polska nauka

Takie będą Rzeczypospolite, jakie nauki finansowanie. Także humanistyki!

Humanistyka jest szczególnie potrzebna właśnie wtedy, gdy świat przyspiesza, a technologia zmienia pracę i relacje społeczne. Wtedy musimy zdecydować, gdzie w tym wszystkim pozostaje miejsce dla człowieka. Dlatego nauka potrzebuje pieniędzy, stabilności i szacunku – pisze Paulina MATYSIAK

Byłam na proteście ludzi nauki pod Sejmem 27 maja 2026 r. Kiedy naukowcy, doktoranci, studenci oraz pracownicy uczelni i instytutów wychodzą na ulicę, to znaczy, że mają już serdecznie dość słyszenia pięknych słów o innowacyjności, rozwoju i gospodarce opartej na wiedzy, bo kiedy przychodziło do budżetu, to znowu okazywało się, że na tę przyszłość brakuje pieniędzy.

Hasło akcji „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski” dobrze pokazuje, o co chodzi. Nauka nie jest prezentem dla wąskiej grupy akademików ani luksusem na lepsze czasy, lecz inwestycją w medycynę, bezpieczeństwo, energetykę, przemysł, rolnictwo, transport, edukację, kulturę i jakość decyzji publicznych. Bez dobrze finansowanej nauki państwo może jeszcze przez chwilę administrować teraźniejszością, ale będzie coraz gorzej radzić sobie z projektowaniem przyszłości.

Dziś polska nauka jest w trudnym położeniu. Wynagrodzenia są niskie i często niekonkurencyjne wobec rynku, młodzi badacze słyszą, że mają być ambitni, twórczy i gotowi do ciężkiej pracy… o ile mogą sobie na to pozwolić, bo w obecnym systemie to raczej życiowa pasja dla zamożnych, gdyż pieniędzy dla nich nie ma. Doktoranci funkcjonują w warunkach, które trudno nazwać stabilnymi, część osób po doktoracie zarabia niewiele więcej, niż wynosi pensja minimalna, a do tego dochodzą problemy z grantami, akademikami, stypendiami i codziennym utrzymaniem instytucji.

Nie da się budować silnej nauki na niepewności, przemęczeniu i poczuciu, że najlepsi prędzej czy później wyjadą albo odejdą z zawodu. Jeśli tak się stanie, nie będzie to prywatny problem kilku naukowców, lecz strata dla nas wszystkich.

Chcę też mocno zaakcentować, że kiedy mówimy o finansowaniu nauki, to nie wolno przeciwstawiać sobie nauk ścisłych, technicznych, medycznych, społecznych i humanistycznych. Potrzebujemy fizyków, biologów, inżynierów, lekarzy i informatyków, ale potrzebujemy także filozofów, etyków, historyków, socjologów, językoznawców, prawników i badaczy społecznych, bo żadne poważne państwo nie rozwija się wyłącznie dzięki temu, że potrafi szybciej wdrażać nowe narzędzia.

Zwłaszcza dziś, w czasach sztucznej inteligencji, nie można wyrzucić do kosza filozofii i etyki, udając, że liczy się tylko technologia, a cała reszta jest dodatkiem. Nowa technologia nie wchodzi w pustkę, lecz w ludzkie życie: w pracę, szkołę, medycynę, sądy, media, politykę i codzienne decyzje. Ktoś musi pytać, co AI robi z człowiekiem, kto ponosi odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez algorytmy, kto kontroluje dane, kto zyskuje, kto traci i czy technologia wzmacnia wolność, czy raczej nadzór.

To są pytania filozoficzne, etyczne i społeczne, bez których będziemy zachwycać się narzędziami, których skutków wykorzystywania nie rozumiemy. Humanistyka jest szczególnie potrzebna właśnie wtedy, gdy świat przyspiesza, a technologia zmienia pracę i relacje społeczne. Wtedy musimy zdecydować, gdzie w tym wszystkim pozostaje miejsce dla człowieka. Dlatego nauka potrzebuje pieniędzy, stabilności i szacunku. Nie może być tak, że badacz jest petentem, który ma wiecznie udowadniać, że zasługuje na przetrwanie, a doktorant słyszy, że ma jeszcze kilka lat wytrzymać, może kiedyś będzie lepiej. Nie może być też tak, że nauką w Polsce będą mogły zajmować się głównie osoby, które stać na niskie stypendium, drogi wynajem i wieloletnią niepewność, bo wtedy zamiast jakości budujemy klasową selekcję.

Potrzebujemy ścieżki dojścia do 3 proc. PKB na naukę, dodatkowego miliarda złotych dla Narodowego Centrum Nauki w budżecie na 2027 rok, godnych płac dla wszystkich pracowników sektora nauki oraz takich stypendiów doktoranckich, które pozwalają żyć, a nie tylko przetrwać. To nie są postulaty oderwane od rzeczywistości, tylko warunki konieczne, jeśli naprawdę chcemy zatrzymać zdolnych ludzi w Polsce.

Nauka to nie kosztowny dodatek do państwa, który można odkładać na lepsze czasy, lecz jego układ nerwowy: bez niej państwo gorzej widzi, wolniej reaguje i łatwiej popełnia błędy. W świecie kryzysów klimatycznych, wojen, nowych technologii, starzenia się społeczeństwa i narastających nierówności naprawdę nie stać nas na państwo, które oszczędza na myśleniu.

Wspieram protest ludzi nauki, ponieważ dobrze finansowana nauka nie jest sprawą jednej grupy zawodowej, lecz sprawą polskiej przyszłości. A przyszłości nie da się budować z pustej skarbonki i na przekonaniu, że jakoś to będzie. Takie będą Rzeczypospolite, jakie nauki finansowanie.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Przedruk za zgodą redakcji.

Zdjęcie autora: Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.07.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się