saudyjski park Dragon Ball we Francji

Francja ma własnych bohaterów. Dlaczego wybiera Dragon Ball od Saudyjczyków?

Francja stworzyła bohaterów, którzy przez stulecia kształtowali europejską wyobraźnię, lecz dziś może powierzyć odbudowę jednego ze swoich najbardziej symbolicznych miejsc saudyjskiemu funduszowi i japońskiej marce. Na dawnym obszarze Mirapolis rozważana jest budowa parku Dragon Ball wartego ponad miliard euro. Dyskusja nie dotyczy jednak wyłącznie pieniędzy, turystyki i nowych miejsc pracy. Jej prawdziwym przedmiotem jest pytanie, czy naród o tak potężnym dziedzictwie nadal potrafi uczynić z własnej historii atrakcyjną opowieść dla współczesnego odbiorcy.

Kraj, który nauczył świat opowiadać

Trudno znaleźć państwo, które w równie wielkim stopniu jak Francja wpłynęło na język, obyczaje i imaginarium innych narodów. Od średniowiecznych opowieści o Rolandzie, przez baśnie Charles’a Perraulta, powieści Victora Hugo i Aleksandra Dumasa, po Małego Księcia Antoine’a de Saint-Exupéry’ego francuskie postacie wędrowały przez granice, epoki i pokolenia. Francja przez długi czas nie musiała kupować cudzych mitologii, ponieważ posiadała własne, zdolne uwodzić świat bez wsparcia globalnych kampanii marketingowych.

To właśnie Perrault, autor między innymi „Kopciuszka”, „Śpiącej królewny” i „Kota w butach”, dostarczył materiału, z którego w XX wieku korzystała amerykańska fabryka wyobraźni Walta Disneya. Dumas stworzył muszkieterów rozpoznawalnych od Europy po Azję, a Hugo nadał Paryżowi literacką postać, która przetrwała kolejne przebudowy miasta. Francuska kultura nie była przywiązana wyłącznie do muzealnych gablot, ponieważ potrafiła przeobrażać pamięć w emocje, a historię w opowieść dostępną dla każdego.

Na tym tle plan dotyczący dawnego Mirapolis nabiera wymiaru znacznie wykraczającego poza decyzję urbanistyczną. Park zbudowany niegdyś wokół francuskich legend i literatury może odrodzić się jako przestrzeń podporządkowana japońskiemu uniwersum, dzięki pieniądzom państwowego funduszu z Arabii Saudyjskiej. Taka kombinacja dobrze oddaje charakter współczesnej globalizacji, w której kapitał, marka i miejsce nie muszą już pochodzić z tej samej kultury. Jednocześnie zmusza Francuzów do zastanowienia się, dlaczego ich państwo, dysponujące nieporównywalnym zasobem historii, nie przedstawiło dla tego miejsca własnej równie ambitnej koncepcji.

Mirapolis zaczęło przyjmować gości w 1987 roku w Courdimanche, w departamencie Val-d’Oise, na północny zachód od francuskiej stolicy. Twórcy przedsięwzięcia chcieli zaproponować rodzinom świat zbudowany z miejscowych baśni, postaci literackich i narodowych podań. Nad całym kompleksem górowała licząca około 35 metrów figura Gargantui, bohatera François Rabelais’go, która stała się znakiem rozpoznawczym zarówno parku, jak i jego ogromnych ambicji.

Pomysł wyprzedzał swoje czasy, lecz jego realizacja nie zdołała sprostać ekonomicznym oczekiwaniom. Frekwencja pozostawała znacznie niższa od prognoz, zobowiązania finansowe rosły, a kolejne próby ratowania przedsięwzięcia nie przynosiły trwałego skutku. W 1991 roku, po czterech sezonach działalności, Mirapolis zakończyło funkcjonowanie. Gargantua został później wysadzony, atrakcje rozsprzedano, a teren parku na długie dziesięciolecia zamienił się w pustą przestrzeń po niezrealizowanym francuskim marzeniu.

Saudyjski miliard na miejscu Gargantui

Z informacji Politico, przedstawionych następnie szerzej przez „Le Figaro”, wynika, że Pałac Elizejski od miesięcy rozmawia z Arabią Saudyjską o wykorzystaniu obszaru dawnego Mirapolis. Potencjalnym inwestorem jest Qiddiya Investment Company, spółka kontrolowana przez saudyjski Public Investment Fund. Rozważany projekt zakłada utworzenie pod Paryżem parku inspirowanego Dragon Ball, który byłby mniejszym odpowiednikiem podobnego przedsięwzięcia rozwijanego już w pobliżu Rijadu.

