Reduta Fredry, Witkacego, Mrożka i klasyki
„Klasyka mówi więcej niż współczesność” przyjmujemy za motto ideowe Teatru Klasyki Polskiej. Rozumiemy ją tak, że aby rozumieć współczesność (aby współczesność „wyżyć”, jak powiedziałby Norwid) potrzebne jest istotne odniesienie -aksjologiczne, historyczne i obyczajowe. Klasyka takim odniesieniem niewątpliwie jest – zaznacza Jarosław GAJEWSKI, dyrektor Teatru Klasyki Polskiej.
Antoni WINCH: Co to jest klasyka?
JAROSŁAW GAJEWSKI: „Klasyka to coś więcej niż współczesność” – cytuję odpowiedź profesora Stefana Swieżawskiego (m.in. autora książki, Prawda i tajemnica, w której zostały zebrane jego różne eseje), który tak właśnie odpowiedział na bliźniaczo podobne pytanie. Tę myśl, czasem w formie „Klasyka mówi więcej niż współczesność” przyjmujemy za motto ideowe Teatru Klasyki Polskiej. Rozumiemy ją tak, że aby rozumieć współczesność (aby współczesność „wyżyć”, jak powiedziałby Norwid) potrzebne jest istotne odniesienie -aksjologiczne, historyczne i obyczajowe. Klasyka takim odniesieniem niewątpliwie jest.
Mamy też w tej sprawie znakomity tekst Jarosława Marka Rymkiewicza pt.: Co to jest klasyka (w teatrze) opublikowany po raz pierwszy w roku 1971 w miesięczniku „Dialog” . Dostajemy tam wielość spostrzeżeń poety organicznie splatających się w myśl o „wiecznej komedii człowieczeństwa”, której świadomość powinniśmy posiąść w jak najszerszym zakresie, ponieważ „człowieczeństwo jest jedyną realnością”, jaka jest nam dostępna. Rzeczywistość klasyki, ze szczególnym akcentem na jej metafizykę, była dla Rymkiewicza sprawą głęboko osobistą, o czym świadczy właściwie cała jego twórczość. Ze studiowania klasyki wywodzi gro swych inspiracji i zasadniczą postawę twórczą oraz obywatelską w danej mu współczesności.
Inny wielki polski poeta, Zbigniew Herbert, poświęcił temu problemowi m.in. wiersz Dlaczego klasycy oraz krótką prozę poetycką Klasyk. Wiersz odnosi się do Tukidydesa autora Wojny peloponeskiej, a wcześniej wodza greckiej floty, która nie zdążyła na czas z odsieczą. Narracja Tukidydesa w jego dziele zawiera zdaniem Herberta wzorcową postawę wodza i polityka, do której nie sposób się nie odnosić jako do godnego i wzniosłego przejawu człowieczeństwa. Z kolei tytułowy bohater prozy to eskapista – swoisty uciekinier ze współczesności. Nad tą poezją unosi się wezwanie do heroizmu lub przynajmniej pragnienie uświadomienia nam jego wartości dla pełni naszego istnienia jako ludzi.
Żeby trochę złagodzić ton tej mojej odpowiedzi chciałbym też przytoczyć znany bon mot Marka Twaina: „klasyka, to są te dzieła, co do których wszyscy się zgadzamy, że powinniśmy ja znać, tyle, że nikt ich nie czyta”.
Jakie to dzieła w przypadku polskich klasyków?
JAROSŁAW GAJEWSKI: Dzisiaj pewien niepokój budzi poziom zainteresowania współczesnych twórców dramatami Aleksandra Fredry, Stanisława Ignacego Witkiewicza i Sławomira Mrożka. Wszyscy trzej należą do najwybitniejszych twórców naszego języka i kultury. Wszyscy trzej byli teatralnymi samoukami. Fredro i Witkacy byli żołnierzami, oficerami uciekającymi z Rosji przed okrucieństwami wojny. Mrożek uciekał z komunistycznej Polski rządzonej de facto przez Rosjan. Łączy ich skrywany, lecz także manifestowany, a czasem wręcz odmieniany przez wszystkie przypadki życia lęk przed tym, co egzystencjaliści nazywali „absurdem istnienia”. Łączy ich też krąg wartości, według którego myślą i czują, a który na ich oczach poddawany jest presjom potężnych zagrożeń.
