Średniowieczny „Zbiór Pszczelich Praw”

W średniowieczu pszczoły nie były tylko pożytecznymi owadami. Były częścią majątku, źródłem dochodu i elementem porządku społecznego. Z racji swojej użyteczności, średniowieczne pszczoły był chronione własnymi przepisami.

Jak podaje „The Conversation”, zbiór „pszczelich praw” nosił nazwę Bechbnretha, czyli dosłownie „wyroki o pszczołach”. Należał do szerszego systemu prawa bretońskiego, który obowiązywało w dawnej Irlandii. Nie był to jednak system nastawiony przede wszystkim na karanie. Chodziło raczej o zadośćuczynienia za uszkodzenia uli i zabijanie pszczół.

Co ciekawe, naukowcy są zdania, że przepisy w sprawie pszczół były skupione na łagodzeniu sporów i tym, żeby lokalne społeczności mogły dalej funkcjonować.

W średniowiecznej Irlandii pszczoły miały status zwierząt domowych, podobnie jak bydło, świnie czy owce. Miód był ważnym składnikiem pożywienia i napojów, zwłaszcza miodu pitnego. Wosk służył do wyrobu świec, uszczelnień, tabliczek do pisania i różnych przedmiotów codziennego użytku. Produkty pszczele trafiały też do medycyny, kosmetyki i rzemiosła. To dlatego każdy pszczeli ul był bardzo wartościowy. Pasieki były zasobem, który należało chronić.

Ale gdy hodowcy żyli blisko siebie, bardzo szybko pojawiały się pytania: co zrobić, jeśli pszczoły przelecą na cudze pole? Kto ma prawo do miodu z roju, który osiadł na cudzej ziemi? Kto odpowiada, jeśli ktoś zostanie użądlony?

Jedna z najciekawszych rzeczy w Bechbretha polega na tym, że prawo próbowało uchwycić coś z natury trudnego do udowodnienia. Duże zwierzę można zobaczyć na cudzym polu. Krowa albo świnia zostawia ślady. Ale pszczoły? One przylatują, zbierają nektar i znikają. Sędziowie ze średniowiecznej Irlandii znali jednak sposoby na tego typu problemy. Jedna z metod polegała na oprószeniu pszczół mąką, a potem śledzeniu ich lotu z powrotem do ula. Ponieważ pszczoły zwykle wracają do tych samych źródeł pożytku, taki ślad mógł pomóc ustalić, do kogo należą.

Jeśli obcy rój osiadł gdzieś i zaczął budować nowe gniazdo, sytuacja też była regulowana prawnie. Przez kilka lat pierwszeństwo zachowywał pszczelarz, który potrafił wskazać, że rój pochodzi od niego. Później jednak prawo właściciela gruntu rosło. Innymi słowy: natura nie znosiła próżni, a prawo próbowało nadążyć za tym, jak naprawdę zachowują się pszczoły.

Szczególnie surowo traktowano kradzież uli. Kara zależała nawet od tego, skąd ul został zabrany. Im bliżej domu, zwłaszcza domu kogoś wysokiego stanu, tym większa była rekompensata. W dawnej Irlandii, gdzie głównym środkiem rozliczeń było bydło, odszkodowanie często właśnie w nim wyrażano. Jeszcze poważniej traktowano kradzieże z miejsc świętych, na przykład z klasztorów.

Prawo dotyczące pszczół wpisywało się więc w szerszą kulturę współzależności. Mówiło nie tylko, co wolno, ale też jak żyć obok siebie, kiedy granice własności są realne, ale natura tych granic nie respektuje. W tym sensie pszczoły stawały się czymś więcej niż przedmiotem ochrony. Były testem tego, czy wspólnota potrafi poradzić sobie z konfliktem bez rozpadu.

Wojciech T. Madeja

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.07.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się