Tajwan sprzeciwia się relokacji produkcji chipów do USA
Tajwan sprzeciwia się planowi przeniesienia 40% mocy produkcyjnych chipów do USA twierdząc, że jest to nierealny plan do wykonania ze względu na specyfikę produkcyjną.
Tajwan to dziś zdecydowanie centrum globalnej produkcji najbardziej zaawansowanych chipów. To tutaj powstaje ponad 90% półprzewodników w technologiach 3–5 nanometrów, kluczowych dla takich firm jak Apple, Nvidia, ale przede wszystkich dla całej rewolucji AI. Na czele technologii stoi TSMC. Firma, bez której nowoczesna elektronika zwyczajnie by nie działała.
Tajwański ekosystem półprzewodników bywa porównywany do góry lodowej. Fabryki to tylko wierzchołek, a pod powierzchnią kryją się dziesiątki lat inwestycji w zaplecze składające się na dostawców materiałów, producentów maszyn, centra projektowe, laboratoria testowe i wyspecjalizowaną kadrę. Wszystko skoncentrowane w jednym miejscu, głównie wokół Hsinchu Science Park. Łączna wartość tego łańcucha szacowana jest na około 7,5 bln dolarów.
TSMC inwestuje także w USA. W Arizonie powstają trzy fabryki warte łącznie 65 mld dolarów. Jednak nawet one nie będą produkować najnowocześniejszych chipów szybciej niż zakłady na Tajwanie, a pierwsza z nich zaliczyła już opóźnienia. Waszyngton nie ukrywa, że chce ograniczyć zależność od Azji. W styczniu 2026 roku USA i Tajwan podpisały umowę handlową obniżającą cła, w zamian za potężne 250 miliardów dolarów inwestycji Tajwanu w amerykański przemysł.
Jednocześnie administracja Donalda Trumpa zaczęła podnosić stawkę. Sekretarz handlu Howard Lutnick mówił wprost o celu przeniesienia nawet 40%, a wcześniej 50%, produkcji chipów i łańcucha dostaw do USA. W tle pojawiały się groźby ceł sięgających 100%, jeśli Tajwan nie dostosuje się do oczekiwań. Motywacją jest bezpieczeństwo technologiczne i powrót strategicznej produkcji do kraju.
8 lutego 2026 roku wiceminister gospodarki Cheng Li-chiun postawiła sprawę jasno na antenie CTS TV. Jej zdaniem przeniesienie 40–50% mocy produkcyjnych jest po prostu nierealne.
Jak podkreśliła, ekosystem półprzewodników to nie pojedyncza fabryka, którą można przenieść za ocean. To ogromna, głęboko zakorzeniona struktura, której nie da się odtworzyć w innym kraju bez dekad pracy. Co więcej, produkcja w USA jest nawet cztery–pięć razy droższa niż na Tajwanie. Głównie przez koszty pracy, regulacje i brak lokalnego zaplecza.
Tajwan deklaruje dalsze inwestycje w Stanach Zjednoczonych, ale bez masowej relokacji. TSMC potwierdza, że decyzje produkcyjne będą podejmowane na zasadach rynkowych, a główny ciężar pozostanie w Azji.
Cała sprawa pokazuje, jak trudna jest realna „deglobalizacja” technologii. Amerykańskie zakłady borykają się z opóźnieniami i przekroczeniami budżetów, a brak pełnego ekosystemu sprawia, że przeniesienie produkcji nie jest prostą operacją. Dla Tajwanu chipy to nie tylko biznes, ale także element bezpieczeństwa, tzw. „krzemowa tarcza” odstraszająca Chiny. Jednocześnie wyspa stara się dywersyfikować ryzyko, inwestując w USA, Japonii i Europie, bez osłabiania własnego zaplecza.
Tajwan jasno sygnalizuje, że jest za zwiększeniami produkcyjnymi, ale bez ograniczeń związanymi z relokacją swojej głównej produkcji. W świecie półprzewodników nie da się wszystkiego przenieść dekretami. Praca, którą Tajwan wykonał na swoim domowym podwórku nie jest możliwa do odtworzenia w czasie jednej kadencji, tak jak chciałyby tego Stany Zjednoczone.
Szymon Ślubowski
