Sprawa TVP Wilno przestała być wewnętrznym sporem w Telewizji Polskiej
TVP Wilno nie jest lokalną redakcją jednej z wielu stacji. Jest jedynym regularnym, systemowym źródłem polskojęzycznej informacji publicznej w regionie, który od lat znajduje się pod presją rosyjskiej dezinformacji. I to nie są żadne górnolotne słowa, tylko fakt, o którym mówią eksperci, instytuty badawcze, litewscy politycy i polscy akademicy – pisze Paulina MATYSIAK
Są takie decyzje, które formalnie da się opisać jako optymalizacja czy racjonalizacja kosztów. Ale są też i takie, których skutki wykraczają daleko poza tabelki Excela i niosą za sobą daleko idące konsekwencje. Będą siać spustoszenie w sferze zaufania do państwa i bezpieczeństwa informacyjnego. Sprawa TVP Wilno należy właśnie do tej kategorii.
Od grudnia zeszłego roku trwa festiwal komunikatów, debat, komisji, listów otwartych i uspokajających zapewnień. Najpierw zapowiedź likwidacji autonomii stacji, potem obcięcie budżetu o 40 procent i skasowanie ponad dwudziestu programów. Wszystko to pod hasłem „porządkowania” i „wzmocnienia misji”. Tyle że w praktyce misję realizuje się nie słowami, ale ludźmi, programami i ciągłością działania. A tej ciągłości właśnie się TVP Wilno konsekwentnie pozbawia. Jednocześnie wraz z obcięciem budżetu wyjaśnia się posłom ogólnikową informację, że plany TVP dotyczące sytuacji i ramówki kanału TVP Wilno zostaną przedstawione w pierwszej połowie bieżącego roku, a wynika to z jednoczesnego procesu włączania tej stacji do struktury Ośrodka Mediów dla Zagranicy TVP oraz prowadzonego audytu, którego zakończenie dopiero przed nami (ponoć zakończy się lutym).
Nie rozstrzygam, czy ktoś w rządzie naprawdę wierzy, że da się robić to samo taniej, czy po prostu uznał, że Wileńszczyzna to temat, który nie generuje politycznych kosztów w Warszawie. Mnie interesuje coś innego: dlaczego tak łatwo przychodzi nam traktowanie mediów adresowanych do Polaków za granicą jako zbędnego dodatku, a nie elementu infrastruktury państwa.
Bo TVP Wilno nie jest lokalną redakcją jednej z wielu stacji. Jest jedynym regularnym, systemowym źródłem polskojęzycznej informacji publicznej w regionie, który od lat znajduje się pod presją rosyjskiej dezinformacji. I to nie są żadne górnolotne słowa, tylko fakt, o którym mówią eksperci, instytuty badawcze, litewscy politycy i polscy akademicy. Mówią o tym tak często, że aż dziwne, że wciąż trzeba to powtarzać.
Sprawa TVP Wilno przestała być wewnętrznym sporem w Telewizji Polskiej. Zaniepokojenie wyraziło litewskie Ministerstwo Kultury. List do włodarzy polskich miast partnerskich wysłał mer Wilna. Temat stanął na forum Polsko-Litewskiego Zgromadzenia Parlamentarnego. List otwarty podpisały setki naukowców, a petycję tysiące obywateli. Jeśli to nie jest sygnał alarmowy, to co nim właściwie będzie?
Państwo, które poważnie traktuje bezpieczeństwo – także to miękkie, informacyjne – nie zostawia swoich mediów za granicą w stanie permanentnej prowizorki. Tymczasem na naszych oczach rodacy na Wileńszczyźnie dostają jasny komunikat: jakoś sobie poradzicie, mamy ważniejsze sprawy.
Za nami symboliczny pogrzeb Detektywa Literki, programu, którego ostatni odcinek został wyemitowany pod koniec ubiegłego roku, a który adresowany był do młodego widza. Młodzi Polacy z Litwy dzięki niemu mogli poznawać zakamarki polszczyzny i poprawiać swoją znajomość języka polskiego. Komu ten program przeszkadzał? Czy nie realizował misji polskiej telewizji? Nie jest potrzebny? W tym przypadku zmniejszenie budżetu to fakt, tak samo jak zmiana ramówki.
Czy wyrok na TVP Wilno został już ostatecznie wydany? Jeszcze nie, bo wiążące decyzje nie zapadły, ale czas gra tu na niekorzyść stacji, widzów, pracowników, Polski. Każdy miesiąc niepewności to kolejne odejścia, znikające programy… Rząd musi się opamiętać, inaczej cisza w eterze stanie się najgłośniejszym komentarzem polskiej polityki wobec Wileńszczyzny.
Łączę pozdrowienia, dziś wyjątkowe, z mroźnego, pięknego Wilna.
Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Przedruk za zgodą redakcji.
Paulina MATYSIAK
Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".