Nie istnieje jeszcze ogłoszona umowa, harmonogram budowy ani oficjalny kosztorys. Francuskie media informują jednak, że wartość całego przedsięwzięcia mogłaby przekroczyć miliard euro. Pałac Elizejski zachowuje milczenie, lecz zaawansowanie rozmów ma potwierdzać spotkanie z końca lipca, podczas którego przedstawiciele francuskiej administracji analizowali kwestie gruntów, transportu, energii oraz przyszłego sposobu zarządzania inwestycją.

W naradzie mieli uczestniczyć reprezentanci niemal dziesięciu gabinetów ministerialnych, a jej przebieg koordynował Georges-François Leclerc, prefekt regionu Île-de-France i były dyrektor gabinetu Emmanuela Macrona. Tak szeroka obecność administracji państwowej sugeruje, że projekt nie jest wyłącznie luźną propozycją przedstawioną potencjalnemu inwestorowi. Francuskie władze najwyraźniej sprawdzają, czy przedsięwzięcie można rzeczywiście osadzić w istniejących uwarunkowaniach prawnych, infrastrukturalnych i własnościowych.

Moment ewentualnego ogłoszenia również miałby znaczenie polityczne. Mohammed ibn Salman jest spodziewany 23 sierpnia w Paryżu, gdzie ma uczestniczyć w zakończeniu Esports World Cup, międzynarodowej rywalizacji esportowej wspieranej przez Rijad. Wizyta następcy saudyjskiego tronu stworzyłaby Emmanuelowi Macronowi okazję do zaprezentowania inwestycji jako kolejnego sukcesu polityki przyciągania zagranicznego kapitału.

Z perspektywy departamentu Val-d’Oise korzyści mogłyby być poważne. Wielki kompleks turystyczny oznaczałby zatrudnienie podczas budowy, późniejsze etaty w samym parku, rozwój hoteli i gastronomii, zwiększony ruch turystyczny oraz konieczność modernizacji połączeń komunikacyjnych. Po niepowodzeniu Mirapolis i rezygnacji z projektu EuropaCity region od lat czeka na inwestycję zdolną trwale zmienić jego pozycję na gospodarczej mapie aglomeracji paryskiej.

Nie można zatem przedstawiać całej sprawy tak, jakby Francja miała wybierać między honorem narodowym a zwykłą karuzelą. Oferta dotyczy realnego kapitału i obszaru, którego kolejne francuskie władze nie potrafiły skutecznie zagospodarować. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ekonomiczny rachunek zostaje uznany za jedyne kryterium, a symboliczne znaczenie terenu Mirapolis całkowicie znika z pola widzenia.

Rijad inwestuje tam, gdzie powstają emocje

Saudyjskie zainteresowanie dawnym Mirapolis nie jest przypadkową wyprawą zagranicznego funduszu na francuski rynek nieruchomości. Qiddiya Investment Company odpowiada za jeden z najważniejszych projektów programu Vision 2030, za pomocą którego Mohammed ibn Salman chce zbudować gospodarkę mniej zależną od sprzedaży surowców energetycznych. Nowe źródła dochodów mają przynieść turystyka, technologie, sport, rozrywka, przemysł i usługi skierowane do młodego pokolenia.

Około 40 kilometrów od Rijadu powstaje Qiddiya City, projektowane jako wielkie centrum wypoczynku, widowisk i międzynarodowych wydarzeń. Działają lub są rozwijane tam parki rozrywki i obiekty sportowe, a także dzielnica gier komputerowych i esportu. Saudyjskie władze chcą, by miejsce to stało się celem podróży dla gości z całego świata, a zarazem wizytówką nowego oblicza królestwa.

Jednym z filarów Qiddiya City ma być pierwszy tak rozbudowany park poświęcony Dragon Ball, przygotowywany we współpracy z Toei Animation. Na obszarze przekraczającym pół miliona metrów kwadratowych zaplanowano siedem odrębnych krain oraz ponad 30 urządzeń i widowisk. Najbardziej spektakularnym elementem ma zostać 70-metrowy Shenron, wewnątrz którego poprowadzona zostanie trasa kolejki górskiej.

Wybór Dragon Ball pokazuje, że saudyjska strategia nie ogranicza się do eksportowania kultury Półwyspu Arabskiego. Rijad zamierza zdobywać pozycję poprzez zarządzanie symbolami rozpoznawalnymi w wielu krajach, niezależnie od miejsca ich pochodzenia. Japońska marka, zachodni futbol, amerykańskie gry i światowy esport są dla saudyjskiego funduszu elementami tej samej układanki, ponieważ wszystkie przyciągają uwagę publiczności, wywołują emocje i tworzą trwałe przywiązanie.

