Dwa wyroki ław przysięgłych w Stanach Zjednoczonych mogą zmienić zasady gry dla całej branży technologicznej. Po raz pierwszy uznano, że uzależniające projektowanie nie jest efektem ubocznym, lecz świadomą strategią z realnymi kosztami dla użytkowników, zwłaszcza najmłodszych.

Technologia, która uzależnia i sądy, które zaczynają nazywać to po imieniu

Dwa wyroki ław przysięgłych w Stanach Zjednoczonych mogą zmienić zasady gry dla całej branży technologicznej. Po raz pierwszy uznano, że uzależniające projektowanie nie jest efektem ubocznym, lecz świadomą strategią z realnymi kosztami dla użytkowników, zwłaszcza najmłodszych.

W ostatnich tygodniach dwa składy przysięgłych w Stanach Zjednoczonych uznały duże firmy technologiczne za odpowiedzialne za sposób projektowania swoich produktów. Kluczowe ustalenie było takie, że ich działanie nie tylko sprzyja uzależnieniu, ale może szkodzić zdrowiu psychicznemu użytkowników, szczególnie młodych.

To moment przełomowy, bo po raz pierwszy w postępowaniu sądowym przypisano bezpośrednią odpowiedzialność za uzależniający charakter platform. Jak poinformowano na łamach „The Conversation”, w pozwach wskazywano konkretne skutki: izolację społeczną, problemy ze snem, depresję. Ławy przysięgłych uznały, że istnieją dowody na celowe projektowanie systemów tak, by wydłużać czas korzystania, ponad intencje użytkownika i ponad granice jego dobrostanu.

Równolegle rośnie presja regulacyjna. Komisja Europejska zaostrza nadzór w ramach Aktu o usługach cyfrowych (DSA), obejmując nim coraz szersze segmenty rynku, od mediów społecznościowych po e-commerce, w tym szybkie modele sprzedaży.

Pytanie o to, dlaczego tak trudno odłożyć telefon, przestaje być kwestią samodyscypliny. Coraz wyraźniej widać, że problem ma charakter systemowy.

To nie przypadek ani błąd projektowy. To efekt wieloletnich badań z zakresu psychologii, socjologii i projektowania interfejsów, wzmocnionych bezprecedensową zdolnością gromadzenia i analizy danych. Powstaje środowisko, w którym „jeszcze jeden film” nie jest spontaniczną decyzją, lecz przewidywalnym rezultatem.

U podstaw leży prosty mechanizm ekonomiczny. Model biznesowy oparty na uwadze i danych sprawia, że dobrostan użytkownika staje się zmienną wtórną.

Technologia perswazyjna nie była od początku problemem. Jej celem było wspieranie pozytywnych zmian zachowań. Jednak w realiach gospodarki cyfrowej została podporządkowana logice maksymalizacji zaangażowania.

Dominujący model, oparty na reklamie i masowym przetwarzaniu danych przesunął granicę. Perswazja ustąpiła miejsca manipulacji. Uzależniające wzorce nie są dziś wyjątkiem, lecz standardem obecnym w mediach społecznościowych, platformach streamingowych, grach, handlu elektronicznym i aplikacjach randkowych.

Ich cel jest niezmienny, zatrzymać użytkownika jak najdłużej. Nawet kosztem snu, odpoczynku czy prywatności.

W tym modelu użytkownik przestaje być klientem. Staje się zasobem. Platformy operują nie tylko na danych deklarowanych, lecz także na danych behawioralnych i wnioskowanych, obejmujących preferencje, emocje i podatność psychologiczną. Te same informacje służą personalizacji reklam i jednocześnie doskonaleniu mechanizmów przyciągania uwagi.

Powstaje zamknięty obieg: więcej czasu oznacza więcej danych, a więcej danych oznacza skuteczniejsze narzędzia zatrzymywania użytkownika.

To nie pojedyncze funkcje, lecz cały system. Projektowanie eliminuje naturalne momenty zakończenia, zamieniając krótkie interakcje w długie sesje. Interfejs nie jest neutralny utrudnia decyzje ograniczające korzystanie i upraszcza te, które je wydłużają.

Równolegle wykorzystywane są mechanizmy psychologiczne, potrzeba uznania, lęk przed pominięciem, poczucie niedoboru. Ciągłość treści, automatyczne odtwarzanie czy wizualne wskaźniki postępu podtrzymują uwagę, wpisując się w naturalną skłonność do kończenia rozpoczętych działań.

Efekt jest spójny i przewidywalny. Uwaga użytkownika zostaje przechwycona i utrzymywana.

Skutki wykraczają poza stratę czasu. Coraz częściej mówi się o ryzyku systemowym, dla zdrowia publicznego, jakości debaty i podstawowych praw.

Najbardziej bezpośrednie konsekwencje dotyczą jednak jednostki. Dostępne dowody łączą te wzorce z problemami zdrowia psychicznego i fizycznego: zaburzeniami snu, stresem, depresją, lękiem czy obniżoną samooceną.

Pytanie „dlaczego nie potrafię przestać?” przestaje być pytaniem indywidualnym. Staje się pytaniem prawnym i politycznym.

Wyroki sądów mogą być początkiem zmiany. Odpowiedzialność za skutki w tym potencjalne odszkodowania to pierwszy krok. Kluczowa pozostaje jednak transformacja modelu: ograniczenie uzależniającego projektowania technologii i przesunięcie punktu ciężkości w stronę dobrostanu użytkownika.

Technologia nie jest neutralna. Jest wynikiem decyzji a te, jak pokazują ostatnie wydarzenia, mogą zostać zakwestionowane.

Laura WIECZOREK

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.07.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się