Fredro, urodzony w roku 1893, poeta i żołnierz, adiutant Napoleona w czasie jego wyprawy na Moskwę, słusznie uchodzi za największego polskiego komediopisarza, arcymistrza polszczyzny, kumulującego w swej twórczości liczne wątki i kody naszej kultury od staropolszczyzny, przez romantyzm i rewolucję przemysłową aż do przełomu pozytywistycznego. Czytanie jego komedii w kontekście doświadczeń z odwrotu wojsk napoleońskich spod Moskwy, zawartych w jego pamiętniku pisanym dla najbliższej rodziny – Trzy po trzy, pozwala dostrzec w autorze Zemsty wnikliwego badacza ludzkiej natury i procesu społecznego. „Narody nie mają sumień” – pisze tam – „Mają tylko interesy”. W roku 230. rocznicy urodzin Fredry (2023) w całym kraju odbyły się trzy premiery jego sztuk, w tym jedna (adaptacja sceniczna Trzy po trzy) w Teatrze Klasyki Polskiej. Dziś mamy w swym stałym repertuarze cztery przedstawienia tekstów Fredry. Na rok 150-lecia śmierci poety (2026) planujemy co najmniej jeszcze jedną premierę jego sztuki, by móc oferować naszym kontrahentom „festiwalowy” przegląd jego twórczości.
Stanisław Ignacy Witkiewicz, urodzony w 1895 roku (9 lat po śmierci Fredry) filozof, teoretyk sztuki, twórca pojęcia „Czystej Formy” (w malarstwie i teatrze), pisarz, oryginalny malarz, wreszcie rozpoznawalny dziś na całym niemal świecie dramaturg, prekursor teatru absurdu, podobnie jak Fredro splata w oryginalnym języku wiele barwnych nici polskiej tradycji – od staropolszczyzny, przez góralszczyznę i młodopolskie językowe „wybujałości” po filozoficzny żargon swoich czasów. W roku 140. rocznicy urodzin Witkacego Teatr Klasyki Polskiej przygotował dwie premiery według jego tekstów oraz wspólnie z Wydziałem Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego zorganizował dwudniowe wydarzenie „Witkacy na UW”.
Sławomir Mrożek urodzony dziewięć lat przed śmiercią Witkacego, późny wnuk Fredry, jest dziś chyba najpowszechniej rozpoznawanym polskim twórcą dramatów na świecie. Jego dzieła, przetłumaczone na kilkadziesiąt języków, miały swoje premiery na najważniejszych scenach Europy, obu Ameryk, Australii i Azji. Napisane w drugiej połowie XX wieku, nie tracą dziś na sile, jako diagnozy zagrożeń wolności, prób degradacji człowieczego indywiduum i wartości scalających kulturę europejską. Uznawany coraz częściej za konserwatystę znikł niemal całkowicie z publicznych scen. Teatr Klasyki Polskiej ma w swym repertuarze trzy inscenizacje jego dramatów. Będziemy uzupełniać ten dorobek, by na stulecie urodzin Mrożka móc zaprezentować wszystkie jego sztuki.
Czy poza tym, że Fredry, Witkacego i Mrożka brakuje dzisiaj na polskich scenach albo są oni na nich niedostatecznie obecni, jest jeszcze coś, dla czego warto sięgać po ich utwory?
JAROSŁAW GAJEWSKI: Teatr i dramat w sposób organiczny łączą w sobie lokalność z uniwersalnością. Uniwersalność nie istnieje bez lokalności – niejako musi „odmieniać się” przez przypadki lokalności, by się przebić do świadomości odbiorcy (zawsze lokalnego). Ojciec Literatury Polskiej – Mikołaj Rej, na przykład. Jego Żywot Jozepha uważa się dziś za pierwszy polski oryginalny dramat. Jego bazą jest historia biblijnego Józefa i jego braci – szczególna, choć powszechna opowieść o „życiu rodzinnym” i dramacie przebaczenia. Zatem jest to historia uniwersalna, ale nasycona kolorytem lokalnym staropolszczyzny. W tych kategoriach mieści się też Kochanowskiego Odprawa posłów greckich. W obu tych dramatach ważne jest to, na ile my, „lokalsi”, odnajdujemy się w zaproponowanej tutaj uniwersalności. Lokalność jest przez tych autorów niejako testowana i przymierzana do wybranego wątku uniwersalności. W Zemście Fredry, Szewcach Witkacego, Tangu Mrożka uniwersalność jest dla mnie sprawą drugoplanową, co nie znaczy, oczywiście, że jej nie dostrzegam i nie cenię. Siłą przyciągającą mnie do tych utworów jako realizatora teatralnego i siłą ich oddziaływania na widzów jest jednak przede wszystkim ich lokalność, tu – polskość. To ostatnie pojęcie wymaga osobnego komentarza i nie sądzę, aby zmieścił się w ramach tej rozmowy. Tak się jednak składa, że właśnie wymienione wyżej utwory są bardzo dobrą bazą do podjęcia tego tematu. Bo chyba o to nam chodzi, o szukanie odpowiedzi w kluczowej dla nas sprawie – kim jesteśmy. Bardzo pomocne w namyśle nad tą kwestią były mi zawsze trzy wersy z Rzeczy o wolności słowa Norwida: „Zaiste aktorem trza być i być w teatrze// Oderwać się od siebie i wejść w siebie – słowem// Aby być narodowem – być nad-narodowem”. Praktyki tożsamościowe muszą się w stały sposób odnosić do czytelnej uniwersalności.
