sondaż Marine Le Pen 2027

To nie jest zwykły sondaż. Marine LE PEN ma najszersze pole wyborczego manewru

Francuski wyścig prezydencki można mierzyć na dwa sposoby. Pierwszy polega na pytaniu, na kogo wyborca zagłosowałby dzisiaj, drugi sprawdza, których kandydatów w ogóle bierze pod uwagę. Najnowszy barometr Toluna Harris Interactive dla CommStrat i „L’Opinion” zastosował tę drugą metodę, ujawniając ogromną przewagę Marine Le Pen oraz trzy zupełnie odmienne modele budowania elektoratu przed wyborami w 2027 r.

Wyobraźmy sobie wyborcę centroprawicy, który ceni doświadczenie Édouarda Philippe’a, z zainteresowaniem obserwuje Gabriela Attala, ale nie wyklucza również głosu na Marine Le Pen. W tradycyjnym sondażu musiałby wybrać jedno nazwisko, choć kampania jeszcze się nie zakończyła i jego decyzja nie jest ostateczna. W barometrze potencjału wyborczego może wskazać wszystkie osoby, których kandydaturę poważnie rozważa.

Właśnie dlatego wyniku 41 proc. osiągniętego przez Marine Le Pen nie wolno odczytywać jako prognozy pierwszej tury. Liczba ta informuje, że mniej więcej czterech na dziesięciu ankietowanych nie wyklucza oddania na nią głosu. Pokazuje więc granice możliwej koalicji wyborczej, a nie stan mobilizacji w dniu przeprowadzenia badania.

Marine Le Pen znajduje się w osobnej kategorii

Na kolejnych miejscach zestawienia znaleźli się Édouard Philippe i Marion Maréchal, których wskazało po 27 proc. respondentów. Éric Ciotti osiągnął 26 proc., Bruno Retailleau 24 proc., Gabriel Attal 23 proc., a Raphaël Glucksmann 21 proc. Na tym samym poziomie co lider Place Publique uplasowali się Jean-Louis Borloo oraz Sébastien Lecornu.

Dalej znaleźli się Bernard Cazeneuve i François Hollande z wynikami po 19 proc., natomiast Jean-Luc Mélenchon uzyskał 14 proc. Różnica między pierwszym a drugim miejscem wynosi zatem 14 punktów procentowych, co wyraźnie oddziela liderkę Zjednoczenia Narodowego od całej reszty stawki. Jeszcze istotniejsze jest to, że żaden konkurent nie łączy porównywalnej szerokości możliwego poparcia z równie silną kontrolą nad własnym zapleczem.

Ósmą falę badania wykonano online 29 i 30 lipca 2026 r. w grupie 1111 pełnoletnich mieszkańców Francji, spośród których 941 figurowało w rejestrach wyborczych. Próba została skonstruowana i skorygowana z uwzględnieniem płci, wieku, kategorii społeczno-zawodowej oraz regionu zamieszkania. Pełne omówienie metodologii i rezultatów opublikował Toluna Harris Interactive.

Data realizacji ma znaczenie, ponieważ raport udostępniono dopiero 26 sierpnia. Nie jest to zatem pomiar reakcji na wszystkie wydarzenia polityczne ostatnich tygodni sierpnia, a oficjalne wejście Raphaëla Glucksmanna do kampanii nastąpiło już po zebraniu odpowiedzi. Badanie stanowi natomiast pierwszą odsłonę tego barometru po decyzji Marine Le Pen o utrzymaniu własnej kandydatury.

Pierwszy model to partia twierdza

Jean-Luc Mélenchon pokazuje, że stosunkowo niewielki zasięg społeczny nie musi oznaczać słabości w pierwszej turze. W całej próbie jego nazwisko akceptuje jako możliwy wybór tylko 14 proc. respondentów, ale wśród sympatyków Francji Nieujarzmionej odsetek ten wzrasta do 84 proc. Lider LFI dysponuje więc elektoratem zamkniętym, mocno utożsamionym z kandydatem i prawdopodobnie łatwiejszym do zmobilizowania.

Ten model przypomina polityczną twierdzę. Jej granice trudno rozszerzyć, lecz ludzie znajdujący się wewnątrz są gotowi bronić własnego kandydata nawet wtedy, gdy pozostaje on nieakceptowany przez większość społeczeństwa. W warunkach rozproszenia konkurencji taka konstrukcja może wystarczyć do zajęcia drugiego miejsca.

Potwierdza to opublikowany wcześniej barometr intencji wyborczych Toluna Harris Interactive dla M6 i RTL. Mélenchon otrzymywał w nim 16–17 proc. głosów i w trzech spośród pięciu układów kandydatów kwalifikował się do finału. Jego notowania w konkretnym głosowaniu mogą więc przewyższać ogólny potencjał, ponieważ większość osób dopuszczających jego kandydaturę rzeczywiście koncentruje się wokół niej.

Drugi model to zatłoczone centrum

Édouard Philippe znajduje się w sytuacji odwrotnej. Możliwość zagłosowania na byłego premiera deklaruje 27 proc. ankietowanych, a więc niemal dwa razy więcej niż w przypadku Mélenchona. Tak szeroki krąg nie przekształca się jednak automatycznie w przewagę, gdy Francuzi otrzymują kartę z kilkoma kandydatami odwołującymi się do podobnej części społeczeństwa.

Skalę problemu widać w elektoracie Renaissance. Zarówno Philippe, jak i Attal osiągają wśród sympatyków tego ugrupowania po 74 proc. potencjału, co oznacza, że wielu respondentów może brać pod uwagę obu polityków. Następne miejsca zajmują Sébastien Lecornu z wynikiem 55 proc., Jean Castex z 51 proc. oraz Élisabeth Borne z 47 proc.

