok siebie, rywalizować albo korzystać z podobnych sieci przemytu.
Autorzy raportu SBM Intelligence podkreślają, że samo odbijanie zakładników i ściganie sprawców nie wystarczy. Kluczowe jest ograniczenie przepływu pieniędzy, które finansują kolejne porwania. Każdy skutecznie wypłacony okup może działać jak zachęta do następnego ataku.
Drugim problemem jest gospodarka. Wysokie bezrobocie, ubóstwo i brak dostępu do edukacji sprawiają, że gangi i ugrupowania zbrojne mają duże możliwości rekrutacji. Dla części młodych ludzi przestępczość staje się jednym z niewielu sposobów zdobycia pieniędzy. Nigeria ma przy tym ogromny potencjał gospodarczy. Jest jednym z największych producentów ropy w Afryce, ma rozwinięty sektor technologiczny, duży rynek wewnętrzny i dynamicznie rosnące miasta. Problem polega na tym, że korzyści z rozwoju są bardzo nierówno rozłożone, a państwo ma trudności z zapewnieniem bezpieczeństwa na rozległych terenach wiejskich.
Rosnąca liczba porwań pokazuje więc szerszy kryzys nigeryjskiego państwa. Nie chodzi wyłącznie o działalność Boko Haram. Problem obejmuje także zwykłe gangi, słabość policji, przemyt broni, ubóstwo i brak kontroli nad częścią terytorium. Jeśli te czynniki pozostaną bez zmian, porwania nadal będą jednym z najbardziej opłacalnych i najtrudniejszych do zwalczenia rodzajów przestępczości w kraju. Bezpieczeństwo, gospodarka i walka z porwaniami mają należeć do głównych tematów przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na styczeń 2027 roku. Dla władz w Abudży problem jest szczególnie niewygodny, bo pokazuje, że mimo wieloletnich operacji wojskowych i policyjnych państwo nadal nie potrafi skutecznie ograniczyć przemocy w dużej części północy kraju.
Maciej Bzura