Programowo grać klasykę w czasie mody na postęp, jaka panuje we współczesnym polskim teatrze, jest przedsięwzięciem o rysie niemal awangardowym. Czy Teatr Klasyki Polskiej, który z założenia wystawia teksty dramatyczne w największej możliwej zgodzie z ich literą i duchem, można w tym kontekście nazwać teatrem eksperymentalnym?
JAROSŁAW GAJEWSKI: W pewnym sensie owszem. Jesteśmy swoistym laboratorium klasyki. Przestrzenią jej twórczego praktykowania.
Jak się ono odbywa? Jaki jest Teatru Klasyki Polskiej sposób na polską klasykę?
JAROSŁAW GAJEWSKI: Dobrym przykładem będzie tu wystawiona przez nas tragedia Stanisława Konarskiego Epaminondas. Jej premiera zainaugurowała działalność artystyczną Teatru Klasyki Polskiej. Utwór ten często wspominany jest w podręcznikach historii polskiej literatury (m. in. przez Czesława Miłosza) czy teatru polskiego (np. przez prof. Zbigniewa Raszewskiego). Jednak do premiery TKP, tekst ten, poza teatrami szkolnymi (od konwiktu Collegium Nobillium poczynając) nie był wystawiany przez teatry zawodowe. Treścią tej sztuki jest cel działania prawa i wynikające stąd komplikacje intelektualne oraz napięcia polityczne. Czas pisania Epaminondasa pokrywał się u Konarskiego z czasem pracy nad O Skutecznym Rad Sposobie – dziełem fundamentalnym dla zwalczenia liberum veto. Naszym sposobem na czytanie takich utworów jest uważność, studiowanie dramatu stawania się myśli, poprzedzającej nasze działanie. To znaczy, że nie opowiadamy się za konkretnym rozwiązaniem problemu, lecz dostarczamy materiału do jego rozważania. Owo rozważanie jest dla nas także celem samym sobie, jako źródło kultury. A próba przyswojenia dzieła sztuki, które dostarcza materiału do takiego rozważania uważamy za ważny akt krzepienia naszej kultury.
Było o pierwszej premierze Teatru Klasyki Polskiej. Może więc na zakończenie powiemy o tym, co nas czeka w nadchodzącym sezonie? Jakie premiery szykuje Teatr dla swoich wiernych i coraz liczniejszych widzów?
JAROSŁAW GAJEWSKI: Pierwszą premierą sezonu 2025/2026 będzie Tymon z Aten Williama Shakespeare’a w przekładzie Antoniego Libery i w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego, którego pokażemy w Ośrodku Praktyk Teatralnych w Gardzienicach 16 października. W grudniu na scenie Nowego Domu Sztuki Domu Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Radziejowicach odbędzie się premiera Nowej – starej pastorałki wg scenariusza Jerzego Machowskiego (skomponowanego z tekstów staropolskich) i w jego reżyserii. Na 21 lutego 2026 roku w Międzynarodowy Dzień Języka Rodzimego planujemy premierę Promethidiona Cypriana Kamila Norwida w reżyserii Dariusza Kowalskiego. Te trzy produkcje już znajdują się w fazie zaawansowanych przygotowań. Na 410. rocznicę śmierci Shakespeare’a (przypadającą w kwietniu) planujemy jeszcze jedną premierę tekstu Wielkiego Stradfordczyka, ale o szczegółach wolałbym jeszcze nie mówić. Sezon zamierzamy zwieńczyć premierą kolejnej w naszym repertuarze sztuki Fredry z okazji 150. rocznicy śmierci autora Zemsty. Tę rocznicę chcielibyśmy uczcić prezentacją całości naszego dorobku Fredrowskiego (5 a może nawet 6 [!] inscenizacji) w tych miejscach, gdzie taki „Festiwal” wzbudzi zainteresowanie, a są powody, by żywić nadzieję, że będzie ono znaczące.
Zapowiada się zatem interesująco.
JAROSŁAW GAJEWSKI: I intensywnie. Jak bowiem od początku naszego istnienia, tak i w nadchodzącym sezonie, nasze spektakle pokazywać będziemy w całym kraju.
Jak Reduta Juliusza Osterwy?
JAROSŁAW GAJEWSKI: Dokładnie. Reduta Fredry, Witkacego, Mrożka i klasyki w najlepszym i najszlachetniejszym wydaniu, który gwarantuje znakomity Zespół Teatru Klasyki Polskiej.
Rozmawiał Antoni Winch
Jarosław GAJEWSKI
Polski aktor filmowy i teatralny, reżyser i wieloletni pedagog oraz prorektor Akademii Teatralnej. Dyrektor Teatru Klasyki Polskiej.