Centrum dysponuje zatem pokaźną grupą wyborców, ale wciąż nie ma jednego właściciela tych głosów. Każdy kolejny kandydat powiększa katalog możliwych decyzji, jednocześnie utrudniając skupienie poparcia na jednej osobie. Właśnie dlatego Philippe może być dobrze oceniany przez szeroki przekrój społeczeństwa, a mimo to przegrywać walkę o miejsce w drugiej turze z politykiem mającym mniejszy, lecz bardziej skoncentrowany obóz.

Ten paradoks może zadecydować o całej kampanii. Jeśli Philippe i Attal pozostaną w wyścigu równocześnie, będą rywalizowali nie tylko o spuściznę po Emmanuelu Macronie, lecz przede wszystkim o tych samych ludzi. Potencjału kandydatów nie można przy tym po prostu dodawać, ponieważ jedna osoba może występować w politycznym zapleczu kilku nazwisk jednocześnie.

Trzeci model polega na przekraczaniu granic

Marine Le Pen ma niemal całkowitą kontrolę nad własnym obozem, ponieważ jej nazwisko dopuszcza 89 proc. sympatyków RN. Marion Maréchal osiąga w tej grupie 57 proc., a Éric Ciotti 45 proc., lecz żaden z nich nie stanowi realnej konkurencji dla oficjalnej kandydatki. Zjednoczenie Narodowe może dzięki temu koncentrować energię na pozyskiwaniu nowych wyborców, zamiast prowadzić wyniszczającą walkę o nominację.

Najciekawsze wyniki przynosi jednak spojrzenie na zwolenników Republikanów. W ich własnym środowisku prowadzi Bruno Retailleau z rezultatem 67 proc., przed Xavierem Bertrandem osiągającym 50 proc. Tuż za nimi znajdują się Attal z 44 proc., Le Pen z 43 proc. oraz Philippe z 42 proc.

Granice francuskiej prawicy stały się więc wyjątkowo przepuszczalne. Prawie taki sam odsetek sympatyków LR rozważa kandydaturę Marine Le Pen, centrowego Gabriela Attala i wywodzącego się z republikańskiej tradycji Édouarda Philippe’a. Dla liderki RN oznacza to dostęp do grupy, bez której trudno byłoby zbudować zwycięską większość w drugim głosowaniu.

Nie dowodzi to, że wyborcy Republikanów masowo przenieśli już poparcie do RN. Pokazuje jednak, że nazwisko Le Pen nie jest dla dużej części tego środowiska automatycznie wykluczone, jak bywało jeszcze podczas wcześniejszych kampanii. Osłabienie tej bariery może się okazać politycznie ważniejsze niż jednomiesięczne przesunięcie o jeden czy dwa punkty w zwykłym sondażu.

Lewica również ma kilka konkurencyjnych światów

Wyniki wewnątrz poszczególnych rodzin lewicowych pokazują, że nie istnieje jeden wspólny mechanizm wyłonienia kandydata. Wśród sympatyków socjalistów prowadzi Glucksmann z wynikiem 68 proc., przed Hollande’em osiągającym 60 proc. i Olivierem Faure’em z 49 proc. W elektoracie ekologicznym Marine Tondelier i Yannick Jadot mają po 57 proc., François Ruffin 50 proc., a Glucksmann 43 proc.

Formalne ogłoszenie kandydatury nie wystarczy więc, aby połączyć te grupy. Glucksmann posiada najwyższy potencjał ogólnokrajowy na lewicy umiarkowanej, lecz jego 21 proc. zmierzono jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem startu. Dopiero kolejne fale pokażą, czy deklaracja uruchomiła wzrost, czy jedynie utrwaliła istniejący poziom.

Mélenchon pozostaje tymczasem bezdyskusyjnym liderem własnej formacji, ale nie całej lewicy. Może liczyć na wyjątkowo lojalną bazę, natomiast jego zdolność przyciągania umiarkowanych wyborców jest ograniczona. Z tego powodu jego kampania będzie prawdopodobnie zabiegała o powtórzenie mechanizmu głosu użytecznego, który pod koniec wyścigu skłania część lewicy do poparcia polityka mającego największe szanse wejścia do finału.

Co naprawdę wynika z tego badania

Barometr potencjału wyborczego nie odpowiada na pytanie, kto zostałby prezydentem, gdyby głosowanie odbyło się jutro. Dostarcza innej informacji: pokazuje, jak wielu ludzi pozostaje dla każdego kandydata dostępnych, zanim kampania wymusi ostateczną decyzję. To mapa politycznych możliwości, a nie fotografia jednej niedzieli wyborczej.

Marine Le Pen rozpoczyna tę fazę z najkorzystniejszą kombinacją trzech czynników. Ma zdecydowanie największy krąg osób niewykluczających jej kandydatury, prawie jednolite poparcie własnej partii i poważny dostęp do elektoratu klasycznej prawicy. Philippe posiada szeroki zasięg, ale dzieli go z konkurentami, natomiast Mélenchon kontroluje mocną bazę, której granice pozostają wąskie.

Do wyborów pozostało jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby kampania zmieniła wszystkie te proporcje. Debaty, programy gospodarcze, zdarzenia międzynarodowe oraz decyzje o wycofaniu części kandydatów mogą zamienić potencjalną sympatię w rzeczywisty głos albo całkowicie ją wygasić. Na obecnym etapie jedno jest jednak widoczne: rywale Marine Le Pen muszą nie tylko zwiększać własne notowania, lecz także odebrać jej prawo swobodnego poruszania się poza granicami RN.

Arkadiusz Jordan

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się