Sztuczna inteligencja na uniwersytetach
Sztuczna inteligencja na uniwersytetach zagościła już na stałe i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić w najbliższej przyszłości.
Jeszcze kilka lat temu dla większości studentów pojęcie sztucznej inteligencji kojarzyło się z tematami na zajęciach z informatyki, filmami science fiction albo eksperymentalnymi laboratoriami na politechnikach. Dziś AI jest już nie tylko obecna w salach wykładowych, ale ona kształtuje świat pracy, w którym ci wszyscy studenci wkrótce będą decydować o prawie, zdrowiu czy gospodarce. Problem w tym, że wciąż zbyt mało uczelni uczy, jak korzystać z AI odpowiedzialnie.
Współczesny student używa AI częściej, niż sam to przyznaje. Od pisania maili przez ChatGPT, przez automatyczne tłumaczenia w pracy dyplomowej, po podpowiedzi w smartfonie czy Spotify. Jednak „niewidzialność” algorytmów ma swoją cenę. Niewielu rozumie, jak narzędzia AI naprawdę działają, jakie mają ograniczenia i gdzie kończy się ich użyteczność, a zaczynają poważne zagrożenia.
Weźmy przykład australijskich uczelni, na które powołuje się raport. Coraz więcej uniwersytetów pozwala studentom korzystać z AI w pisaniu esejów czy raportów pod warunkiem, że wskażą to w przypisie. Tyle że to nie rozwiązuje sedna problemu. Student wie, że może jednak nie zawsze wie, jak powinien. Nie rozumie, skąd AI czerpie dane, jak może wprowadzać w błąd, ani co zrobić, gdy „halucynacje” ChatGPT wylądują w pracy zaliczeniowej.
To nie jest błahy problem. Gdy przyszły prawnik użyje AI do tworzenia kontraktu, a nie rozpozna w nim ukrytych uprzedzeń lub błędnych założeń, skutki mogą być kosztowne. Gdy nauczyciel zda się w 100% na sztuczną inteligencję przy pisaniu scenariusza lekcji, uczniowie mogą dostaćlekcje niedostosowaną do faktów.
Wielu studentów kierunków technicznych dostaje solidne podstawy techniczne. Ale pytania o etykę, prawa człowieka czy uprzedzenia danych to już osobny świat. Nie każdy student prawa, biznesu czy marketingu słyszał, że algorytmy mogą dyskryminować na podstawie płci, koloru skóry czy wieku. A przecież to właśnie ci absolwenci będą podejmować decyzje, które zadecydują, kto dostanie kredyt, pracę, czy opiekę zdrowotną.
W międzynarodowych raportach coraz częściej pojawia się postulat: AI literacy, czyli kompetencja rozumienia i krytycznego wykorzystywania sztucznej inteligencji, powinna być obowiązkowa. Przykładów nie brakuje. Uniwersytet w Edynburgu wprowadził program AI Ethics dla studentów różnych wydziałów. Uniwersytet w Austin robi to dla studentów STEM.
Eksperci wskazują, że kluczem jest nauka interdyscyplinarna. AI nie powinna być tylko domeną informatyków. Jej etyczne aspekty powinny pojawiać się na prawie, zarządzaniu, socjologii, medycynie. Wymaga to współpracy wykładowców z różnych dziedzin i zupełnie nowych materiałów dydaktycznych, które tłumaczą nie tylko jak działa AI, ale też co może pójść źle.
Politycy mogą pomóc, tworząc specjalne fundusze na szkolenia kadry czy wspólne platformy edukacyjne. Raport Australian University Accord z 2024 roku sugeruje, by uczelnie stały się „hubami etycznego AI”. To nie tylko ładne hasło, ale inwestycja w to, by społeczeństwo nie obudziło się za kilka lat w świecie, w którym automaty decydują bez kontroli człowieka.
Szymon Ślubowski
