Puste przebiegi pojazdów autonomicznych to recepta na zakorkowanie miast
Szeroka dostępność nowej generacji aut miała zagwarantować bezproblemową komunikację, jednak eksperci alarmują, że puste samochody krążące w oczekiwaniu na pasażerów zablokują najważniejsze węzły drogowe.
Wdrożenie autonomicznych pojazdów miało stanowić ostateczne rozwiązanie problemu zatłoczonych dróg i miejskiego smogu. Najnowsze badania naukowe dowodzą, że zanim samochody bez kierowców przyniosą aglomeracjom upragnioną płynność ruchu, najpierw drastycznie pogorszą obecną sytuację. Szerokie upowszechnienie nowej technologii doprowadzi wprost do zauważalnego zwiększenia łącznego dystansu pokonywanego codziennie przez samochody, a brak wyprzedzającej reakcji planistów miejskich zamieni naszą drogę do pracy w logistyczny koszmar.
Obietnica Doliny Krzemowej zderza się z rzeczywistością
Wizja zautomatyzowanej przyszłości, w której pasażer spokojnie czyta książkę podczas płynnej jazdy przez centrum miasta, powoli staje się technologicznym faktem. W największych amerykańskich metropoliach, w tym w Dallas, Austin, Houston oraz San Antonio, maszyny autonomiczne zostały już formalnie dopuszczone do ruchu w warunkach miejskich celem testowania ich komercyjnej użyteczności. Zrobotyzowane samochody operują obecnie głównie w ścisłych centrach biznesowych. Amerykańscy naukowcy ostrzegają jednocześnie, że wraz ze wzrostem popularności tych usług obszar ich występowania będzie się gwałtownie powiększał.
Eksperci z dziedziny inżynierii lądowej Stephen Mattingly oraz Farah Naz z University of Texas w Arlington postanowili rygorystycznie sprawdzić faktyczny wpływ technologicznej rewolucji na ludzkie nawyki podróżowania. W swoim nowym badaniu udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że pojazdy autonomiczne nie tylko zmienią sposób przemieszczania się społeczeństwa, ale przede wszystkim drastycznie zwiększą częstotliwość i dystans samych podróży. Wpłynie to w sposób bezpośredni na kształtowanie się miejskich zatorów, planowanie przestrzenne oraz politykę publiczną poszczególnych stanów. Farah Naz zauważa w podsumowaniu raportu, że wciąż znajdujemy się w optymalnym momencie pozwalającym na kształtowanie odpowiedniej polityki miejskiej przed wielkoskalową adaptacją technologii na drogach publicznych.
Pojazdy bez pasażerów paraliżują system dróg
Kluczowym wskaźnikiem wykorzystanym przez badaczy z Teksasu był specjalistyczny parametr VMT określający wprost łączną liczbę mil przejechanych przez wszystkie pojazdy w danym obszarze. Szeroka analiza zebranych danych przyniosła bardzo niepokojące wyniki, ponieważ masowe wdrożenie pojazdów pozbawionych kierowcy doprowadzi do natychmiastowego i znacznego zwiększenia tego wskaźnika.
Badania metaanalityczne zespołu pokazały wyraźnie, że ogólny wskaźnik VMT może wzrosnąć w miastach średnio o niemal sześć procent. Naukowców zaskoczył jednak fakt, że w przypadku całkowicie prywatnych maszyn autonomicznych wzrost generował wynik na poziomie niemal siedmiu procent. Farah Naz precyzyjnie wyjaśnia fenomen, twierdząc, że liczby odzwierciedlają nową ludzką skłonność do częstszego podróżowania ze względu na wyższy komfort, ale również nowy sposób niezależnego operowania samych maszyn. Wygoda dla pojedynczego pasażera oznacza po prostu chaos dla całego systemu drogowego.
Większa aktywność związana z podwożeniem i odbieraniem właścicieli z biura generuje potężny problem w postaci przejazdów pustych pojazdów. Miasta będą zmuszone szybko zmierzyć się ze skokowym zapotrzebowaniem na przestrzeń przy krawężnikach przeznaczoną na zatrzymywanie się maszyn oraz ze zmianą modelu zapotrzebowania na same parkingi w centrach metropolii.
Nowa ucieczka na odległe przedmieścia
Konsekwencje społeczne rozwoju nowych systemów mogą okazać się równie drastyczne co te stricte transportowe. Bezstresowe i bezobsługowe podróżowanie z pewnością skłoni ludzi do osiedlania się jeszcze dalej od miejsca pracy, co w nieunikniony sposób przemodeluje historyczne wzorce zatłoczenia aglomeracji. Szkodliwe zjawisko niekontrolowanego rozlewania się miast zostanie potężnie napędzone przez fakt, że czas spędzony w porannym korku przestanie być przez pracownika traktowany jako czas bezpowrotnie stracony za kierownicą.
Mniejsze zapotrzebowanie na wielopoziomowe parkingi w centrach finansowych otworzy oczywiście nowe możliwości deweloperskie i pozwoli na zieloną rewitalizację tych przestrzeni, ale transformacja ta potrwa wiele dekad. Dla zatłoczonych już dzisiaj regionów implikacje te są wręcz krytyczne. O ile surowa polityka miejska i rygorystyczny system zachęt finansowych nie skłonią mieszkańców do przesuwania swoich podróży na inne pory dnia, większa liczba maszyn na drogach całkowicie pogrzebie szanse na likwidację obecnych zatorów.
Zrównoważony transport ratunkiem przed chaosem
Inżynierowie z Teksasu nie przekreślają całkowicie ogromnego potencjału komercyjnego autonomicznych pojazdów. Zaznaczają oni niezwykle stanowczo, że innowacyjne maszyny nie stanowią problemu same w sobie, a ostateczny bilans ich wdrożenia pozostaje w pełni uzależniony od jakości nadzoru regulacyjnego.
Kluczowe w nadchodzących latach pozostaje wspieranie bardziej zrównoważonych i pojemnych form transportu miejskiego. Zautomatyzowane samochody prywatne nie mogą być cenowo faworyzowane względem klasycznego transportu publicznego, komunikacji rowerowej czy szeroko pojętego ruchu pieszego. Udowodnienie statystyczne, że algorytmy prowadzą maszyny bezpieczniej niż żywi ludzie, stanowi zaledwie pierwszy krok do prawdziwego sukcesu. Pełne wdrożenie sztucznej inteligencji na drogach będzie musiało obejmować gruntowne przeprojektowanie ulicznych ciągów komunikacyjnych i zapewnienie fizycznej ochrony dla najbardziej narażonych uczestników ruchu miejskiego.
Szymon Ślubowski