Współczesna polityka wpływu coraz rzadziej przypomina tradycyjną propagandę. Państwo nie musi przekonywać odbiorców do swojego ustroju ani opowiadać im własnej historii, aby zmieniać sposób, w jaki jest postrzegane. Wystarczy, że stanie się gospodarzem wydarzeń, właścicielem klubów, sponsorem zawodników albo organizatorem miejsc kojarzonych z radością i zbiorowym przeżyciem. Marka państwa zaczyna wówczas korzystać z emocjonalnej energii wcześniej zgromadzonej przez sport, film czy kulturę popularną.

Właśnie na tym polega siła planu przygotowywanego przez Arabię Saudyjską. Dochody z ropy są przekształcane w infrastrukturę wyobraźni, która w przyszłości może generować zarówno pieniądze, jak i polityczną życzliwość. Saudyjski fundusz nie musi wymyślać nowego bohatera na miarę Son Goku, ponieważ może sfinansować miejsca, w których świat będzie tego bohatera spotykał.

Francja znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Jej największym kapitałem pozostaje dziedzictwo już utrwalone w światowej pamięci, lecz sama jego obecność nie gwarantuje dalszego oddziaływania. Postacie literackie zamknięte w szkolnym programie albo dzieła sztuki oglądane wyłącznie jako zabytki nie konkurują na równych zasadach z uniwersami obecnymi jednocześnie w filmach, grach, komiksach, produktach i parkach rozrywki. Historia zachowuje siłę tylko wtedy, gdy każde pokolenie potrafi nadać jej nową formę.

Nicolas de Villiers oskarża francuskie elity

Na informację o rozmowach z Rijadem odpowiedział Nicolas de Villiers, prezes Puy du Fou, publikując w „Le Figaro” obszerną trybunę. Nie był to kolektywny manifest grupy intelektualistów, ale głos człowieka kierującego jednym z najbardziej rozpoznawalnych francuskich przedsięwzięć kulturalno-rozrywkowych. Jego stanowisko ma zatem charakter ideowy, lecz pozostaje również głosem praktyka, który od lat dowodzi, że rodzima historia może przyciągać masową publiczność.

Nicolas de Villiers zwrócił uwagę na wymowę zastąpienia Gargantui przez Son Goku. W jego ujęciu postać pochodząca z dzieła Rabelais’go reprezentowała w Mirapolis francuską zdolność wydobywania rozrywki z narodowej tradycji, natomiast bohater Dragon Ball oznacza gotowość do oddania tego miejsca kulturze importowanej. Zmiana nie polegałaby jedynie na zastosowaniu innego motywu przewodniego, lecz pokazywałaby, że francuskie instytucje przestały uważać własne dziedzictwo za wystarczająco atrakcyjne.

Prezes Puy du Fou nie odrzuca kultury japońskiej ani samej idei wymiany między narodami. Podkreśla, że fascynacja mangą może współistnieć z lekturą francuskich pisarzy i nie musi prowadzić do kulturowego wykorzenienia. Jego sprzeciw dotyczy sytuacji, w której zainteresowanie światem staje się wymówką dla zaniedbania własnej pamięci.

Jest to rozróżnienie szczególnie ważne, ponieważ krytykę parku Dragon Ball łatwo byłoby przedstawić jako przejaw niechęci wobec zagranicznych wpływów albo kulturowego protekcjonizmu. Francja od stuleci rozwijała się poprzez spotkania z innymi cywilizacjami, a jej sztuka sama wielokrotnie korzystała z inspiracji pochodzących spoza Europy. Otwartość przestaje jednak być twórcza, gdy jedna strona wnosi wyłącznie miejsce i publiczność, a wszystkie idee, pieniądze oraz symbole pochodzą od innych.

Puy du Fou stanowi dla Nicolasa de Villiers dowód, że istnieje odmienna możliwość. Park nie kupuje najgłośniejszych światowych licencji, lecz tworzy widowiska z francuskich dziejów, legend i postaci historycznych. Średniowieczni rycerze, muszkieterowie, mieszkańcy Wandei, uczestnicy dawnych wojen i bohaterowie wielkich epok zostali tam przełożeni na język efektów specjalnych, muzyki, scenografii i masowego spektaklu.

Taki model nie oznacza zamknięcia się w narodowej twierdzy. Kiedy Puy du Fou rozpoczęło działalność w Hiszpanii, nie przeniosło tam francuskich opowieści jako gotowego produktu, lecz sięgnęło po historię i legendy związane z Półwyspem Iberyjskim. Eksportowanym dobrem okazała się umiejętność przedstawiania dziedzictwa, a nie konieczność podporządkowania miejscowej pamięci obcym bohaterom.

Wystąpienie Nicolasa de Villiers ma jednak również wymiar polemiczny, którego nie należy ukrywać. Puy du Fou działa na tym samym szeroko rozumianym rynku rodzinnej rozrywki i turystyki, na którym pojawiłby się nowy park. Prezes istniejącego przedsięwzięcia występuje więc zarówno jako obrońca dziedzictwa, jak i reprezentant sektora zainteresowanego konsekwencjami powstania potężnego konkurenta. Nie unieważnia to jego argumentów, ale pozwala osadzić je w pełnym kontekście.

Francja nie potrzebuje mniej świata, lecz więcej wiary w siebie

Sprawa Mirapolis ujawnia jeden z największych paradoksów francuskiej polityki kulturalnej. Państwo przeznacza ogromne środki na muzea, ochronę zabytków, teatry, kino i instytucje artystyczne, a jednocześnie ma trudność z tworzeniem nowych formatów, które wprowadzałyby narodową pamięć do masowej wyobraźni. Francuzi znakomicie chronią przeszłość, lecz znacznie rzadziej potrafią zamieniać ją w doświadczenie konkurujące o uwagę młodych odbiorców.

Nie wystarczy posiadać Luwr, Wersal, katedry, literaturę i tysiącletnią historię, jeżeli ich znaczenie nie zostaje stale odnawiane. Dziedzictwo, które nie znajduje współczesnego języka, stopniowo staje się dekoracją, szanowaną, lecz coraz słabiej przeżywaną. Tymczasem globalne marki nieustannie budują nowe światy, w których odbiorca nie jest biernym widzem, ale uczestnikiem przygody.

Park rozrywki może wydawać się zbyt błahym miejscem, aby prowadzić dyskusję o tożsamości narodu. W rzeczywistości to właśnie takie przestrzenie tworzą pierwsze i często najtrwalsze spotkania dzieci z bohaterami, historią oraz symbolami. Rodziny wracają z nich ze wspomnieniami, zdjęciami, przedmiotami i emocjami, których nie da się zastąpić urzędowym programem edukacyjnym.

Francja nie musi zakazywać parku Dragon Ball, aby bronić swojego dziedzictwa. Powinna natomiast umieć odpowiedzieć, dlaczego podobnej skali energii politycznej i finansowej nie poświęca projektom czerpiącym z własnych zasobów kulturowych. Jeżeli administracja potrafi skoordynować działania wielu ministerstw, przygotować infrastrukturę i prowadzić rozmowy z saudyjskim funduszem, mogłaby również stworzyć warunki dla francuskich twórców zdolnych zaproponować przedsięwzięcie o porównywalnych ambicjach.

Nie oznacza to, że każdy park powinien opowiadać wyłącznie o Joannie d’Arc, muszkieterach albo Napoleonie. Francuska kultura jest dostatecznie rozległa, aby mieścić awangardę, fantastykę, naukę, podróże, baśnie, przyszłość i tysiące historii dotąd niewykorzystanych przez przemysł rozrywkowy. Brakuje nie materiału, ale przekonania, że może on konkurować z najpotężniejszymi markami świata.

Ewentualne porozumienie Emmanuela Macrona z Arabią Saudyjską może okazać się korzystne ekonomicznie i przynieść zaniedbanemu terenowi drugie życie. Nie powinno jednak zostać przedstawione wyłącznie jako triumf inwestycyjny, ponieważ decyzja dotycząca Mirapolis niesie nieuniknione znaczenie symboliczne. W miejscu, gdzie niegdyś próbowano zbudować francuski świat rodzinnej rozrywki, zagraniczne państwo może stworzyć europejską placówkę globalnej marki.

Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy we Francji jest miejsce dla Dragon Ball. W otwartym kraju powinno znaleźć się miejsce zarówno dla japońskiej mangi, jak i dla saudyjskiego kapitału, jeżeli inwestycja spełnia francuskie prawo i odpowiada interesowi społecznemu. Pytanie brzmi, dlaczego obok takiego przedsięwzięcia nie powstaje projekt o podobnej skali, który czerpałby z francuskiej pamięci i przemawiał do świata równie pewnym głosem.

Arabia Saudyjska wykorzystuje posiadane pieniądze, aby zbudować przyszłą pozycję w światowym przemyśle emocji. Japonia od dziesięcioleci skutecznie zamienia mangę i animację w jeden z najważniejszych instrumentów swojej obecności kulturowej. Stany Zjednoczone stworzyły globalne imperium wyobraźni dzięki filmom, muzyce, platformom cyfrowym i parkom tematycznym. Francja natomiast stoi przed ruinami Gargantui i rozważa, komu powierzyć opowieść, która w tym miejscu zostanie przedstawiona.

Nie jest to spór między Rabelais’m a Akirą Toriyamą ani między literaturą a mangą. Jest to spór o to, czy Francuzi nadal wierzą, że ich własna kultura może być nowoczesna, popularna i dochodowa. Jeżeli odpowiedź będzie przecząca, pustkę zawsze wypełni ktoś, kto znacznie lepiej rozumie wartość zbiorowej wyobraźni.

Arkadiusz Jordan

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się